W jedności siła

Z Konradem Kobyleckim, członkiem zarządu Telekomunikacji Polskiej ds. techniki, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Konradem Kobyleckim, członkiem zarządu Telekomunikacji Polskiej ds. techniki, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Czy przedstawiciele Telekomunikacji Polskiej przymierzają się do budowy sieci następnej generacji - Next Generation Network?

NGN są oczywiście bardzo chwytliwym hasłem i dostawcy zapewne bardzo by chcieli, byśmy podjęli się przebudowy całej naszej infrastruktury, ale wymaga to tak gigantycznych inwestycji, że trudno byłoby to racjonalnie uzasadnić. Na świecie tak naprawdę podjął się tego jedynie British Telecom i niektórzy analitycy za to go krytykują. Natomiast na pewno NGN to kierunek, w którym będziemy zmierzać. Istotne są tutaj dwa powiązane ze sobą elementy - standaryzacja i rozszerzenie funkcjonalności.

To zresztą nic nowego - wcześniej te dwa procesy zmieniły oblicze IT, a teraz kolej na telekomunikację. Nadszedł koniec zamkniętych rozwiązań, związanych jedynie z platformami danego producenta - czas na urządzenia telekomunikacyjne, których funkcjonowanie i interfejsy powinny być dobrze opisane. Dzięki postępującej standaryzacji pojawiają się nowi producenci, a dotychczasowi się konsolidują. Za pomocą pojedynczego urządzenia, opartego na protokole IP, można robić coraz więcej. Dlatego mówimy tutaj o telekomunikacyjnych systemach multimedialnych - IP Multimedia Subsystems (IMS). W miarę upływu czasu zanika podział na specjalizowane systemy do wizji, telefonii stacjonarnej czy mobilnej.

Jak to się przekłada na to co dzieje się w Grupie TP?

Konrad Kobylecki

Konrad Kobylecki

Bardzo wyraźny jest trend do realizacji usług na rynkach fix i mobile na bazie tej samej platformy oraz do integracji usług, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na decyzje biznesowe. W naszym przypadku jest to integracja zaplecza technologicznego TP i Orange.

Realizujemy wspólny dla całej grupy TP projekt DNF - Domestic Network Factory, którego podstawową przesłanką jest właśnie budowa jednorodnego zaplecza technologicznego w ramach Grupy France Telecom. W DNF mamy trzy podstawowe kierunki rozwoju - sieci, platform serwisowych oraz systemów informatycznych. W każdym z tych obszarów działają wyspecjalizowane zespoły pod kierownictwem ludzi zarówno z TP, jak i PTK Centertel - o tym, kto jest liderem, decydują kompetencje menedżerów. Na pewno nie jest tak, że jedna organizacja Techniki przejmie drugą, choć z czasem nastąpi ich integracja. Jest to naturalna konsekwencja trendu związanego z upowszechnieniem stosowania IMS.

Istnieje niezbyt pozytywna opinia, że France Telecom wszystko Wam narzuca, a coraz mniej licznym działom technologii w Centertelu i TP pozostaje realizacja tego, co ktoś inny wymyślił nad Sekwaną...

France Telecom to korporacja międzynarodowa i zdrową rzeczą jest, jeśli wewnątrz takiej korporacji panuje konkurencja, bo wtedy lepsi wygrywają i ostatecznie zyskuje cała korporacja. Tu nie chodzi o rywalizację Francji z Polską, ale o rywalizację wszystkich krajów, w których jest obecna Grupa FT. Można by powiedzieć, że nasz los jest w naszych rękach - jeśli będziemy w stanie stosować w określonych obszarach najlepsze rozwiązania, będziemy w tym pierwsi, to w jakimś stopniu my będziemy narzucać je korporacji. Jeśli będziemy rzeczywiście dobrzy, to żadna marginalizacja nam nie grozi.

A udało nam się coś takiego osiągnąć, co stałoby się standardem w korporacji?

Oczywiście, chociażby schemat konfiguracji komputerów PC. To ludzie z TP określają, jak mają być konfigurowane komputery pracowników w całym France Telecom.

Konkurencja występuje również na poziomie krajowym - ośrodki TP, które stają się centrami kompetencyjnymi w określonych obszarach, musiały złożyć dobre oferty i wykazać, że są w stanie dobrze realizować powierzone im zadania. W ten sposób powstało np. Centrum Zarządzania Usługami w ośrodku TP w Lublinie, zarządzające m.in. poziomem jakości poczty głosowej świadczonej przez Centertel czy usług VoIP, gdzie platforma technologiczna TP działa w Poznaniu. W Łodzi powstało Centrum Przetwarzania Danych, a ośrodek kompetencyjny ds. central Siemensa w Katowicach.

Jakie ciekawe przedsięwzięcia są obecnie realizowane w Grupie TP?

