Zakazane piosenki

Organizacje zarządzania autorskimi prawami majątkowymi do utworów usiłują sięgać po najbardziej radykalne środki, aby dowieść przydatności, ale to coraz trudniejsze, bo wciąż brakuje pomysłu, dobrej woli lub wyobraźni zainteresowanych środowisk, aby rozwiązać problem swobody, z jaką można rozpowszechniać i kopiować informacje - godząc w interes twórców i użytkowników nowych mediów komunikacyjnych. Jakby nie chcą widzieć, że dorasta już generacja ludzi, których poglądy na swobodę dostępu do informacji trzeba brać pod uwagę, bo nie pamiętają czasów bez Internetu.

Organizacje zarządzania autorskimi prawami majątkowymi do utworów usiłują sięgać po najbardziej radykalne środki, aby dowieść przydatności, ale to coraz trudniejsze, bo wciąż brakuje pomysłu, dobrej woli lub wyobraźni zainteresowanych środowisk, aby rozwiązać problem swobody, z jaką można rozpowszechniać i kopiować informacje - godząc w interes twórców i użytkowników nowych mediów komunikacyjnych. Jakby nie chcą widzieć, że dorasta już generacja ludzi, których poglądy na swobodę dostępu do informacji trzeba brać pod uwagę, bo nie pamiętają czasów bez Internetu.

Dopaść złodzieja

Biorąc pod uwagę tempo rozwoju Internetu, sektor mediów miał przynajmniej dziesięć lat, aby uporządkować techniczne i prawne standardy ochrony (DRM). Dotąd tego nie zrobił! Czy jest to więc w ogóle możliwe? Z uporem próbuje natomiast ukarać każdego, kogo zdoła złapać. Tymczasem zdecydowana większość utworów, które już znalazły się w Internecie nie jest technicznie zabezpieczona, a wiele źródeł informacji, również tych objętych prawną ochroną jest dostępna za darmo. W Internecie można np. znaleźć profesjonalne filmy dokumentalne, które w komercyjnej dystrybucji byłyby bez szans. Jedno wydaje się pewne, bardziej skomplikowany system nadzoru leży raczej w interesie producentów niż konsumentów.

W czerwcu francuska Rada Ministrów rozważała projekt zaostrzający odpowiedzialność za nielegalne ściąganie plików. Pirat byłby karany odcinaniem domowego łącza. Autorzy z innej epoki nie mają pojęcia, czym jest dzisiaj powszechny i wielokanałowy dostęp do sieci, nie mówiąc już o problemach prawnych, jakie proponują, skoro niewiele osób mieszka samotnie, a Internet służy nie tylko do zabawy, ale również pracy, nauki i załatwiania spraw urzędowych.

Czas producentów

Komisja Europejska wydała decyzję antymonopolową przeciwko największym organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi zrzeszonymi w Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów CISAC. Wśród nich jest polski ZAIKS. Chodzi o ograniczające konkurencję klauzule w umowach z twórcami i komercyjnymi dystrybutorami. Zdaniem komisji, przez nie utrzymują się bariery w dystrybucji utworów pomiędzy państwami, przeszkody w rozwoju ogólnoeuropejskich serwisów muzycznych i telewizyjnych w Internecie. Twórcy mogliby wybierać według uznania firmę chroniącą ich za granicą, a firmy te mogłyby działać swobodniej na całym terytorium Unii Europejskiej. Decyzja komisji brzmi dosyć łagodnie. Nie mówi się o karach. Zachowają ważność też dotychczasowe porozumienia. Dopuszczalne będą również porozumienia dwustronne. Jednak potencjalne korzyści z licencji ogólnoeuropejskich, które miałoby ułatwić rozbrojenie oligopolu CISAC nie jest doceniane przez zainteresowanych, po części chyba dlatego, że nadal nie rozumieją, jak wykorzystać Internet. Reakcją na decyzję KE był gwałtowny, wręcz histeryczny protest CISAC i Europejskiego Stowarzyszenia Kompozytorów i Autorów Tekstów ECSA.

