Ktoś musi zacząć

Z Piotrem Rutkowskim, konsultantem w zakresie telekomunikacji, właścicielem firmy doradczej Rotel, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Z Piotrem Rutkowskim, konsultantem w zakresie telekomunikacji, właścicielem firmy doradczej Rotel, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Czy racjonalne jest budowanie infrastruktury teleinformatycznej przez samorządy terytorialne?

Bywa z tym bardzo różnie. Są samorządy, które z pełną świadomością i determinacją poczyniły już spore inwestycje w tym obszarze. Spotyka się tam ludzi, którzy wiedzą, czego chcą, i mają wolę, by to realizować. Są jednak i takie miejsca, gdzie te tematy się w ogóle nie pojawiają. Sposób i zakres zaangażowania samorządu terytorialnego w poprawę dostępności do usług telekomunikacyjnych, czy nawet szerzej - usług społeczeństwa informacyjnego - zależy od lokalnych warunków. Byłbym skłonny twierdzić, że pomijanie tej problematyki w lokalnych strategiach rozwoju regionalnego lub ograniczanie planów do wprowadzenia abstrakcyjnych programów e-administracji sprawia, że te strategie należałoby oceniać jako bezwartościowe. Ignoruje się bowiem wówczas jeden z fundamentalnych celów polityki publicznej, jakim jest zapewnienie mieszkańcom i przedsiębiorcom regionu warunków życia i pracy w nowoczesnym środowisku konkurencyjnym.

Sławomir Kopeć z Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie twierdzi, że wystarczyło ogłosić na terenie Małopolski, że samorząd zamierza zająć się budową Internetu szerokopasmowego, by zaraz pojawiła się Telekomunikacja Polska i zaczęła rozwijać własną infrastrukturę dostępową.

Ktoś musi zacząć

To typowe dla tego operatora podejście do konkurencji. Chodzi głównie o to, by nie dopuścić konkurentów do wejścia na rynek. Gdy jednak konkurent jest silny i zdeterminowany, to jest w stanie tym praktykom się przeciwstawić. W sumie to dobrze, że inicjatywy samorządowe mobilizują operatorów komercyjnych do działania. Chodzi w końcu o to, żeby rzeczywiście był wybór, by istniała silna motywacja do tego, by konkurować cenami, jakością, ofertą usług itd.

Co samorządy rzeczywiście wiedzą na temat technologii WiMAX i możliwości jej zastosowania do budowy sieci dostępowych?

WiMAX jest technologią bardzo młodą, nie do końca zestandaryzowaną. Jest zarazem technologią bardzo obiecującą, ponieważ pozwala przełamać paradoks, który pojawił się kilka lat temu jako uboczny efekt wprowadzenia konkurencji. Racjonalizacja cen i kosztów spowodowała, że budowa kablowych sieci dostępowych w obszarach o słabej infrastrukturze nikomu się już nie opłaca. Większość testowanych wcześniej technologii radiowych nie zmieniła tego stanu rzeczy. Dopiero WiMAX może być na tyle tani, iż po raz pierwszy stwarza realną szansę na zapewnienie szerokopasmowej transmisji danych w miejscach, w których dotąd było to nieopłacalne.

Jak zatem wygląda zainteresowanie tą technologią wśród operatorów komercyjnych?

Do niedawna wydawało się, że dochodowe jest tylko oferowanie usług hurtowych bądź usług wyłącznie dla sektora biznesowego i na to nastawiało się wielu zasiedziałych operatorów. Z powodu słabej opłacalności zaniedbano klientów indywidualnych, szczególnie w odległych rejonach. W tej chwili widać, że dostępność do klienta indywidualnego, szczególnie tego, który potrzebuje szerokopasmowego dostępu, zaczyna być atrakcyjna ekonomicznie, dlatego wszyscy, również ci wielcy, chcą o niego walczyć.

Na rynku szerokopasmowego dostępu do Internetu pojawiają się efekty ekonomii skali: tańsze urządzenia dostępowe, nowe obiecujące aplikacje, nowe pomysły na usługi. Należy się spodziewać również takich, które są ukierunkowane na mieszkańców regionów odległych od wielkich aglomeracji. Technologie radiowe pozwalają dotrzeć do nich na skróty.

