Regulator, rynek i rząd

Gdy Urząd Komunikacji Elektronicznej - pod wodzą Anny Streżyńskiej - zaczął wreszcie wymuszać obniżki cen, czym wstrząsnął pozostającymi do tej pory w letargu operatorami, rząd Jarosława Kaczyńskiego może to wszystko zaprzepaścić, jeśli - zgodnie z nową ustawą o państwowym zasobie kadrowym - ogłosi konkurs na nowego prezesa UKE. Być może odbędzie się to po naciskach wyżej wymienionych operatorów.

Gdy Urząd Komunikacji Elektronicznej - pod wodzą Anny Streżyńskiej - zaczął wreszcie wymuszać obniżki cen, czym wstrząsnął pozostającymi do tej pory w letargu operatorami, rząd Jarosława Kaczyńskiego może to wszystko zaprzepaścić, jeśli - zgodnie z nową ustawą o państwowym zasobie kadrowym - ogłosi konkurs na nowego prezesa UKE. Być może odbędzie się to po naciskach wyżej wymienionych operatorów.

Maciej Witucki, nowy prezes Telekomunikacji Polskiej - związany z należącym również do Francuzów Lukas Bankiem - ma dbać o "rozsądny dialog z regulatorem", czyli Anną Streżyńską, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Takie zadanie postawiła mu Rada Nadzorcza TP, powołując go na to stanowisko. Dotychczasowe doświadczenia tego 39-letniego menedżera wyniesione z sektora bankowego oraz studia we Francji świetnie mogą się sprawdzić na rynku telekomunikacyjnym i w firmie zarządzanej w coraz większym stopniu z Paryża. Od strony formalnej nie ma bowiem większej różnicy między Komisją Nadzoru Bankowego a UKE. Obie pilnują przestrzegania prawa na rynku i regulują rynek, czyli starają się zapewnić równą konkurencję dla wszystkich podmiotów. Choć większe zaległości widać po stronie Urzędu Komunikacji Elektronicznej, w którym - pomimo sześciu lat działania tego regulatora (w różnych wcieleniach) - dopiero Anna Streżyńska z werwą wzięła się za porządkowanie rynku, tj. osłabianie pozycji Telekomunikacji Polskiej.

Wojna na paragrafy

Regulator, rynek i rząd

Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Ostatnie informacje prasowe TP retoryką przypominają komunikaty z placu boju. Nic dziwnego, UKE podjęło kilka istotnych decyzji regulacyjnych w zakresie dostępu typu bitstream, nowej ramowej oferty dotyczącej podłączenia do sieci TP innych operatorów, hurtowej sprzedaży abonamentu (WLR), nowej oferty w sprawie uwolnienia lokalnej pętli abonenckiej czy też wreszcie świadczenia usługi powszechnej. Na dodatek na Telekomunikację Polską nałożono 1 mln zł kary za brak informacji o cenie połączenia z numerami o podwyższonej opłacie i 0,2 mln zł za pobieranie opłaty zniechęcającej do przeniesienia numeru. Taką samą karę otrzymał PTK Centertel, komórkowe ramię TP.

Każda z tych decyzji i kar oznacza mniejsze zyski dla TP i jej głównego udziałowca - France Telecom. "TP nie boi się konkurencji, ale będzie się sprzeciwiać wszelkim decyzjom, które są niezgodne z regulacjami Unii Europejskiej, zniechęcają do inwestycji w infrastrukturę telekomunikacyjną w Polsce bądź nie zapewniają zwrotu kosztów" - takie oświadczenie odnajdziemy w raporcie Grupy TP za pierwsze półrocze br. Profilaktycznie operator ten utworzył rezerwy "na rozpoznane i policzalne ryzyko związane z prowadzonymi postępowaniami". Nie ujawniono jednak ich wielkości tłumacząc się tym, iż "mogłoby to osłabić pozycję spółki w kontekście rozstrzygnięcia postępowania". Wcześniej można było zaś usłyszeć, że decyzje Urzędu Komunikacji Elektronicznej przełożą się na zwolnienie nawet kilku tysięcy pracowników Telekomunikacji Polskiej.

