Sprawnie rzadzić i nie zapożyczać się

Z prezesem rady nadzorczej Optimusa S.A. Romanem Kluską, rozmawia Andrzej Dyżewski

Z prezesem rady nadzorczej Optimusa S.A. Romanem Kluską, rozmawia Andrzej Dyżewski

- W październiku 1994 r. został pan prezesem rady nadzorczej Optimusa S.A. Czy łatwiej było być prezesem zarządu, czy też lżej jest zajmować obecne stanowisko?

Rada nadzorcza akceptuje główne kierunki rozwoju i najważniejsze decyzje zarządu oraz prowadzi stały nadzór nad pracą firmy. Decyzje o nakładach inwestycyjnych i głównych kierunkach rozwoju nie tylko Optimusa S.A. ale całego holdingu. W tak dużej organizacji, jak nie można koncentrować się tylko na jednej dziedzinie, tj. na komputerach, bowiem w jednej dziedzinie może być silna dekoniunktura i byt tak dużej organizacji musi być ubezpieczony rozproszeniem aktywności na kilka dziedzin. Zarząd Optimusa S.A. koncentruje się na komputerach, zarząd spółki Optimusa IC tylko na kasach fiskalnych, zarząd założonej przez nas w grudniu 1994 r. spółki Polskie Telmedia tylko na telekomunikacji. Rada Nadzorcza, która akceptuje kierunki rozwoju w każdej z tych dziedzin, musi być dobra we wszystkim, dodatkowo zajmując się jeszcze strategią dla naszych nieruchomości. A więc pracy mi wcale nie ubyło, a wręcz przeciwnie.

- Jaki jest bilans rozwoju Optimusa w 1994 r.?

Obroty Optimusa S.A. zostały w 1994 r. podwojone. Rok temu pisząc prospekt emisyjny przed naszym wejściem na Giełdę nie wierzyłem, że takie podwojenie będzie możliwe. Łatwo bowiem podwoić wyniki w małej firmie komputerowej, natomiast przy tysiącach sztuk produkowanych komputerów jest to znacznie trudniejsze. W prospekcie przewidywałem więc ostrożnie wzrost o 70%. Tu dygresja: jesteśmy prawdopodobnie jedynym rynkiem, na którym dynamika wyników finansowych jest w przybliżeniu taka sama, jak dynamika produkcji liczona w jednostkach naturalnych. Wynika to stąd, że inflacja w Polsce jest w branży komputerowej wygaszana przez stałą obniżkę cen komponentów potrzebnych do produkcji. Dla przykładu, jeśli dysk 300 MB rok temu kosztował 350 USD, to teraz kosztuje już 250 USD. Najszybciej tanieją dyski, droższe monitory, w okresie ostatnich 2-3 miesięcy potaniała również pamięć operacyjna, z ok. 50 USD za 1 MB RAM do 120 USD za 4 MB RAM. Bardzo tanieją procesory, zwłaszcza o większej mocy obliczeniowej.

Na rynku, jak zwykle najlepsze były ostatnie miesiące roku. W grudniu 1994 r. ustanowiliśmy nasz rekord miesięcznej produkcji 20 tys. sztuk komputerów, tj. 800 komputerów dziennie. Dla wykonania tego planu byliśmy zmuszeni produkować część komputerów w naszych placówkach w Bydgoszczy i w Katowicach. Statystyka produkcji całorocznej jeszcze nie nie jest dokładna. W tej chwili oceniamy rząd wiekości tej produkcji na 104 tys. komputerów. Sprzedajemy je poprzez sieć 800 dealerów i ok. 40 punktów sprzedaży holdingu.

- Czy nieuwzględnianie przez Giełdę obrotów całego holdingu jest zjawiskiem korzystnym?

Uważamy to za bardzo niesprawiedliwe. Po zorganizowaniu nowego przedsiębiorstwa holdingu w sprawozdawczości tracimy zarówno jego kapitał, jak i zysk. Podejście to ma również tę wadę, że fałszuje obraz rzeczywistości wobec akcjonariuszy. Bo jeżeli inwestujemy w jakąś firmę, i mamy na nią taki wpływ, że możemy podjąć każdą decyzję o jej kierunkach rozwoju, podziale zysków czy przeniesieniu dywidendy do Optimusa S.A., to przecież firma owa staje się również własnością naszych akcjonariuszy.

