Informacje do wymiany

Z Marią Burchard, kierownik Centrum NUKAT, oddziału Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawskie, prowadzącego Narodowy Uniwersalny Katalog Centralny NUKAT i koordynującego ogólnopolskie współkatalogowanie bibliotek,rozmawia Andrzej Gontarz.

Z Marią Burchard, kierownik Centrum NUKAT, oddziału Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawskie, prowadzącego Narodowy Uniwersalny Katalog Centralny NUKAT i koordynującego ogólnopolskie współkatalogowanie bibliotek,rozmawia Andrzej Gontarz.

W jaki sposób powołanie centralnego katalogu zmieniło pracę bibliotekarzy w polskich bibliotekach? Od dawna marzyli o rozwiązaniu, które umożliwiałoby wymianę informacji na temat wszystkich zgromadzonych w zbiorach publikacji. Czy wyobrażenia pokrywają się z praktyką funkcjonowania w systemie NUKAT?

Bibliotekarze coraz bardziej przekonują się do możliwości oferowanych w praktyce przez katalog centralny i coraz bardziej cenią sobie to rozwiązanie. To oczywiście nie zwalnia ich z konieczności dostosowania się do wymogów związanych z nową formułą opracowywania zbiorów i udostępniania informacji o nich.

Biblioteki uczestniczące w systemie NUKAT muszą odpowiednio przeorganizować swoją pracę, by dostosować się do reguł obowiązujących w katalogu centralnym. Często nie jest to łatwe, wiąże się bowiem nie tylko z koniecznością reorganizacji samej działalności, ale też wymaga zmian mentalnych. Biblioteka Narodowa jest, dla przykładu, takim samym uczestnikiem systemu katalogowania jak każda inna biblioteka w kraju. Ludziom, którzy przyzwyczaili się do wyjątkowej pozycji swojej instytucji w świecie bibliotekarskim, niejednokrotnie trudno jest się pogodzić z nową sytuacją. Nie można jednak dla każdej biblioteki tworzyć osobnych narzędzi i osobnych zasad działania. Siłą katalogu centralnego jest właśnie maksymalne ujednolicenie procedur i opisów.

Dążymy do tego, aby całościowe opracowanie książki było robione przez jedną osobę. To zmienia "drogę" książki w bibliotece. Kiedyś kto inny robił opracowanie przedmiotowe, kto inny katalogował. Zanim książka trafiła do wypożyczenia, wędrowała z miejsca na miejsce. Teraz po sprawdzeniu, czy jej opis jest w katalogu centralnym, od razu może trafić na półkę. Te, które nie mają opisu, kierowane są na inną ścieżkę. Najlepiej jednak, żeby od początku do końca zajmowała się nimi ta sama osoba, dobrze znająca reguły funkcjonowania systemu NUKat. To zmniejsza ryzyko błędów i rozbieżności w opracowaniu publikacji. Sytuacja ta nie jest na rękę bibliotekarzom zajmującym się do tej pory opracowaniem przedmiotowym, którzy byli uważani za elitę środowiska bibliotekarskiego. Teraz wszyscy są takimi samymi uczestnikami jednolitego dla wszystkich procesu katalogowania.

Co w formule pracy narzucanej przez katalog centralny jest najtrudniejsze do zaakceptowania przez bibliotekarzy?

Katalog centralny wymusza stosowanie jednolitych, standardowych, jednakowych dla wszystkich reguł katalogowania. Wymusza stosowanie haseł wzorcowych, kopiowanie ich z centralnej bazy danych, z gotowego, przygotowanego przez innych zasobu opisów zawierających ujednolicone nazwy. To dla wielu bibliotekarzy jest najtrudniejsze - zaakceptowanie pracy innego bibliotekarza. Każdy myśli, że sam zrobi najlepiej, a tu musi zgodzić się na to, co zostało zrobione przez innych.