Przyjrzyjmy się więc decyzjom UKE. Urząd ten uznał, że Telekomunikacja Polska łamie prawo, oferując usługi ADSL w połączeniu z abonamentem telefonicznym. W konsekwencji Neostrada ma być sprzedawana niezależnie od tego, czy jesteśmy klientem TP, czy nie. Natomiast w ocenie operatora "to regulator łamie prawo, stosując je tylko w odniesieniu do TP z pominięciem innych uczestników rynku" i straszy, że podniesie opłaty za Neostradę dla innych abonentów. Znowuż przy innej decyzji UKE - w sprawie hurtowej sprzedaży abonamentu TP firmie Tele2 - operator ten uważa, że jest ona "szkodliwa dla rynku i zmusza TP do działania na własną szkodę". W krajach Unii Europejskiej upust przy tego typu usługach waha się od 2% do 21%. W Polsce UKE ustalił, że będzie to 46,99% - czytamy w komunikacie Telekomunikacji Polskiej. Ponadto TP dowodzi, że decyzja Urzędu nie doprowadzi do istotnej obniżki abonamentu dla klientów. "Tele2, chcąc pokryć deklarowane przez siebie koszty, będzie musiało - nawet w przypadku gdy zrezygnuje z marży - zaoferować abonament za ok. 34 zł netto. Tymczasem standardowy abonament wynosi u nas 35 zł" - argumentuje TP.

Komunikaty TP i zapowiedzi ograniczenia inwestycji oraz zwolnień pracowników mocno zirytowały Annę Streżyńską. Wydała specjalne oświadczenie, w którym punktuje TP i jej francuskiego właściciela za zachowawczą postawę na rynku. Redukcje pracowników? Pretensje trzeba mieć do France Telecom, gdyż ta zwalnia ludzi wszędzie, ale nie u siebie, zatrudniając część pracowników we Francji na zasadzie urzędników mianowanych, a więc nieusuwalnych. Rynek hurtowy? TP jest sama sobie winna, bo przez lata zachowywała się biernie w tej sprawie. Wreszcie inwestycje. "Mają one głównie charakter odtworzeniowy, a poziom penetracji w sieci stacjonarnej z roku na rok spada. Tym samym ciężko mówić o zagrożeniu spadkiem czegoś, czego i tak już nie ma" - argumentuje Anna Streżyńska.

Według niej rolą prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej jest wyłącznie "wspieranie równoprawnej i skutecznej konkurencji w zakresie świadczenia usług telekomunikacyjnych; rozwój i wykorzystanie nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjnej; zapewnienie użytkownikom maksymalnych korzyści w zakresie różnorodności, ceny i jakości usług telekomunikacyjnych oraz zapewnienie neutralności technologicznej".

Mierny, bierny, ale wierny

Regulator, rynek i rząd

Maciej Witucki, nowy prezes Telekomunikacji Polskiej - związany z należącym do Francuzów Lukas Bankiem - ma dbać o "rozsądny dialog z regulatorem"

Ciekawe, jak w takiej sytuacji Maciej Witucki zamierza dyskutować z regulatorem? Menedżerowie TP są przekonani, że UKE wydał im wojnę na śmierć i życie, zaś każda z jego decyzji jest do wygrania w sądzie (jak dotychczas bywało). Tym razem jednak rząd przyjął strategię regulacyjną, która stawia sobie za cel prawdziwą liberalizację rynku (patrz ramka). Brzmi to trochę zabawnie, biorąc zwłaszcza pod uwagę strategię PiS, który za wszelką cenę broni własności państwowej w gospodarce, zaś liberalizacja rynku kojarzy się niektórym posłom PiS z utratą władzy.

