Życie na niby

Człowiek, który zbyt wcześnie wyspecjalizował się zawodowo, ma małe szanse na ukształtowanie w sobie osobowości.

Człowiek, który zbyt wcześnie wyspecjalizował się zawodowo, ma małe szanse na ukształtowanie w sobie osobowości.

Osobowość to pewien etap rozwoju człowieka. Osiąga go może 5, może 7% Polaków. Osobowość oznacza, że człowiek jest zdolny do odczuwania sensu życia i sensu współdziałania z innymi. Niestety, obowiązujący system kształcenia, a także sytuacja w rodzinach pozbawia wielu młodych ludzi - nawet potencjalnie do tego zdolnych - szans na osiągnięcie poziomu osobowości. Główną wadą szkolnictwa jest fatalny poziom kształcenia ogólnego, czyli wpajania podstawowych zasad, które łączą wszystkie zjawiska w świecie i w naszym życiu. Owocem kształcenia ogólnego powinien być człowiek, który potrafi i chce uczyć się przez całe życie, który nie ogranicza się i nie zaspokaja jednym wycinkiem rzeczywistości. W szkołach - podstawowych, średnich, wyższych - króluje nastawienie sumaryczne, to znaczy docenia się tylko to, ile wiadomości uda się zgromadzić uczniom i studentom. Panuje scjentyzm: za prawdziwe i prawomocne uznaje się tylko to, co daje się udowodnić. To tak, jakby do wiedzy zastosowano policyjną zasadę, że prawda to jest to, co da się udowodnić za pomocą dwóch świadków. Zaniedbuje się natomiast rozwój dziecięcych, a potem młodzieńczych funkcji i zdolności, co jest szczególnie ważne w pierwszych etapach edukacji. Z sumy informacji nie wyłania się żadna jakość, żadna wartość człowieka. Dojrzałość to wypadkowa osobowości i relacji jednostki z innymi ludźmi.

Dojrzałość nigdy przeważnie nie pojawia się, gdy zbyt wcześnie (przeciętnie przed 23-25 rokiem życia) człowiek wybierze specjalizację i zaprzestanie ogólnego kształcenia. Co więcej, może zostać zmarnowany wielki potencjał, który tkwi w takim człowieku. Rozwój różnych funkcji i zdolności u człowieka nie jest bowiem jednoczesny. W pewnym momencie może się komuś wydawać, że w czymś jest najlepszy, że to jego przyszłość i zaczyna ograniczać się do tej dziedziny. A tymczasem, może się okazać, że rozwój tejże zdolności osiągnął już szczytowy moment i dalej się nie rozwinie, natomiast inne talenty są jeszcze dalekie od wyczerpania potencjału, ale ten człowiek o nie już nie dba. Nawet jak ich rozwój ruszy - zgodnie z naturalnym rytmem rozwoju tego człowieka - to już nie osiągną tak wysokiego poziomu, jak wówczas gdyby dano im taką samą szanse, jak temu, który się pierwszy rozwinął. Obserwuję dzisiaj nagminne zjawisko marnowania zdolności oraz braku dojrzałości właśnie z powodu zbyt wczesnej specjalizacji zawodowej. Wielu ludzi przypomina monstrualnie rozrośnięte kijanki, które nie przekształciły się w dorosłe żaby. Płacą za to wysoką cenę: wczesna specjalizacja wykształca konkurencję między ludźmi, a wtedy drugi człowiek może być co najwyżej - powtarzam co najwyżej - partnerem.

Za mało miłości

Są też inne przyczyny takiej sytuacji, na przykład zanik uczuć wyższych w rodzinie. Przykładem takiego uczucia jest bezinteresowna miłość aż do poświęcenia życia. Dziecko od pierwszych minut na tym świecie musi czuć, że jest chciane i kochane. Jeśli nie będzie tego czuło, to wyrośnie na człowieka, dla którego moralność jest tylko wynikiem socjalizacji, wyuczenia. Jak będzie to konieczne lub opłacane, to będzie postępowało moralnie, jeśli natomiast nie będzie zewnętrznej nagrody czy choćby bodźca, to nie będzie tak postępowało. Będzie prowadziło życie na niby, w którym moralność będzie na niby, kariera będzie na niby, miłość będzie na niby i wszystko inne też. Ich praca - na niby - będzie przynosić efekty rzeczowe, a nie osobowe. Rachunek ekonomiczny będzie bez zastrzeżeń. A rachunek ludzki?

Z domu wynosi się wzory, w pewnym stopniu dziedziczy zdolność do osiągania poziomu osobowości. Na przykład dzisiejszy zanik szacunku dla idei i wartości wykształcenia ogólnego bierze się między innymi stąd, że zanikł tradycyjnie inteligencki dom, w którym kultywowano bezinteresowność wiedzy. Dzisiaj wiedza musi być użyteczna. Moralność też.

Takie wychowanie (i marne wykształcenie ogólne) ma swoją konsekwencję w sferze pracy zawodowej. Tak właśnie panuje taka moralność, wedle której dziennie można zabić do dwóch osób, a powyżej dwóch to już niemoralne. W obszarze działania tej firmy może to być jak najbardziej słuszna zasada. Nie powinna jednak rościć sobie prawa do stawania się zasadą ogólną. A tymczasem dzisiaj dzieje się tak, że to, co jest szczegółowo ważne (np. w miejscu pracy, w interesach), staje się dla ludzi ogólnie ważne (we wszystkich sferach: prywatnej, duchowej, intelektualnej).

Daleko od ideału

Nie wszyscy ludzie zostali stworzeni do wybicia się na osobowość. Nie jest problemem, jeśli jest ich tylko 10% w danym społeczeństwie. Problem zaczyna się, gdy jest ich mniej niż mogłoby być w normalnych warunkach. Idealne społeczeństwo Platona składało się z trzech grup. 10% stanowili "ludzie rozumni", czyli elita mędrców, którzy kierują się na równi uczuciami wyższymi i intelektem. 20% to "ludzie piersi", którzy walczą, żeby coś zbudować, stworzyć. Są zdolni i zapobiegliwi, ale nie tylko po to, aby się urządzić, ale również po to, żeby coś po sobie zostawić. Jedni małego, inni większego, ale zawsze coś. Pozostałe 70% to "ludzie brzucha". Oni żyją i pracują po to tylko, aby przeżyć. Z biedy albo małości charakteru kierują się tylko prywatą. W Polsce dużo za mało jest "ludzi rozumnych" i trochę za dużo "ludzi brzucha". To powinno się próbować zmienić, ale przede wszystkim nie powierzać pewnych ról ludziom, którzy z racji tego, kim są w powyższej klasyfikacji, tych ról nie powinni pełnić.

Andrzej Sztylka jest członkiem Zespołu Etyki Życia Gospodarczego Towarzystwa Naukowego Prakseologii PAN, wykładowcą w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach i Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, autorem książki "Jak stawać się Humanistą".


TOP 200