Dlaczego, jeśli wyprodukujemy coś sami, zysk i sprzedaż ma być widoczna, a jeśli wykonamy tę samą produkcję, tym samym kapitałem w naszej firmie ukrytej w holdingu, to ma być inaczej? Dla sprawności zarządzania taki podział jest natomiast konieczny. Wtedy bowiem koszty zarządzania firmą nie rosną szybciej niż wielkość produkcji. Nieumiejętność takiego zarządzania gubi wiele komputerowych firm amerykańskich, europejskich i nie tylko...

Dlatego widzimy przyszłość swojego rozwoju w strukturze holdingowej. Jeśli jest wyodrębniony taki temat jak kasy fiskalne, który wymaga aby grupa ludzi zarządzająca nim poświęciła się mu bez reszty, to dlaczego tym tematem ma się zajmować zarząd Optimusa S.A.? Przez część dnia pracy musielibyśmy wówczas angażować swój intelekt w kasy fiskalne. Daleko lepiej wydzielić osobne przedsiębiorstwo, które bez reszty poświęci się realizacji tego zadania.

- Czy unikanie holdingów przez Giełdę nie wynika z trudności organizacji kontroli ich sprawozdawczości?

Na całym świecie musiano ten problem rozwiązać. Akcjonariusz powinien znać całą rzeczywistość. Na szczęście od 1 stycznia br. my również będziemy mieli obowiązek publikowania wyników holdingu, a więc powoli zbliżamy się do tych wymagań sprawozdawczości, które obowiązują już w wielu innych krajach.

- Są też niebezpieczeństwa takiego podejścia...

Oczywiście. W przypadku, gdy pewne dwie firmy holdingu zajmują się dokładnie tym samym i zaczynają sobie wzajemnie sprzedawać produkty. Jeśli nie jest to firma publiczna, to nikt nie ponosi odpowiedzialności za takie wewnętrzne napompowanie obrotu. W naszym przypadku podawanie nieprawdziwych wyników grozi karą do 50 mld (starych) złotych.

- Co spowodowało decyzję o wejściu firmy na rynek telekomunukacyjny?

Wejście w telekomunikację jest o tyle istotne, że stoimy przed czasem sieci rozległych, kiedy informatyka jednoczy się z telekomunikacją. To że już teraz chcemy znaleźć się w tej branży da nam pewną przewagę w czasie. Jeżeli użytkownik ma rozproszoną sieć zakładów, to nie będzie go interesowało, jak my zrealizujemy rozwiązanie informatyczne, on będzie chciał je po prostu eksploatować.

Niektórzy naszą dywersyfikację działań postrzegają negatywnie, mówiąc że "Optimus nie wie co zrobić z pieniędzmi i nie wie, w jakim kierunku się rozwijać". Chcę temu zaprzeczyć. Otóż, poprzez różnorodność działań ubezpieczamy się na przyszłość. Robimy to w pełni świadomie i gdybyśmy mieli 5 razy więcej pieniędzy, to robilibyśmy to samo, tylko na 5 razy większą skalę.

- Czy wejście Optimusa na Giełdę można już wstępnie podsumować?

W poprzednich latach byliśmy firmą, która mogła tyle inwestować, ile wypracowała zysku. Przy czym, w odróżnieniu od innych dużych firm komputerowych, nie korzystaliśmy z trzyletnich ulg w podatku dochodowym, przysługujących podmiotom je tworzącym z udziałem kapitału zagranicznego. Optimus nie skorzystał z tej możliwości, mimo że w okresie, gdy powstawał było to bardzo łatwe. Takie unikanie podatkow wydawało się nam bowiem nieco nie fair wobec kraju, w którym się żyje. Chcieliśmy uczestniczyć w pełni w kosztach transformacji, a jednocześnie dokładnie czuć wszystkie mechanizmy rynkowe. Dlatego przez wszystkie lata naszej działalności rozwijaliśmy się płacąc 40% podatku dochodowego. Pozostałe 60% mogło służyć rozwojowi firmy. Nie korzystaliśmy nigdy z nadmiernego kredytu bankowego, ponieważ z jednej strony pozbawiłoby to firmę suwerenności, z drugiej - w razie gwałtownego załamania się koniunktury na rynku - można by tego kredytu nie być w stanie spłacić. Określiliśmy sobie poziom bezpieczęństwa kredytu bankowego do wartości naszej miesięcznej sprzedaży.