Dopóki UKE uderza w prywatne spółki telekomunikacyjne, dopóty może liczyć na przychylność premiera Jarosława Kaczyńskiego. Wkrótce jednak UKE musi wydać decyzję w sprawie telefonu 112, wyrazić opinię w kwestii utworzenia konsorcjum państwowych spółek telekomunikacyjnych na potrzeby projektu PESEL 2 oraz dostępu do Internetu dla ściany wschodniej. Jeśli wówczas Anna Streżyńska zacznie przykręcać śrubę Polkomtelowi (robi to już teraz, karząc spółkę 300 tys. zł za nadmierne opłaty za przenoszalność numerów), Dialogowi, Telekomunikacji Kolejowej i Exatelowi, szybko może się okazać niewygodna dla rządu i jego otoczenia. Wtedy wystarczy wymienić ją, sięgając po zapisy nowej ustawy o państwowym zasobie kadrowym. TP w walce z regulatorem może więc osiągnąć sukces nie kiwnąwszy nawet palcem.

Gwoli przypomnienia w grudniu 2005 r. przyjęto zasadę, że prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów spośród trzech kandydatów zaproponowanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Kadencja prezesa UKE miała trwać pięć lat i mógłby zostać odwołany wyłącznie w przypadku np. "rażącego naruszenia ustawy, orzeczenia o zakazie zajmowania kierowniczych stanowisk lub popełnienia przestępstwa z winy umyślnej ściganego z urzędu, stwierdzonego prawomocnym wyrokiem sądu oraz złożenia rezygnacji". Gwoli przypomnienia, gdy w 2001 r. SLD chciał wyrzucić ze stanowiska Kazimierza Ferenca, prezesa Urzędu Regulacji Telekomunikacji, to musiał zmienić tej instytucji nazwę i kompetencje.

Przyjęta 22 lipca 2006 r. przez Sejm ustawa o państwowym zasobie kadrowym, obsadzaniu wysokich stanowisk państwowych oraz o zmianie niektórych ustaw przewidziała, że obsadzanie wysokich stanowisk państwowych będzie następowało w drodze powołania osób na określone stanowiska z pewnej zdefiniowanej już grupy osób. Początkowo do kadr IV RP mają się zaliczać urzędnicy służby cywilnej, jeżeli posiadają co najmniej pięcioletni staż pracy; osoby, które złożą z wynikiem pozytywnym egzamin organizowany przez Krajową Szkołę Administracji Publicznej (KSAP), a także ci, którzy wygrają konkursy ogłoszone przez Prezesa Rady Ministrów na stanowiska wymagające specjalnych kompetencji. Jednakże premier lub właściwy zwierzchnik urzędnika zawsze może go odwołać ze stanowiska bez podawania przyczyn w dowolnym momencie. Dodatkowo osoby chcące pozostać w tym zasobie są zobowiązane co pięć lat poddawać się weryfikacji egzaminem w KSAP. Opozycja mówi, że jest to zamach na służbę cywilną i państwo prawa. Jej zdaniem odtąd przestaną się liczyć kompetencje, tylko postawa rodem z PRL - "mierny, bierny, ale wierny". Takim nowym prezesem może być następca Anny Streżyńskiej.

I właśnie ta ustawa wprowadziła zmiany do kilkunastu innych aktów prawnych, w tym do Prawa telekomunikacyjnego. Według nowych przepisów "prezesa UKE powołuje Prezes Rady Ministrów, spośród osób należących do państwowego zasobu kadrowego, zaproponowanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji". Prezes Rady Ministrów odwołuje także prezesa UKE. Nie ma więc mowy o żadnej kadencji i okolicznościach, które wymuszałaby ustąpienie prezesa. Liczy się wyłącznie wola premiera.

