Wyższy stopień wtajemniczenia

Zostać Business Partnerem takiej firmy jak IBM i osiągać w tym sukcesy, to wyzwanie dla każdego, zwłaszcza dla kobiety.

Zostać Business Partnerem takiej firmy jak IBM i osiągać w tym sukcesy, to wyzwanie dla każdego, zwłaszcza dla kobiety.

Z Jolantą Peryt, dyrektorem firmy PERYT, Business Partnerem IBM - rozmawia Krystyna Karwicka

- Co się kryje pod określeniem Business Partner IBM i jak się nim zostaje?

- Przede wszystkim oznacza to jakość i niezawodność serwisu. IBM PC jest droższy od innych komputerów, między innymi dlatego, że firma zapewnia serwis, który świadczy usługi w terminie nie dłuższym niż 48 godz. W momencie, kiedy zostaje się IBM Business Partner - należy to właśnie zapewnić. A zostaje się Business Partnerem IBM w sposób dość prosty: trzeba wykazać się kwalifikacjami właśnie w zakresie serwisu i mieć pieniądze na zakup w IBM pierwszych 8 - 12 sztuk komputerów. W momencie gdy spełnialiśmy te dwa warunki, a było to w maju ub.r., dostaliśmy się na kurs organizowany przez IBM. Sprawdzano na nim co umiemy, jak się zajmujemy aparaturą, itp. Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście. Byliśmy pierwszą firmą Business Partner IBM w Polsce. Weszliśmy w ten interes przed "rekinami", mającymi dużą gotówkę, a co za tym idzie lepszy start. Inna jest bowiem pozycja firmy, która zaczyna z kilkoma komputerami, inna wówczas, gdy już na początku ma się ich 300 i więcej.

- Czy to znaczy, że zaczynaliście współpracę z IBM od kilku zaledwie komputerów?

- Tak. Konkretnie od 8. Ale bardzo szybko ich liczba wzrosła, udało nam się bowiem na początku zawrzeć kontrakt z Proctor & Gamble. Pomógł nam też sam IBM, którego poręczenie umożliwiło uzyskanie kredytu w austriackim banku Raiffeisen - Centrobank S.A. Kredyt w polskim banku jest nieosiągalny dla małych firm. Obecnie, po niedawnej dewaluacji złotówki, kredyt zagraniczny jest już mniej atrakcyjny, ale w swoim czasie spełnił znaczącą rolę w rozwoju firmy.

- Warunkiem zasadniczym - obok środków na zakup kilku pierwszych komputerów były - jak już Pani na początku powiedziała - kwalifikacje gwarantujące żądaną przez IBM jakość usług serwisowych. Czym uprzednio zajmowała się Pani firma?

- Firma PERYT, powstała w l987 r. jako tzw. jednostka innowacyjno - wdrożeniowa. Była ona od początku rodzinna. Mój mąż, Marek Peryt przez 16 lat pracował w Politechnice Warszawskiej, gdzie m.in. zorganizował duże laboratorium z oprzyrządowaniem CAMAC. Jest inżynierem elektronikiem. Od początku podzieliliśmy zadania. Do mnie należało tworzenie zaplecza firmy i jej zewnętrznego image, wszystkie sprawy administracyjno - księgowe, mąż natomiast zajmował się całą stroną techniczną, wdrożeniową, gromadził także wokół siebie zespół. Pierwszą pracą wykonaną przez naszą firmę była seria połączeń sprzętowo - programowych pomiędzy mikrokomputerami a zewnętrznymi systemami pomiarowymi. Wśród naszych klientów był m.in. Instytut Badań Jądrowych w Świerku i Instytut Chemii Fizycznej PAN, dla którego zrobiliśmy Exafs czyli zestaw laboratoryjny do badań spektralnych widm energetycznych. Wykonaliśmy interfejs CAMAC do sterowania goniometru oraz całe oprogramowanie wraz z grafiką. Urządzenie zostało zbudowane według pomysłu i projektu doc. dr J. Pielaszka z PAN.

- Czy w momencie związania się z IBM zrezygnowaliście z tej działalności?