Globalizacja wkracza również do środowiska bibliotek, katalog centralny jest jednym z jej przejawów. Od tego jednak nie ma dzisiaj odwrotu. Wykorzystanie technik ITC na dużą skalę powoduje, że praca bibliotekarza będzie polegać w coraz większej mierze bardziej na komunikacji z innymi niż samodzielnych działaniach w zamkniętych środowiskach.

Sformalizowane normy katalogowania książek istniały przecież od dawna. Skąd więc opory przed korzystaniem z gotowych, standardowych rekordów?

W tradycyjnej pracy bibliotekarskiej istniał jednak pewien obszar swobody w korzystaniu z norm, istniała możliwość ich różnej interpretacji, zróżnicowanego zastosowania. Każda biblioteka podchodziła w zasadzie po swojemu do tworzenia katalogu. Każdy katalog mógł być inny, dostosowany na swój sposób do różnych okoliczności związanych z funkcjonowaniem konkretnej biblioteki. Prosty przykład: jedni mogli mieć hasło "Adam Mickiewicz", a u innych mogła być jeszcze dodana data urodzenia. W obu przypadkach było to prawidłowe. Teraz formę wszystkich zapisów trzeba ujednolicić. Hasła dla takich samych nazw używane w katalogu centralnym i katalogach lokalnych muszą mieć dokładnie te same zapisy, muszą być maksymalnie sformalizowane.

Kiedyś bibliotekarze mogli wprowadzać do wymagających zróżnicowania haseł w swoich katalogach własne, różniące się od siebie identyfikatory. Teraz musi być jeden, taki sam dla wszystkich identyfikator. To się wielu bibliotekarzom nie podoba, z powodu zbytniego sformalizowania. Jeżeli jednak chcemy zmierzać w kierunku przejmowania od ludzi części zadań przez techniki informatyczne, tego że niektóre rzeczy będą wykonywane automatycznie, to formalizacja jest koniecznością.

Gdy korzystanie z zasobów informacyjnych miało charakter lokalny, można było sobie pozwolić na pewne rozbieżności w sposobach opisu zbiorów. Jeśli jednak chcemy mieć globalny, powszechny dostęp do informacji, to ich ustandaryzowanie jest niezbędne. Wtedy znacznie łatwiej jest znaleźć dokładnie to, co jest poszukiwane.

W katalogu centralnym i katalogach lokalnych, do których kopiuje się dane, mamy do czynienia z systemem spójnych danych. To daje większe szanse znalezienia prawdziwej, jednoznacznej odpowiedzi niż w przypadku posługiwania się systemem dopuszczającym wielorakość form opisu.

Zwolennicy serwisów "społecznościowych", np. Delicious czy Flikr, przekonują o pożytkach z żywiołowego, spontanicznego katalogowania, a właściwie tagowania zasobów internetowych. W tej formule każdy może przypisać danemu tekstowi czy obrazowi dowolne, absolutnie indywidualnie dobrane słowa kluczowe. Jak Pani ocenia takie działania z punktu widzenia skuteczności docierania do informacji?

Internet rządzi się swoimi prawami. Zapewne jedną z jego cech jest żywiołowość działania. Z drugiej strony, chaos informacyjny w jego zasobach jest nie lada problemem. Mam jednak wątpliwości, czy tego typu inicjatywy pozwolą w jakimkolwiek stopniu go opanować. Trafienie do właściwej informacji tylko na podstawie słów kluczowych jest bardzo trudne. Tym bardziej, że te same słowa kluczowe mogą być dopisywane do absolutnie różnych treści, jedynie na podstawie indywidualnych skojarzeń. Nie stoi za nimi żaden system interpretacji ich znaczeń.

Sformalizowany system wyszukiwawczy jest potrzebny dla zachowania trafności, precyzji wyszukiwania. Gdybyśmy w katalogu NUKAT nie pilnowali standardów opisów, to w bibliotekach zapanowałby chaos. Inaczej każda biblioteka katalogowałaby znowu po swojemu. A od tego przecież chcemy poprzez katalog centralny odchodzić. Jeżeli chcemy również automatyzować wyszukiwanie coraz bardziej i upraszczać opisy zasobów, to nie możemy zrezygnować z ujednolicania opisów.