Konkurs na Streżyńską

Powołanie przed kilku miesiącami - przez ówczesnego premiera Kazimierza Marcinkiewicza - Anny Streżyńskiej na prezesa UKE bez konsultacji z Jarosławem Kaczyńskim rozwścieczyło lidera PiS. Chociaż w jego expose usłyszeliśmy trochę ciepłych słów pod adresem działań regulacyjnych UKE oraz konieczności obniżenia kosztów połączeń telefonicznych i dostępu do Internetu, to niewątpliwie utworzenie państwowego zasobu kadrowego stanowi świetną okazję, aby pokazać światu, kto tak naprawdę rządzi. Nawet jeśli za Anną Streżyńską staną murem Ludwik Dorn i posłowie PiS, jak Antoni Mężydło, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury, gorący orędownik jej działań regulacyjnych, to Jarosław Kaczyński - znany z hołubienia dawnych uraz - zapewne odwoła prezes UKE. Choć na razie rzecznik rządu poinformował, iż zmiana na tym stanowisku nie jest planowana, a Antoni Mężydło wprost mówi, że to mogłoby stać się powodem do odejścia z PiS, bo ustawa mówi o konkursie. Być może pod wpływem argumentów otoczenia premier zgodzi się, aby w nowym konkursie na szefa UKE mogła stanąć Anna Streżyńska.

Nie wiemy, czy premier zdecyduje się ogłosić taki konkurs już na jesieni, co powinno wprawić w doskonały humor Macieja Wituckiego, czy też później, niewątpliwie jednak nad Anną Streżyńską zbierają się ciemne chmury. Regulator myli się tylko raz.

W dniach 21-23 listopada br. nasza redakcja organizuje III Forum na rzecz usług szerokopasmowych. Więcej informacji na stroniehttp://www.computerworld.pl/konferencje/broadband2006 .

Główne cele rządowej strategii regulacyjnej na lata 2006-2007

  1. Otwarcie rynku dostępu wąskopasmowego, czyli abonamentu telefonicznego poprzez szybkie wprowadzenie usługi Hurtowego dostępu do sieci.
  2. Dalsze stymulowanie rozwoju konkurencji na rynku usług rozmów telefonicznych poprzez ułatwienie dostępu do rynku w wyniku zmian w ofercie ramowej, dokonanie rzetelnej weryfikacji rachunkowości regulacyjnej i wprowadzenie skutecznej kontroli regulatora nad cenami detalicznymi TP.
  3. Wprowadzenie realnej konkurencji na rynku dostępu szerokopasmowego ADSL poprzez wprowadzenie właściwej oferty ramowej dotyczącej hurtowej odsprzedaży usług ADSL (Bitstream Access) i zmianę warunków oferty ramowej dotyczącej uwolnienia pętli lokalnej.
  4. Zwiększenie dostępności usług poprzez wprowadzenie instrumentów regulacyjnych obecnie nie stosowanych w telefonii komórkowej, w tym zakończenie procesu przetargowego dla częstotliwości GSM, doprowadzenie do wejścia na rynek operatorów wirtualnych MVNO, wprowadzenie - jeżeli okaże się to konieczne - roamingu krajowego i korzystania z infrastruktury, jak również obniżenie stawek rozliczeniowych i realne wprowadzenie przenośności numerów.
  5. Wprowadzenie niezbędnych zmian legislacyjnych dotyczących prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i procedur regulacyjnych.
  6. Wprowadzenie zmian w organizacji i procesach w UKE oraz koncentracja zasobów na krytycznych obszarach poprzez szybkie zakończenie analiz rynków i narzucenie obowiązków regulacyjnych, wprowadzenie zmian organizacyjnych i procesowych w Urzędzie oraz zmianę alokacji zasobów ludzkich

Sześć lat z życia regulatora

2001-2002 Urząd Regulacji Telekomunikacji

Prawo telekomunikacyjne - które weszło w życie 1 stycznia 2001 r. - ustanowiło Urząd Regulacji Telekomunikacji. Przejął on ok. 80% zadań ówczesnego Ministerstwa Łączności, ale również wszystkie kompetencje Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej oraz Państwowej Inspekcji Telekomunikacyjnej i Pocztowej. Powstanie URT było wymogiem Unii Europejskiej. Chodziło o to, aby rządy nie opowiadały się po stronie narodowych operatorów, często pozostających własnością państwa.