- Nie, to jest nasza "druga noga", a może nawet pierwsza - ona zaprowadziła nas do IBM. Robiąc aparaturę naukowo - badawczą wspomaganą komputerowo, szybko zrozumieliśmy, że do tego potrzebny jest niezawodny komputer, taki właśnie jak oryginalny IBM. Nadal robimy aparaturę naukowo - badawczą. Zajęliśmy się też systemami zabezpieczeń elektrowni wodnych w Rożnowie i Porąbce. Techniczna kontrola zapory wodnej polega m.in. na ciągłym pomiarze naprężeń betonowych bloków zapory i analizie ich wzajemnych przemieszczeń. 300 do 1000 czujników różnego rodzaju, zainstalowanych w wodzie i na zaporze wysyła sygnały do komputera IBM, który opracowuje wyniki i wykonuje numeryczną analizę stanu zagrożenia. To jest coś więcej niż system informatyczny, ale mało kto u nas zdaje sobie sprawę z tego, jaką rolę mogą tu spełniać komputery i jak istotna jest ich niezawodność. To ważne, by potencjalny odbiorca mógł obejrzeć urządzenie, które mu proponujemy, a na jego budowę trzeba mieć środki. Współpraca z IBM umożliwia nam ich zdobywanie. Zapotrzebowanie na systemy pomiarowo - obliczeniowe będzie coraz większe, a co za tym idzie, narodzi się autentyczna potrzeba mądrego wykorzystania komputera. Dziś jeszcze różne zakłady i instytucje kupują sprzęt, nie znajdując dla niego właściwego zastosowania. Często komputer jest traktowany po prostu jako maszyna do pisania. Na uczelniach komputery są właściwie wykorzystywane, ale nie działają sieci. To jest następna sprawa, którą warto się zająć. I na tę działalność mamy już klientów i służymy gotowymi rozwiązaniami.

- Na targach KOMPUTER EXPO'92 stoisko firmy PERYT wabiło zwiedzających zabawką wykonaną z klocków Lego i sterowaną przez komputer. Czyżby taka poważna firma zajmowała się również zabawkami dla dzieci?

- Ta zabawka to wykonany przez nas model, związany z prowadzonymi przez firmę pracami nad systemem sterowania różnymi urządzeniami. Pomysł wykorzystania klocków Lego do budowy modeli i prototypów urządzeń narodził się już dość dawno. Zaczęło się od umowy z PKP na skonstruowanie robota do mycia wagonów towarowych. Istotą pomysłu jest sprzężenie modelu, wykonanego z klocków, z PC IBM (PS/1 lub PS/2), co umożliwia prostą weryfikację mechanicznych urządzeń współpracujących z komputerem. Nasi softwerowcy pracują nad programem, który wprawia w ruch poruszający się model. Dzięki temu możemy natychmiast sprawdzać różne pomysły, co znakomicie przyspiesza proces projektowania systemu. To, co demonstrowaliśmy na KOMPUTER EXPO'92 było swoistym laboratorium podstaw fizyki w standarcie LEGO-IBM. PERYT daje pomysły, projekty i oprogramowanie, LEGO i IBM - zapewniają poziom techniki i technologii, o którym możemy w Polsce na razie tylko z pokorą marzyć...Sądzę, że w takim towarzystwie fizyka, informatyka i mechanika są proste i przyjemne. Jest to też sposób na nauczenie dzieci sterowania za pomocą komputerów. Daje możliwość szkolenia wyobraźni dziecka, które świadomie może sterować eksperymentem i jednocześnie samo zaprogramować pewne rzeczy. Naszym pomysłem zainteresował się Dilip Chandra - dyrektor IBM Eastern Europe.

- Czy istnieje szansa na przygotowanie razem z tymi dwoma znanymi światowymi firmami niebanalnych programów edukacyjnych?

- Oboje z mężem wyrośliśmy ze środowiska związanego z działalnością edukacyjną. Ciągle marzymy o tym, by mieć możliwość przekazywania naszych doświadczeń i wiedzy. Chcielibyśmy jak najszybciej otworzyć Centrum Szkoleniowe PERYT Business Partner. Sądziliśmy, że uda nam się to zrobić we współpracy z Liceum im. Lelewela w Warszawie. Zaproponowaliśmy szkole, stworzenie pracowni złożonej z 20 komputerów IBM, wyposażenie w oprogramowanie i przeszkolenie nauczycieli. W zamian oczekiwaliśmy, że szkoła zapewni odpowiedni wystrój pracowni i pozwoli nam z tej pracowni korzystać po godz. 16. Niestety powiedziano nam, że to się nie opłaci. Marzymy o tym, by stworzyć w Warszawie prywatne liceum, którego absolwenci w przyszłości związaliby się z naszą firmą.

- Wróćmy do spraw związanych z rolą Business Partnera IBM. Są to komputery drogie, a my jesteśmy biednym krajem i chociażby dlatego oryginalne IBM ciągle jeszcze przegrywają na rynku z ich klonami. Kim są klienci Pani firmy?

- Są to głównie przedstawicielstwa firm zagranicznych, ambasady. Im nie trzeba wyjaśniać czym różnią się oryginalne IBM-y od klonów. Przychodzą z gotową listą życzeń. Coraz częściej pojawiają się jednak i klienci krajowi, również prywatni, którzy kupują komputer dla siebie i z myślą o przyszłości ich dzieci. Ale czy rzeczywiście komputery IBM są dużo droższe od ich klonów? Np. PS/1 (w cenie nieco ponad 20 mln zł), kupuje się od razu z oryginalnym oprogramowaniem DOS, WORKS i WINDOWS, za które trzeba byłoby zapłacić osobno ok. 7 mln zł. Z tym wiąże się jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa. Otóż kontakt z lepszym sprzętem niejako automatycznie skłania do instalacji legalnego oprogramowania. Dotychczas oryginalne oprogramowanie było bardzo drogie i nawet wielkie firmy często nie mogły sobie pozwolić na zakup potrzebnego pakietu. Obecnie legalne oprogramowanie jest sprowadzane przez firmy dealerskie, chociażby takie jak nasza, dzięki temu jest dostępne dla każdego użytkownika w Polsce. Z drugiej strony piractwo zabijało pracę polskich informatyków. Wystarczyło sprzedać jeden egzemplarz programu i pożegnać się z klientami, bo dalej istniał on niezależnie od jego twórcy, powielany w pirackich kopiach.

