Konieczne zmiany

Z profesorem Mirosławem Millerem, koordynatorem Dolnośląskiego Centrum Zaawansowanych Technologii we Wrocławiu, rozmawiają Adam Jadczak i Andrzej Gontarz.

Z profesorem Mirosławem Millerem, koordynatorem Dolnośląskiego Centrum Zaawansowanych Technologii we Wrocławiu, rozmawiają Adam Jadczak i Andrzej Gontarz.

Czy samo wykorzystanie pieniędzy unijnych na dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych w naszym kraju rozwiąże problem braku współpracy nauki z biznesem?

profesor Mirosław Miller, koordynator Dolnośląskiego Centrum Zaawansowanych Technologii we Wrocławiu

profesor Mirosław Miller, koordynator Dolnośląskiego Centrum Zaawansowanych Technologii we Wrocławiu

Oczywiście same środki finansowe nie wystarczą. Co więcej, ich wykorzystanie na przyspieszenie procesów rozwojowych w skali regionów i całego kraju będzie niemożliwe bez zdecydowanych, jakościowych zmian w obszarze współpracy nauki z gospodarką i biznesem. Ani sama gospodarka, ani sama nauka nie będą w stanie wykorzystać tak dużych środków na rozwój nowych technologii i innowacji, pozostając jednocześnie w zgodzie ze standardami Unii dotyczącymi wydatkowania przyznanych na lata 2007-2013 środków pomocowych. Odnoszę wrażenie, że mimo podobnych sygnałów płynących z różnych stron elity naszego kraju nie dowierzają takiej perspektywie uważając, że nie ma takich środków, których - po staremu - nie dałoby się wykorzystać.

Podkreślmy, że rzecz dotyczy ok. 67 mld euro w skali 7 lat, w tym ok. 9 mld euro na projekty dotyczące unowocześnienia gospodarki poprzez wdrażanie nowych rozwiązań, informatyzację, budowę nowoczesnej infrastruktury dla sektora B+R itp. Środki te ulokowane są w tzw. Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka, który jest właśnie uruchamiany. W przeliczeniu na rok jest to więcej, niż wynosi obecnie cały budżet naszego kraju na naukę. To pokazuje skalę wyzwania i skłania do postawienia pytania, czy możliwe jest sensowne wykorzystanie takiej pomocy w ramach istniejących struktur sektora B+R. Rozsądek i intuicja zaprzeczają takiej możliwości.

Co więc należy, Pana zdaniem, zrobić, aby tę niepowtarzalną szansę wykorzystać jak najlepiej?

Potrzebne jest uruchomienie myślenia, które zainicjuje w perspektywie 2007-2013 trwałe mechanizmy rozwojowe będące następstwem udanych projektów. Projektów, które powinny z jednej strony cechować się zupełnie inną skalą niż dotychczasowe, a z drugiej, tworzyć pewną całość w skali całego kraju, by nie dublować wysiłków i nie podejmować inicjatyw niepasujących do siebie.

Droga do sukcesu wiedzie poprzez przełomowe pociągnięcia w zakresie integracji potencjału B+R na poziomie regionalnym i krajowym oraz udrożnienie kanałów współpracy nauki z gospodarką. Bez szybkiej zmiany mapy instytucji innowacyjnych w kraju nie będzie możliwe sensowne wykorzystanie funduszy unijnych na cele, na jakie są one przeznaczone. "Wpompowanie" środków w istniejące struktury B+R będzie mało efektywne.

Innymi słowy, potrzebne jest stworzenie spójnego, skoordynowanego systemu innowacyjnego w regionach. Istotnymi elementami takiego systemu powinny być: uczelnie, instytuty badawcze, kluczowe przedsiębiorstwa przemysłowe wysokich technologii, przemysłowe centra badawcze, parki technologiczne, inkubatory, centra zaawansowanych technologii, centra transferu technologii, instytucje finansowe, biura prawne i patentowe, firmy konsultingowe i inne. Taki system innowacji powinien z kolei generować powstawanie stosunkowo nowych w naszej rzeczywistości elementów: klastrów i spółek technologicznych.