Ustawowymi zadaniami URT stały się koncesjonowanie, gospodarka częstotliwościami i zasobami numeracji, rozliczenia międzyoperatorskie, zapewnienie konkurencyjności na rynku i ochrona konsumentów. Prezes URT miał być praktycznie nieusuwalny w czasie pełnienia pięcioletniej kadencji. Miało to gwarantować niezależność tego urzędu. Urząd wyposażono w duże kompetencje, ale pierwszym prezesom - Markowi Zdrojewskiemu i Kazimierzowi Ferencowi - brakowało absolutnie wiedzy i chęci do regulowania rynku. Urząd nie działał ani w sposób szybki i zdecydowany, ani jednoznaczny. Można odnieść wrażenie, że bał się własnego cienia.

2002-2006 Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty

Niektórzy działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej w okresie kampanii wyborczej 2001 r. zapowiadali - w ramach odchudzania administracji centralnej - likwidację URT, choć nikt tych zapowiedzi nie traktował poważnie. Istnienie niezależnego od rządu regulatora rynku telekomunikacyjnego było bowiem warunkiem naszej akcesji do UE. Niemniej, na mocy zapisów ustawy o reformie działów administracji rządowej, URT przestał istnieć w marcu 2002 r., aby natychmiast mógł go zastąpić nowy Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Dlaczego wybrano drogę reinkarnacji, zamiast rozszerzenia kompetencji dotychczasowego URT? Bo to umożliwiało zmianę jego prezesa na przekór ustawie Prawo telekomunikacyjne dającej gwarancję niezależności tego urzędu. Premier powoływał prezesa URT, ale nie miał już prawa go odwołać. Trzeba więc było powołać nowy urząd, aby na jego czele postawić nowego człowieka. Był nim Witold Graboś, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, gdzie reprezentował interesy SLD.

Niestety, jego rządy charakteryzuje powiedzonko, "chciałbym, a boję się". Sedno krytyki pod adresem regulatora rynku telekomunikacyjnego w Polsce sprowadzało się do uległości i braku stanowczości. Prezes URTiP bronił się, wskazując na ograniczenia ram prawnych, w jakich przyszło mu się poruszać, stąd zmiany Prawa telekomunikacyjnego wprowadzające natychmiastową wykonalność niektórych decyzji tego urzędu tak, aby uciąć niekończące się przewlekanie spraw sądowych z tytułu odwołań od decyzji kolejnych instancji i wyroków sądowych, z czego do tej pory skutecznie korzystali najwięksi operatorzy, sprowadzając regulatora do roli bezradnego obserwatora rynku. Dojście do władzy PiS oznaczało zmianę strategii regulacyjnej, której twórcą jest Anna Streżyńska, dzisiejsza prezes UKE.

2006 Urząd Komunikacji Elektronicznej

Po raz kolejny, aby wymienić prezesa URTiP trzeba było zlikwidować sam urząd i utworzyć nowy. Tyle tylko, że jego nowe władze miała powołać Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, której ukonstytuowanie w nowym składzie opóźniało się z powodu targów politycznych. Na mocy ustawy na początku roku powstał Urząd Komunikacji Elektronicznej, na początku bez prezesa. Kłopot w tym, że takiej formuły nie dopuszcza obowiązujące prawo. Na efekty takiego porządku nie trzeba było długo czekać. W lutym br. Wojewódzki Sąd Administracyjny zanegował decyzję wydaną przez p.o. prezesa UKE. Okazało się, że regulator nie może wydawać żadnych wiążących decyzji i działalność urzędu została na kilka miesięcy sparaliżowana, co oczywiście było w interesie kilku największych operatorów, ale już nie wielu mniejszych podmiotów i użytkowników usług telekomunikacyjnych.

Zamieszanie wokół ogłoszonego następnie przez KRRiT konkursu na prezesa UKE, gdy Anna Streżyńska nie zakwalifikowała się do II etapu, skonsternowało ówczesnego premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Nie konsultując się z Jarosławem Kaczyńskim, zdecydował on o powołaniu poza konkursem na to stanowisko Anny Streżyńskiej. Ta "nieprawomyślność" może być teraz przyczyną utraty stanowiska przez prezes UKE, mimo że jest działalność jest jak najbardziej zgodna z rządowym expose premiera.


TOP 200