Ujednolicanie nie oznacza wcale zubażania czy spłycania opisów. W tym cała sztuka bibliotekarska. Słownik haseł wzorcowych zawiera jedno hasło obowiązujące, ale też z nim skojarzone inne hasła używane do opisu, np. tytuły w innych językach, wyrażenia potoczne lub środowiskowe. Do właściwego sformułowania hasła wzorcowego potrzebna jest duża wiedza, dostęp do informacji, umiejętności analityczne itp. Przez tak sporządzony i sformalizowany opis łatwiej trafić do właściwej, potrzebnej informacji. Jeżeli natomiast ten sam tekst opatrzy Pan np. słowem kluczowym "dom", ja - "zielony", a ktoś inny - "żona", to gdzie będzie punkt styku tych odpowiedzi, co je będzie ze sobą łączyć? Rekordy opatrzone takimi różnymi opisami nigdzie się nie spotkają, bo nie będzie między nimi żadnego systemu kojarzenia. Musiałby ktoś z zewnątrz to wszystko porządkować.

Internauci chętnie jednak korzystają z przeglądarki Google, która posługuje się metodą rozpoznawania słów kluczowych i ich statystyczną analizą.

W wielu przypadkach jest to zupełnie skuteczna i wystarczająca metoda docierania do informacji będących w zasobach sieciowych. Proszę jednak zauważyć, ile jest tych naprawdę trafnych odpowiedzi. Dostajemy olbrzymią liczbę wyników, ale kiedy zaczniemy je przeglądać, okazuje się, że wiele z nich się powtarza, że jest cała masa tych samych stron, tylko podzielonych na różne części, że jest wiele stron, które co prawda mają takie same słowa kluczowe, ale dotyczą czegoś innego, że jest duża liczba serwisów, które potrafią umiejętnie wykorzystać mechanizmy sieciowe do celów marketingowych itd. Zazwyczaj po przejrzeniu dwóch, trzech ekranów tracimy ochotę do dalszych poszukiwań. Odpowiedzi mamy bowiem bardzo dużo, ale informacji często bardzo mało, albo w ogóle.

Są plany, aby do Google przekazywać zawartość katalogów centralnych z całego świata, by internauta miał możliwość skorzystania z informacji będących w uporządkowanych zasobach bibliotecznych, a nie bazował na - przypadkowych niejednokrotnie - zasobach internetowych. NUKAT też będzie w tym uczestniczył.

Czy biblioteki cyfrowe to całkiem nowa formuła udostępniania publikacji, czy tylko inne środowisko funkcjonowania bibliotek?

Z mojego punktu widzenia, biblioteki cyfrowe to biblioteki takie same jak wszystkie inne. Informacja o ich zasoby też powinna znaleźć się w bazie katalogu centralnego. Czytelnikowi trzeba maksymalnie ułatwić docieranie również do ich zbiorów. Informacje na temat wszystkich zasobów bibliotecznych powinny być w jednym miejscu, bez względu na to, czy są to zasoby w formie papierowej, cyfrowej, czy jakiejkolwiek innej.

Na razie trudno jednak wyrokować, w którą stronę pójdzie rozwój bibliotek cyfrowych. Odbywa się to na razie bardzo żywiołowo, raczej na zasadzie rywalizowania między środowiskami, a nie współpracy czy uzgodnień.

Co złego jest w konkurowaniu różnych inicjatyw między sobą?

Oczywiście, różne podmioty mogą konkurować między sobą w różnych przedsięwzięciach. Gdy jednak zaczynamy mówić o wymianie informacji, to nie może ona odbywać się dzisiaj bez zachowania jednakowych standardów, bez przestrzegania jednolitych reguł postępowania. Każdy system informacyjny, który chce uczestniczyć w globalnym obiegu informacji, musi zachowywać te same, międzynarodowe standardy. Musi być przekładalny na wszystkie inne systemy i we wszystkie strony. Inaczej nie będzie się liczył.

