Zaatakował wirus pocztowy Romeo and Juliet

Choć złośliwy program dotarł już do wielu systemów pocztowych w Europie i Ameryce, to eksperci oceniają, że nie jest on tak groźny jak wirus I Love You, który zaatakował w maju br.

Nowy wirus Romeo and Juliet, znany też jako W32/BleBla@mm, zaatakował systemy poczty elektronicznej w Europie i Ameryce. Eksperci uspokajają jednak, że nie jest on tak groźny jak sławny wirus I Love You, który sparaliżował systemy pocztowe w maju br.

Wirus rozprzestrzenia się wykorzystując błędy w programie pocztowym Outlook Microsoftu. Pozwalają one na wykonanie skryptu z listu stworzonego w HTML-u, bez potrzeby uruchamiania załącznika. Aby doszło do infekcji, wystarczy otworzyć treść listu.

Zainfekowane listy rozprzestrzeniają się z m.in. takimi tematami: "ble, bla, blee", "I Love You", "sorry... Hey you !", Matrix has you..." oraz "my picture from shake-beer".

Eksperci zwalczający wirusy twierdzą, że zainfekowany list, podczas próby wyświetlenia jego treści, umieszcza na dysku twardym użytkownika specjalnie spreparowane programy, pozwalające mu na podjęcie próby rozesłania się pod wszystkie adresy z książki adresowej Windows. Wirus na szczęście nie niszczy ani nie zmienia nazw żadnych plików użytkownika. Nie zanotowano także dotąd przypadków zawieszenia się serwerów pocztowych, związanych z tą infekcją.

Aby ustrzec się przed epidemią Romeo and Juliet nie należy otwierać ani podglądać treści wzbudzających podejrzenie listów z załącznikami i natychmiast je usuwać - radzą eksperci.

***

Podejrzanemu o rozpowszechnianie wirusa I Love You przedstawiono zarzuty