Niektórzy mówią, że choć wszystkie częstotliwości zostaną już wykorzystane, to i tak na końcu chodzić będzie o ten światłowód...

Traktuję WiMAX jako metodę dojścia do klienta, do którego nie opłacało się dotrzeć z siecią w inny sposób. Istotną zaletą technologii radiowych jest możliwość szybkiego uruchomienia usług na dużym obszarze dla wielu klientów. Jednym z największych wyzwań jest dzisiaj pozyskanie dla usług szerokopasmowych tych społeczności, które do tej pory nie miały możliwości korzystania z technologii informacyjnych. Dużą rolę w przełamaniu bariery dostępu mogą odegrać właśnie samorządy, które myślą w kategoriach zadań publicznych. Jeśli samorząd stwierdza, że po kilkunastu latach od wprowadzenia mechanizmów konkurencji rynkowej usługi te nie są powszechnie dostępne - a mało kto na terenie Polski może powiedzieć, że są - to powinien się zastanowić, czy nie wpisać ich w program swojego działania. Ktoś musi zrobić pierwszy krok.

Pozostaje pytanie, co zrobić, by takie inicjatywy samorządowe były zrealizowane w sposób optymalny. Jak z punktu efektywności działań można oceniać takie projekty, jak Kujawsko-Pomorska Sieć Informacyjna? Największe miasta w regionie twierdzą chociażby, że nie uwzględnia ona ich rzeczywistych potrzeb.

Patrzę na to przedsięwzięcie bardzo nieufnie. W porównaniu z podobnymi projektami europejskimi wiele rzeczy jest realizowanych bardzo poprawnie. Z drugiej strony, powielanych jest również wiele wad i błędów tamtych projektów. Zazwyczaj sporządzana jest ładna sprawozdawczość i prognozy, ale nie widać w nich wcale człowieka - tego końcowego użytkownika, któremu to wszystko ma służyć. W przypadku wskazanej przez panów sieci mamy coś podobnego - wymyślono duży projekt inwestycyjny i nałożono na niego kilka aplikacji do ewentualnego wykorzystania przez jednostki administracji publicznej. Tylko co dalej? Tworzenie magistrali telekomunikacyjnych o zasięgu regionalnym wydaje się być stratą czasu i pieniędzy. Takie magistrale w zależności od potrzeb najlepiej po prostu wynajmować od operatorów telekomunikacyjnych działających na rynku.

Ale przecież jednym z zarzutów adresowanych wobec KPSI jest właśnie to, że struktura szkieletowa będzie wynajmowana od Telekomunikacji Polskiej.

To akurat uważam za niedorzeczność. Usługa, którą można kupić na konkurencyjnym rynku, jest najczęściej tańsza niż budowanie własnej infrastruktury. Pytanie tylko, czy rzeczywiście do takiego zakupu jest potrzebna osobna, zinstytucjonalizowana struktura organizacyjna?

Samorząd Kruszwicy chce sam inwestować w WiMAX i będzie startował w przetargu na częstotliwości. Dlaczego szukają alternatywnego sposobu budowania szerokopasmowego dostępu i usieciowienia swojej miejscowości, skoro KPSI ma objąć swoim zasięgiem całe województwo?

Podstawowym problemem jest problem z komunikacją, co brzmi absurdalnie, kiedy mówimy o rynku technologii informacyjnych. Samorządy gminne w kujawsko-pomorskim nie wiedzą, co tak naprawdę może im zaoferować KPSI. Gdyby konkretna gmina czy miasto widziały dla siebie wyraźną korzyść, to z pewnością by się do tego projektu przyłączyły. Często jednak nie dostają odpowiedzi na swoje pytania. Nie wiedzą więc, czy KPSI będzie rzeczywiście realizować ich potrzeby i w jakim zakresie. Słyszą, że dostaną połączenie ze światem, ale co to konkretnie ma znaczyć, nie wiadomo. Gdyby chodziło tylko o samo połączenie, to przykładowo w Kruszwicy można je zrealizować już teraz poprzez magistralę Exatela czy łącza Telekomunikacji Kolejowej, które już tam są.