Teraz już mogę się przyznać, że nasze wejście na Giełdę właściwie wymyśliły za nas banki, które zwróciły na nas uwagę już po wynikach za 1992 r. Zasługą Optimusa było natomiast niezmarnowanie tego pomysłu. Wskoczyliśmy do tego "pociągu kapitałowego" w ostatniej chwili. Obecnie sytuacja jest już znacznie trudniejsza. Podaż na rynku kapitałowym jest tak duża, że ceny firm na polskim rynku są w tej chwili bardzo niskie.

- Właśnie. Wartość Warszawskiego Indeksu Giełdowego w minionym półroczu znacznie spadła. Nie ma to dużego związku z kondycją firm notowanych na Giełdzie. Kiedy związek cen akcji z kondycją firmy ma szansę być bardziej jednoznaczny?

Nie jestem specjalistą od zagadnień giełdowych. Mogę próbować odpowiadać na to pytanie jako ekonomista. Rozwój każdej gospodarki jest sterowany przez prawo podaży i popytu. Na pewno jedną z przyczyn dekoniunktury jest ogromna podaż akcji. Wobec powyższego musi teraz być "tak źle" na polskiej giełdzie, żeby sprzedaż akcji przestała być łatwym sposobem zwiększenia kapitału przedsiębiorstwa a tym sposobem zmiejszona podaż akcji poprawi ceny.

Z drugiej strony, z własnego doświadczenia dyrektora ekonomicznego państwowego przedsiębiorstwa pamiętam, że główny kapitał wielu przedsiębiorstw, to często były mury, hale i niewiele więcej. Na świecie wartość przedsiębiorstwa plasuje się gdzie indziej: to technologia, wiedza i umiejętności ludzi, wreszcie możliwości sprzedaży produktu, rozwinięta sieć dystrybucji, znak fabryczny. Trudno oczekiwać, aby w przedsiębiorstwa bez tych walorów na dłuższą metę ktoś chciał dużo inwestować.

Wracając do giełdy. Poza prawem podaży i popytu przyczyną kupna akcji oraz ich wartości rynkowej może być chęć otrzymywania corocznej dywidendy. Jeżeli inflacja roczna spadnie do 4%, banki wypłacą 6% odsetek, a przedsiębiorstwo publiczne będzie wypłacało 10% dywidendy, to opłaci się trzymać oszczędności w akcjach a nie w banku. Optimus prawie rok temu zapowiedział, że w tym roku wypłaci dywidendę wartości ok. 50 mld zł. Chcemy w ten sposób odróżnić się od tych przedsiębiorstw, które muszą zatrzymać cały zysk po to, by przetrwać. My chcemy rok 1994 zamknąć wypłatą znaczącej dywidendy. Mam nadzieję, że będzie nas na to stać co roku. Przy znormalizowanym rynku dawałoby to znacznie lepszą sytuację naszym akcjonariuszom, niż włożenie pieniędzy do

banku.

- Jaki jest obecny etap wdrażania norm rodziny ISO 9000 w produkcji komputerów Optimus?

Wykonaliśmy wszystkie prace, które są wymagane, aby tę normę uzyskać. Tylko z tego powodu, że grudzień jest w firmach komputerowych bardzo ciężki, przełożyliśmy termin przyjazdu komisji certyfikującej z IV kw. 1994 r. na I kw. 1995 r.

- Jak Pan ocenia szanse rozwoju polskiego rynku komputerowego w najbliższym roku?

Uważam, że rynek komputerowy w Polsce będzie rósł mniej więcej w takim samym tempie, jak w poprzednich latach. Jestem daleki od obaw, że się on zapełni i nastąpi stagnacja. Po pierwsze dlatego, że nasycenie sprzętem w kraju jest mniejsze niż w krajach zachodnich, po drugie, branża rozwija się tak szybko, że komputery starzeją się moralnie.

Jako niebezpieczeństwo uważamy natomiast nierzetelne praktyki firm zachodnich, które pod postacią promocji wyprzedają coś, co się już nie sprzedaje na Zachodzie (oferują np. 386DX jako "komputer dla pani domu"). Trzeba być świadomym, że takie akcje nastawione są na chwilową stratę rekompensowaną potem wysokim zyskiem. Polski rząd powinien na tego typu posunięcia zwracać uwagę i jednoznacznie promować polskich producentów wobec sprzedaży dumpingowej popartej olbrzymim zapleczem kapitałowym.


TOP 200