Rozsądek i odpowiedzialność

Z dr. inż. Eugeniuszem W. Roguskim, dyrektorem Centrum Naukowo-Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej w Józefowie k. Otwocka, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z dr. inż. Eugeniuszem W. Roguskim, dyrektorem Centrum Naukowo-Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej w Józefowie k. Otwocka, rozmawia Andrzej Gontarz.

Kiedy rozmawialiśmy w maju ubiegłego roku*, przekonywał Pan, że system zarządzania kryzysowego powinien być budowany terytorialnie, w miejscu funkcjonowania konkretnej gminy, miasta, regionu, powstawać od dołu do góry, a nie na odwrót. W społecznościach lokalnych jest bowiem najlepsza świadomość potencjalnych zagrożeń i możliwości przeciwdziałania im. Wyższe szczeble administracji powinny mieć funkcje wspomagające, włączać się w sytuacjach, gdy potrzebne jest wsparcie dodatkową ilością sił, środków, specjalistyczną wiedzą lub sprzętem. Czy znając przebieg akcji ratowniczej w Katowicach, podtrzymuje Pan tę opinię?

Tak, jak najbardziej. Sprawny przebieg akcji w Katowicach był w dużej mierze właśnie zasługą budowanego na Śląsku latami systemu ratownictwa i zarządzania kryzysowego. Sprawdzili się dowódcy z generałem Skulichem na czele, ale sprawdził się też cały system. Tam były wypracowane już wcześniej, uzgodnione i sprawdzone zasady współdziałania poszczególnych służb, jednostek, instytucji, urzędów. Były stworzone procedury współpracy i wymiany informacji. W trakcie akcji ratowniczej te rozwiązania pokazały w pełni swoją przydatność.

Jakie warunki muszą być spełnione dla stworzenia takiego systemu? Dlaczego w jednych miejscach udaje się go zbudować, a w innych nie? Niektórzy mówią, że przeszkodą jest brak stosownych regulacji prawnych.

Rozsądek i odpowiedzialność

dr. inż. Eugeniusz W. Roguski

W Polsce mamy w tej chwili co najmniej kilkanaście ustaw, które dotyczą w różnym zakresie bezpieczeństwa. Jest to na przykład ustawa o ochronie przeciwpożarowej, ustawa o ochronie środowiska, prawo wodne, ustawa o powszechnym obowiązku obrony i wiele innych. Są w nich stosowne rozdziały poświęcone zarządzaniu ryzykiem i zapewnieniu bezpieczeństwa. Niech więc nikt nie mówi, że nie ma stosownego prawa. Trzeba popatrzeć raczej, jak wygląda kwestia jego egzekwowania, wywiązywania się przez wszystkich z nałożonych na nich obowiązków.

Często wystarczy porozumienie między kilkoma organami administracji publicznej, z których każdy odpowiada za określony obszar bezpieczeństwa publicznego. Czasami takie porozumienie jest skuteczniejsze niż regulacje prawne. Jeżeli szpital podlega wojewodzie, to może on nakazać jego dyrektorowi przekazywanie danych o wolnych łóżkach do centrum zarządzania kryzysowego. To samo może zrobić burmistrz czy starosta w stosunku do podlegającej mu placówki zdrowia. Możliwości jest wiele. Znalezienie odpowiedniego, właściwego dla sytuacji i miejscowych warunków rozwiązania, to w dużej mierze kwestia dobrej woli i determinacji decydentów, szefów, dyrektorów różnych urzędów, służb i instytucji, od których zależy bezpieczeństwo publiczne.

Czy ustawa o zarządzaniu kryzysowym jest więc niepotrzebna?

Jest potrzebna, trzeba jednak właściwie określić jej przedmiot. Tamte ustawy powstawały w różnych okresach, tworzone były w różnych okolicznościach i na różne potrzeby. Są więc z sobą, by użyć języka komputerowego, niekompatybilne. Jest też jeszcze wiele pustych, niewypełnionych pól. Ustawa o zarządzaniu kryzysowym powinna więc spełniać rolę integracyjną, stać się "lepiszczem" pozwalającym włączyć wszystkie już funkcjonujące, sprawdzone rozwiązania w jeden, spójny, zintegrowany system. Nie jest przecież tak, że jak mamy groźną sytuację, to nikt nic nie robi. Mamy działający system ratowniczo-gaśniczy. Odpowiednie służby i organy administracji podejmują stosowne działania i to, jak pokazał dobitnie przykład Katowic, bardzo skutecznie. Żyjemy w końcu w kraju cywilizowanym, gdzie ludzie sami wiedzą, co mają robić, co należy do ich obowiązków. Bez wątpienia jednak trzeba te wszystkie działania ze sobą połączyć, zintegrować, żeby były jeszcze bardziej sprawne, skuteczne. Do tego powinna służyć ustawa o zarządzaniu kryzysowym, a właściwie nawet bardziej potrzebna byłaby ustawa o bezpieczeństwie publicznym.

Jakie działania w zakresie bezpieczeństwa można podejmować już teraz, bez czekania na nowe regulacje ustawowe?

Wiele rzeczy można uporządkować już na poziomie aktów wykonawczych czy przepisów prawa miejscowego. Nie potrzeba do wszystkiego ustawy. Często wystarczy Dziesięć Przykazań, zdrowy rozsądek i poczucie odpowiedzialności. Trzeba po prostu wywiązywać się z przyjętych na siebie obowiązków. Jest przecież możliwość tworzenia prawa miejscowego. Wojewoda, marszałek, prezydent miasta, burmistrz mogą przecież wydawać polecenia podległym sobie jednostkom, rady miast czy województw mogą uchwalać uchwały. Śląsk jest właśnie przykładem takiego działania. Mimo braku ustawy akcja ratownicza przebiegła sprawnie i skutecznie, gdyż wcześniej już wszystko zostało przygotowane.

Ustawa o zarządzaniu kryzysowym jest konieczna, ale też nie należy mitologizować jej znaczenia. Nie można wszystkiego załatwić jedną regulacją prawną. Jest wiele różnych dziedzin, które nie mają stosownych ustaw, a funkcjonują. Starosta, burmistrz czy wójt mają ustawę o samorządzie terytorialnym, na podstawie której sprawują swoje funkcje. Tam jest zapisane, za co odpowiadają - m.in. za bezpieczeństwo. Tak samo jak za szkolnictwo, budownictwo, usługi komunalne itp. Nie jest powiedziane dokładnie, jak mają to robić - mają dobrze zarządzać gminą, miastem, powiatem. Dobrze i odpowiedzialnie. Gdy sami się nie znają na danej dziedzinie, to mają do pomocy fachowców. Nikt i nic nie zwolni ich jednak od myślenia i odpowiedzialności. Dlaczego w przypadku bezpieczeństwa miałoby być inaczej? Dlaczego ktoś za nich, odgórnie miałby ustalać, co jest ważne dla bezpieczeństwa w ich gminie czy mieście? Każdy natomiast powinien być gotów do udzielenia im wsparcia i pomocy, gdy zajdzie tego potrzeba.

* Zobacz "Bezpieczeństwo dla każdego" - Computerworld nr 18/2005 z 2 maja 2005 r. -http://www.computerworld.pl/artykuly/47732.html


TOP 200