- Coraz częściej krajowe firmy skarżą się, że nie mogą zdobyć do pracy wysokiej klasy informatyków. Niewątpliwie ma to związek ze zniechęcającym rynkiem pirackiego oprogramowania w Polsce i z bardzo zachęcającymi warunkami stwarzanymi naszym informatykom w krajach zachodnich. A jak sobie radzi z tym problemem firma PERYT?

- Rzeczywiście na rynku pracy stale brakuje ludzi samodzielnych i dobrze przygotowanych zawodowo. Jest to częściowo wina programów nauczania. Kiedy ja kończyłam informatykę na Uniwersytecie Warszawskim w l984 r. nie miałam praktycznie dostępu do komputera. Teraz może się to zmieniło, ale nadal absolwenci informatyki uniwersyteckiej na ogół nie mają pojęcia o sprzęcie. Tymczasem właśnie przykład z klockami Lego pokazuje, że programista powinien rozumieć i potrafić łączyć w całość wiedzę z zakresu fizyki, mechaniki i matematyki. My też mieliśmy problemy kadrowe, gdy byliśmy małą firmą i nie mogliśmy sprostać wysokim, czasem o wiele za wysokim, oczekiwaniom ekonomicznym potencjalnych pracowników. Teraz dużo osób chciałoby z nami współpracować, ale nasze wymagania są duże. Mamy stały zespół składający się z 3 programistów, 3 serwisantów, świetnych inżynierów i dwóch osób zajmujących się montażem. Często na zasadzie umowy - zlecenia współpracują z nami ludzie z Politechniki Warszawskiej, UW i instytutów ze Świerku. Czasami grupa współpracowników liczy kilkadziesiąt osób. Większość naszych współpracowników to byli studenci mojego męża z Politechniki Warszawskiej.

- Jest Pani jedną z nielicznych kobiet w tej branży. Czy to pomaga czy przeszkadza w businessie?

- Nie zastanawiam się nad tym, po prostu chcę być dobra w tym co robię. Ale tak naprawdę to mężczyzna raz musi udowodnić, że coś potrafi, później często już tylko "odcina kupony", natomiast kobieta ciągle jest "na cenzurowanym".

- Ile kobiet uczestniczyło w szkoleniu prowadzonym przez IBM i jak bossowie z Zachodu traktują panie w tej opanowanej w zasadzie przez mężczyzn branży?

- Na szkoleniu byłam jedyną kobietą. Mam wrażenie, że panowie z IBM życzliwie mi się przyglądają, ale przypuszczam, że gdybym się potknęła w interesach, potraktowano by mnie jak partnera - mężczyznę. I tak powinno być. Ja lubię takie wyzwania. Wiem, że muszę nieustannie pokazywać, podobnie jak pozostałe firmy związane z IBM, że warto było we mnie zainwestować. Chyba to zresztą udowodniliśmy - w okresie tych kilku miesięcy moja firma sprzedała więcej komputerów IBM niż firma Dernan, która była przez kilka lat faktycznym przedstawicielem IBM w Polsce. Od maja ub.r. do końca 1991 r. zajmowaliśmy pierwsze miejsce wśród ponad 60 Business Partnerów IBM w Polsce. Teraz jesteśmy prawdopodobnie na II miejscu. Tak naprawdę, to w Polsce nie ma jeszcze prawdziwej konkurencji. Jest niewiele firm, które nie tylko "pchają pudełka" czyli sprzedają sprzęt, ale potrafią robić sieci, tworzyć duże systemy informatyczne. Konkurencja to dobra rzecz, wygra ten, który jest lepszy, a zyska rynek i klient.

- Dziękuję Pani za rozmowę.

Jolanta Peryt, urodzona w Warszawie, lat 30. Ukończyła na Uniwersytecie Warszawskim: matematykę z informatyką (l984 r.) i polonistykę (l986 r.). Aresztowana w grudniu 1981 r. i skazana na rok więzienia przez Wojskowy Sąd stanu wojennego; spędziła w więzieniu 4,5 miesiąca. W l984 r. pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, w l986 r. zajmowała się dziećmi wybitnie uzdolnionymi w Instytucie Badań Pedagogicznych w Pracowni Innowacji Szkolnych. Mężatka, troje dzieci.


TOP 200