Dzieje się sporo ciekawych rzeczy. Rozbudowujemy warstwę integracyjną, tak by łatwo było dołączać doń nowe elementy wchodzące w skład CRM, billingu czy paszportyzacji sieci. Wprowadzamy do TP sprawdzony w Centertelu system IFS do zarządzania łańcuchem dostaw. Duże inwestycje realizowane są w związku z platformą Livebox i nowymi usługami multimedialnymi (np. TVoDSL), niektóre już uruchomiono, inne będą uruchamiane w kolejnych miesiącach. Rozbudowywana jest platforma VoIP, której wykorzystanie przez najbliższe lata istotnie się rozwinie. Wprowadzamy ponadto usługi IP Centrex, a na początku 2007 r. wprowadzona zostanie obsługa protokołu SIP, co pozwoli w przyszłości na oferowanie zupełnie nowych usług, i to zarówno w telefonii stacjonarnej, jak i komórkowej. W sferze integracji usług chcemy także wprowadzić usługę jednego telefonu, w której użytkownik telefonii komórkowej w sposób płynny będzie przechodził do usług telefonii stacjonarnej, gdy np. znajdzie się w strefie sieci bezprzewodowej swojego Liveboxa czy firmowej sieci bezprzewodowej.

Jaka jest Pana odpowiedź na "standardowe" pytanie, kto decyduje o kierunku rozwoju technologicznego - operatorzy, którzy muszą kreować nowe usługi i znaleźć na nich klientów, czy dostawcy, którzy muszą stworzyć nowe technologie?

Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to chyba ani jedni, ani drudzy. I jednym, i drugim zależy bowiem na utrwalaniu pewnego status quo, który daje im możliwie duże korzyści. Z jednej strony o postępie decydują małe, nowe firmy (start-upy), które łamią zastane schematy i robią rzeczy nowatorskie, po prostu nie mają innej szansy przeżycia. Z drugiej strony duży operator, którego stać na ogromne inwestycje, może wymagać dedykowanych rozwiązań ze strony dostawców. Przykładem takich sytuacji mogą być dedykowane telefony Orange (signature devices) czy Livebox TP, który został zaprojektowany specjalnie dla grupy France Telecom. W warunkach coraz większej presji ze strony rynku coraz więcej do powiedzenia mają globalni operatorzy, którzy stymulują konkurencję między dostawcami. A tak naprawdę presja rynku oznacza preferencje końcowych klientów, którzy z danej technologii mają korzystać i za usługi płacić.

A na poziomie krajowym, gdzie kończy się rola działów technologicznych w tworzeniu i realizacji nowych usług, a gdzie przypada ona działom biznesowym i marketingowi?

Dla każdego z rynków mamy mapę drogową ich rozwoju. Zajmuje się tym grupa zadaniowa, której prace i ustalenia muszą wspólnie zaakceptować szef z obszaru techniki i szef danego segmentu biznesu. Technice przypada zazwyczaj wybór konkretnych technologii czy dostawcy, ale oczywiście poruszamy się w pewnych ustalonych ramach. Jeśli np. sprawdziła się wybrana przez France Telecom platforma Thales do obsługi usług TV over DSL, to logiczne jest, że będzie ona również domyślną platformą przy usługach Livebox. Nasz zespół ocenia z kolegami z innych spółek FT przydatność konkretnych rozwiązań dla całej grupy. Taki podział kompetencji łatwiej realizować w ramach kraju niż całej korporacji. Oczywiście z drugiej strony globalna skala znakomicie ułatwia relacje z dostawcami.

No właśnie, to ciekawy temat. Na rynku dostawców pojawili się dwaj nowi, chińscy dostawcy, którzy poprzez swój potencjał rozwojowy i ogromne ambicje mogą istotnie zmienić geografię rynku dostawców.

Motywacja azjatyckich dostawców jest o klasę wyższa niż dotychczasowych czołowych producentów. Są oni niebywale agresywni w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To oczywiście doprowadzi do zmian postaw dotychczasowych dostawców. Po jakimś czasie sytuacja się ustabilizuje. Oczywiście te zjawiska w połączeniu ze wspomnianą wcześniej standaryzacją będą musiały doprowadzić do spadku marż czołowych dostawców.

Nie obawia się Pan różnic kulturowych? Czy TP kupuje już od ZTE czy Huawei?

Oczywiście te różnice są widoczne i dlatego Azjaci nastawiają się na rozbudowę swoich organizacji europejskich, tak by klientów europejskich obsługiwali Europejczycy. Mówi się, że Chińczycy nie lubią zaprzeczać, że przytakują klientom, ale na poziomie technologicznym bardzo łatwo zweryfikować prawdziwość ofert.

Jako TP już kupujemy chińskie urządzenia brzegowe i zapewne na tym się nie skończy.