Kompatybilność systemów informacyjnych musi być zachowana w wielu aspektach. Chodzi tu zarówno o przestrzeganie jednolitych zasad opisu tematu, jak i zachowanie odpowiednich reguł kodowania znaków. Wtedy nie ma problemu z wymianą danych. Nawet ktoś, kto nie zna danego języka, może się zorientować czego informacja dotyczy. Bazowanie na lokalnych systemach uniemożliwia wymianę informacji lub drastycznie podnosi jej koszty.

Powinniśmy dzisiaj pracować, tak aby każdy mógł wziąć od nas potrzebne mu dane, przeczytać je i zrozumieć. Nikt nie kataloguje tylko dla siebie czy swoich stałych, miejscowych czytelników. Trzeba zrezygnować z własnych, indywidualnych przyzwyczajeń i interpretacji, by wytworzona informacja była zrozumiała także dla innych, by mogła być bez przeszkód z innymi wymieniana.

Coraz szybciej coraz więcej

Dzięki istnieniu katalogu centralnego bibliotekarze nie muszą już samodzielnie katalogować wszystkich książek wprowadzanych do zbiorów swoich bibliotek. Robią to tylko wówczas, gdy nikt wcześniej nie opisał w NUKAT danej publikacji. Jeżeli jednak jest już opis w katalogu centralnym, to go po prostu kopiują do swojego systemu. W ten sposób opracowanie książek i ich udostępnianie czytelnikom przebiega szybciej. Poza tym część pracowników można przenieść do innych zadań.

Katalog centralny dla polskich bibliotek funkcjonuje od 2002 r. Przy jego tworzeniu współpracuje obecnie 60 bibliotek, głównie akademickich, naukowych i wojewódzkich publicznych. W bazie NUKAT jest w tej chwili prawie 725 tys. rekordów. Skopiowanych do katalogów lokalnych bibliotek jest ponad 2,5 raza więcej (ok. 2 mln). Co roku przybywa średnio 200 tys. nowych rekordów. Tempo katalogowania i powiększania się zasobów katalogu NUKAT systematycznie wzrasta.

Najbardziej aktywnym dostarczycielem nowych rekordów do katalogu centralnego jest Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Tutaj kataloguje się najwięcej nowych publikacji. Na następnych miejscach są także biblioteki uniwersyteckie - Jagiellońska, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Uniwersytetu Gdańskiego. W katalogu bibliotek kopiujących dane średnio tylko w 40% opisów jest opracowywanych na miejscu, a 60% z nich powstaje w innych bibliotekach.

Wykorzystanie technik informacyjnych umożliwia samoistne przejmowanie wiodącej funkcji przez najbardziej zaawansowane w danym obszarze biblioteki. W sposób nieformalny, lecz na podstawie rzeczywistej aktywności wyłaniają się liderzy w konkretnej działalności. Na przykład mimo tego, że formalnie do opracowania całości polskiej produkcji wydawniczej wyznaczona została w pierwszym rzędzie Biblioteka Narodowa, to najwięcej (i najszybciej) rekordów z tego zakresu dostarcza do katalogu Biblioteka Jagiellońska, która również dostaje tzw. egzemplarz obowiązkowy.

W katalogu NUKAT są też informacje, gdzie znajdują się książki, do opisania których został wykorzystany dany rekord. Czytelnicy mogą to sprawdzić przez Internet (http://www.nukat.edu.pl) i zamówić wyszukaną pozycję w konkretnej bibliotece. Jeżeli publikacja ma udostępnioną wersję elektroniczną, zawiera też adres internetowy, pod którym się ona znajduje.

W najbliższym czasie planowane jest udostępnienie przez Internet rekordów z opisami katalogowymi, aby mogły z nich korzystać dla własnych potrzeb również małe, gminne czy szkolne biblioteki, które nie uczestniczą w systemie NUKAT, natomiast bardzo potrzebują rzetelnych, wartościowych opisów katalogowych znajdujących się w ich zasobach publikacji.


TOP 200