Ze wspólnotowego punktu widzenia ułatwienia w uzyskaniu licencji ogólnoeuropejskich, to zwiększenie potencjału rynku wspólnotowego, który podzielony jest słabszy niż amerykański. To jednak oznacza również wzmocnienie paneuropejskich producentów, działających na rynku mediów elektronicznych. To mniej władzy dla organizacji zbiorowego zarządzania, bo producenci mogą umówić się bezpośrednio z twórcami. Otwarte pozostaje na razie pytanie o wpływ zmian na rynki lokalne, różnorodność kulturową Europy, utwory z językach lokalnych czy siłę przebicia nieznanych szerzej twórców.

W większym stopniu interesem producentów niż twórców jest też propozycja Komisji Europejskiej, zamierzającej przedłużyć okres ochrony autorskich majątkowych utworów muzycznych do 95 lat po śmierci twórcy wobec dzisiaj przyjętych 50-70 lat. Po tym okresie utwory stają się częścią tzw. domeny publicznej. Unikalna twórczość, która przetrwała próbę czasu jest powszechnie dostępna. Ciekawostką jest, że dwa raporty sporządzone wcześniej na zamówienie KE skrytykowały projekt. Również latem Komisja Europejska wydała Zieloną Księgę - Prawo autorskie w gospodarce opartej na wiedzy, która skupia się na problematyce dostępu do utworów dla celów edukacyjnych, bibliotecznych i dla osób niepełnosprawnych.

A Ameryka swoje

Zrzeszenie amerykańskich wydawców muzyki RIAA oraz producentów filmowych MPAA, dwie największe organizacje zarządzania prawami autorskimi, usilnie lobbują na rzecz zaostrzenia prawa. Komisja sądownicza amerykańskiego Senatu 18 września br. rozpatrywała projekt ustawy, dzięki której służby Departamentu Sprawiedliwości mogłyby wytoczyć z urzędu sprawę sądową każdemu podejrzanemu o naruszenie praw autorskich, w tym każdemu z milionów użytkowników serwisów P2P. Inna rozpatrywana równolegle ustawa pozwalałaby amerykańskiemu rządowi nakładać sankcje gospodarcze na państwa, które niedostatecznie energicznie ścigają osoby nielegalnie ściągające pliki z muzyką i filmami, podobne do tych, które stosuje się wobec państw, które łamią międzynarodowe ograniczenia w handlu bronią, uranem i innymi materiałami strategicznymi. Amerykańskie banki miałyby zakaz finansowania kredytów na przedsięwzięcia gospodarcze w tych państwach, ograniczona miałaby być także wymiana handlowa.

W 2000 r. Metallica - wszczynając głośny proces przed amerykańskim sądem - walnie przyczyniła się do przegranej Napstera - pierwszego ważnego systemu wymiany plików. Nieprzyjazna reakcja własnych fanów była jednak dla członków zespołu pouczająca. Po latach, kiedy 12 września br. ukazał się najnowszy album Death Magnetic, kilka tygodni wcześniej na oficjalnej stronie tej grupy i w YouTube prezentowano stopniowo, w sposób kontrolowany fragmenty utworów, a wreszcie - tuż przed oficjalną, sklepową premierą - cały album.

Pomimo tego, serwis muzyczny BBC uznał, że sprzedaż płyt już pierwszego dnia była rekordowa, znacznie przekraczając oczekiwania. Z drugiej strony wystarczy pomyśleć, czy wszyscy z kilkudziesięciu tysięcy fanów, którzy szczelnie wypełnili chorzowski stadion podczas majowego koncertu w Polsce uczyli się na pamięć piosenek z całej, 26-letniej historii zespołu na grzecznie kupowanych w sklepach płytach? Jednak przyjechali z całej Polski, zamawiając z półrocznym wyprzedzeniem drogie bilety, a przed stadionem masowo kupowali koszulki na oficjalnych stoiskach, by zachować pamiątkę z koncertu.


TOP 200