Klastry technologiczne tworzone są w celu rozwoju pewnej gałęzi gospodarki na określonym obszarze, zazwyczaj mniejszym niż region. Grupują one firmy specjalizujące się w wybranych technologiach i usługach. Wartość dodana współpracy w ramach klastra wynika z efektów synergii, możliwości włączenia się firm zrzeszonych w jego ramach do projektów o zupełnie innej skali niż te, jakie prowadzone mogły być dotąd "w pojedynkę". Dobrym przykładem regionalnego klastra technologicznego może być tworzony we Wrocławiu ogólnopolski klaster e-Zdrowie zrzeszający firmy informatyczne, elektroniczne, ośrodki zdrowia, prywatne firmy świadczące usługi medyczne, akademie medyczne, politechniki, jednostki samorządu terytorialnego itp.

Drugą grupą firm, jakie powinny tworzyć się w rezultacie działania sprawnego systemu innowacyjnego, są małe spółki innowacyjne i technologiczne, firmy profesorskie spin-off, start-up itp. W takich firmach powinny być przygotowywane nowe rozwiązania i technologie, powstawać prototypy urządzeń, innowacyjne sposoby zarządzania itp. Firmy takie mogłyby być beneficjentami programów takich jak Innowacyjna Gospodarka czy Wędka Technologiczna.

Na co powinno się przeznaczyć pieniądze kierowane na rozbudowę infrastruktury badawczej i rozwój kadr?

Środki na infrastrukturę powinny być skoncentrowane na kilku kluczowych przedsięwzięciach inwestycyjnych - centrach badawczych. Przedsięwzięcia te powinny mieć wymiar co najmniej regionalny, a najlepiej ponadregionalny, włączając w to regiony państw sąsiadujących z Polską. Należałoby zadbać o to, aby centra te tworzyły uzupełniającą się sieć polskiej infrastruktury badawczej z wyraźnym zaznaczeniem regionalnych specjalności naukowo-gospodarczych. Niektóre z nich mogłyby być włączone do europejskiego systemu dużej infrastruktury, co zapewniłoby lepsze warunki do ich wykorzystania w ramach przedsięwzięć unijnych. Centra powinny być od samego początku tworzone we współpracy świata nauki i gospodarki.

Finansowanie centrów w okresie pierwszych kilku lat mogłoby być zapewnione ze środków na kluczowe projekty badawczo-rozwojowe realizowane w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz innych źródeł krajowych stymulujących rozwój gospodarczy i sektor nowych technologii. W miarę upływu czasu coraz większą rolę w finansowaniu przedsięwzięcia powinien odgrywać sektor gospodarczy, w tym przede wszystkim spółki technologiczne i sektor wysokich technologii. Rosnącym źródłem finansowania powinny być również programy unijne, w tym przede wszystkim Programy Ramowe. Centra badawcze byłyby istotnym instrumentem osiągania przez Polskę wskaźnika współfinansowania badań przez przemysł przewidzianego w Strategii Lizbońskiej na poziomie 2%.

Środki na rozwój kadr należałoby skierować przede wszystkim na kształcenie wysokospecjalistycznej kadry dla przedsiębiorstw wysokich technologii. Mogłoby się to odbywać w systemie stypendiów doktoranckich realizowanych we współpracy z podmiotami gospodarczymi. Przykłady projektów tego rodzaju znane są już w niektórych środowiskach, m.in. we Wrocławiu, ciesząc się dużym powodzeniem zarówno na uczelniach, jak i w przedsiębiorstwach.

Co zrobić, aby wyniki prac polskich naukowców były wprowadzane na rynek przez polskie przedsiębiorstwa?

Nie ma tu prostych recept. Barier w tym względzie jest kilka, a najważniejsze z nich to, moim zdaniem, bariery mentalne i finansowe.

Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że nie jest tak, iż wspaniałe wynalazki polskich naukowców nie są wdrażane do praktyki gospodarczej z powodu braku "ssania" ze strony przedsiębiorstw. Kilkuletnie doświadczenia Dolnośląskiego Centrum Zaawansowanych Technologii pokazują, że przedstawiciele nauki nie docierają po prostu do przedsiębiorstw, a te nie mają wiedzy na temat potencjału naukowego. Lata braku wzajemnych kontaktów sprawiły, że tej współpracy trzeba się praktycznie uczyć na nowo. Poza tym uczeni nie mają często elementarnej wiedzy z zakresu ekonomii czy uwarunkowań rynkowych, które decydują w pierwszej kolejności o powodzeniu przedsięwzięcia technologicznego. Pod tym względem kadra polskich przedsiębiorców, pracując od dawna w zreformowanej gospodarce rynkowej, jest mentalnie o wiele lat do przodu względem kadry naukowo-badawczej.