Problemem jest też chyba niedostrzegana przez twórców KPSI rozbieżność interesów między różnymi samorządami - potrzeby małego Lubiewa w Borach Tucholskich nie są przecież tożsame z potrzebami dużej Bydgoszczy. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby taki projekt się udał? Tak naprawdę pytamy: rynek czy samorząd? A jaka powinna być rola państwa?

Gorsze warunki rozwoju sieci szerokopasmowych poza wielkimi miastami określa się w unijnej polityce regionalnej terminem cyfrowego wykluczenia lub oddzielenia. Mówi się bardzo poważnie o pogłębianiu luki cywilizacyjnej pomiędzy miastem a wsią. Z drugiej strony, w opublikowanym latem dokumencie grupy doradczej Komisji Europejskiej w sprawach programów eEurope znalazło się bardzo znamienne stwierdzenie, że tworzenie warunków dla rozwoju sieci szerokopasmowych może mieć dla regionów wiejskich większe znaczenie niż jakikolwiek inny rodzaj infrastruktury. W zasadzie w każdym państwie europejskim dąży się teraz do wypracowania modelowych rozwiązań umożliwiających publiczne wsparcie dla rozwoju szerokopasmowego dostępu.

Na przykład we Francji, gdzie pierwotnie w kodeksie samorządowym istniały bariery prawne zabraniające jednostkom samorządu terytorialnego budowy infrastruktury telekomunikacyjnej, zdecydowano znieść te ograniczenia i przygotowano mechanizm wsparcia rozwoju lokalnych sieci szerokopasmowych z zaangażowaniem środków publicznych. Interesujące, że punktem wyjścia do tego rodzaju projektów miało być osiągnięcie zgody reprezentantów wszystkich lokalnych środowisk politycznych. To jasne, że realizacja tego typu projektów musi być rozłożona na lata i konieczne jest uniknięcie ryzyka politycznego, które zawsze wprowadza perspektywa następnych wyborów. W przywołanym przykładzie dopiero wtedy, gdy osiągnięto porozumienie, można było przystąpić do realizacji projektu, poprzedzonego jeszcze wyborem partnera prywatnego. Brak porozumienia, brak uzgodnionych wspólnych celów, brak zapewnienia poparcia wszystkich sił politycznych wydaje się być podstawowym błędem i przeszkodą w realizacji projektu takiego jak KPSI.

U nas samorządy są w pewnym stopniu zdane na działania intuicyjne. Mało kto u nas rozumie, na czym polega unijny mechanizm wprowadzania konkurencji na rynku sieci i usług łączności elektronicznej. Rynek usług i sieci telekomunikacyjnych nie jest czymś abstrakcyjnym. Jego kształt zależy w dużej mierze od działań regulacyjnych państwa. Zgodnie z modelem unijnym powinny one zmierzać w kierunku zapewnienia jak najlepszych warunków konkurencyjności oraz zmniejszania zdolności operatorów o znaczącej pozycji rynkowej do przeciwdziałania rozwojowi tejże konkurencji. Jeżeli wprowadzimy na rynek podmioty, które są związane z władzą publiczną, to pojawia się ryzyko, że możemy zaburzyć konkurencję. Taka koncepcja powinna być opracowana na poziomie państwa i udostępniona samorządom w formie rozwiązań modelowych.

Samorząd ma realizować cele publiczne. Należy się jednak zawsze zastanowić, czy realizacja tych celów nie jest możliwa za pomocą podmiotów, które już są na rynku. Samorząd nie ma przecież struktury korporacyjnej, nie ma skłonności do racjonalizowania kosztów działalności.

Czy samorządy przygotowujące oferty na częstotliwości wimaksowe, przewidują przekazanie komuś obsługi zbudowanej przez siebie infrastruktury?

Słyszy się, że samorządy próbują niekiedy zachować nad tym pełną kontrolę. To jest możliwe, chociaż niezalecane. Takie rozwiązanie nie służy dobrze budowaniu konkurencyjności na rynku. Trzeba dążyć do popularyzacji modelu, który będzie zakładał przynajmniej wybór operatora do zarządzania siecią samorządową, np. na zasadzie wprowadzonej niedawno Ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym.

Czy takie właśnie rozwiązania będą wysoko punktowane w przetargach URTiP-u?

Mam tylko nadzieję, że ludzie, którzy zajmują się regulacją rynku telekomunikacyjnego, myślą w podobny sposób.


TOP 200