Pragnę w tym miejscu podkreślić, że pojawiające się od czasu do czasu doniesienia o kolejnych deklaracjach współpracy uczelni z przemysłem, potwierdzane podpisywaniem w świetle fleszy umów ramowych i listów intencyjnych o niczym nie świadczą, jeśli w ślad za tym nie idzie zmasowany niemal "atak" zespołów naukowych na przedsiębiorstwa. Nie słyszałem jednak, żeby konferencje prasowe towarzyszyły podpisaniu umowy uczelni (lub choćby wydziału) z przedsiębiorstwem sektora MŚP, a przecież to ten sektor zadecyduje za kilka lat tak naprawdę o innowacyjności polskiej gospodarki! I dlatego w DCZT kierujemy się zasadą, że każde małe lub średnie przedsiębiorstwo jest na wagę złota dla realizacji naszego celu, jakim jest zbliżenie uczelni i profesorów do przedsiębiorstw. Podobnie każdy wybitny profesor pozyskany dla tej idei jest na wagę złota - nie ma ich przecież tak wielu.

Szacujemy, że 3-5% profesorów wrocławskich uczelni jest potencjalnie zainteresowanych współpracą z gospodarką. Stanowi to więc grupę zaledwie 40-60 osób. Ta niewielka liczba ma swoje źródła w historii naszej akademickości przejawiającej silne tendencje do zamykania się w wieży z kości słoniowej oraz podejrzliwości w stosunku do współpracy z gospodarką. Tylko najbardziej niezależni i uznani profesorowie decydują się na taką współpracę, narażając się zresztą często na nieprzychylne opinie najbliższego środowiska. Podejmowane przez nas inicjatywy mają tę sytuację zmienić.

Inną barierą transferu wiedzy i komercjalizacji wiedzy jest brak albo słabość mechanizmów finansowania nowych technologii, w tym kapitału dużego ryzyka (venture capital), aniołów biznesu i temu podobnych rozwiązań znanych z bardziej rozwiniętych państw UE. Raczkujący w Polsce kredyt technologiczny, który miał spełniać taką rolę, ugrzązł w urzędniczych formalizmach i nie nadaje się jak na razie do szerokiego wykorzystania przez sektor MŚP. Innych inicjatyw w tym obszarze jest jak na lekarstwo. Pojawia się jednak szansa na uruchomienie takich przedsięwzięć w ramach programów operacyjnych perspektywy 2007-2013.

Co sądzi Pan o pomyśle stworzenia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju?

Jeśli chcemy niemal natychmiast, w tym jeszcze roku uruchomić nowe mechanizmy, o jakich wspomniałem powyżej, istnieje pilna konieczność przyjęcia i wdrożenia zaplanowanych, skoordynowanych w skali Polski przedsięwzięć porządkujących i integrujących sektor B+R. NCBiR mogłoby odegrać właśnie rolę takiego integratora i jednocześnie instytucji narzucającej nowe standardy w obszarze współpracy nauka - gospodarka.

Rozumiem doskonale obawy środowisk naukowych co do groźby "ręcznego" sterowania sektorem naukowo-badawczym przez taki "super KBN" - nie podzielam jednak tych obaw. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju postrzegam raczej jako jedną z nowych instytucji, zmieniającą na szczeblu krajowym obraz naszego tradycyjnego sektora naukowego. Konieczność jej powołania wywołana jest nowymi wyzwaniami, do jakich zaliczam koordynację dużych programów badawczo-rozwojowych, które za moment będą uruchamiane. Większe moje obawy budziłoby pozostawienie mapy naszej nauki w obecnym kształcie z nadzieją, że poradzi sobie ona sama z absorpcją środków skierowanych na utworzenie w Polsce w perspektywie kilku najbliższych lat gospodarki opartej na wiedzy.