Wstydliwa przypadłość

Pewnie wielu z Państwa wydaje się, że wraz z rozwojem informatyki rozpowszechniła się także umiejętność liczenia i szacunek dla obliczeń.

Pewnie wielu z Państwa wydaje się, że wraz z rozwojem informatyki rozpowszechniła się także umiejętność liczenia i szacunek dla obliczeń.

Przecież komputer to w sumie nieco większe i szybsze liczydło. Skoro - mimo swojej prostoty - potrafi robić tak wspaniałe rzeczy, to pewnie w powszechnym odczuciu liczenie ma przyszłość.

Tak też mi się wydawało zanim kupiłem drażetki Tic-Tac, które - jak głosi reklama - mają tylko dwie kalorie. Z nudów dokładnie obejrzałem pudełko i zauważyłem, że zawartość kaloryczna jednej drażetki dość mocno zmienia się w zależności od tego, na którą stronę pudełka się spojrzy. Na awersie dumny napis głosi: "2 calories per Tic Tac", na rewersie tymczasem można przeczytać: "Jedna drażetka zawiera 8.5 kJ (2 kcal)". Nietrudno spostrzec, że w drodze z jednej strony opakowania na drugą zawartość kaloryczna białej pastylki zmieniła swoją wartość energetyczną o trzy rzędy wielkości.

Nie sądzę, aby było to przeoczenie lub przypadek. Specom od marketingu, którzy mają decydujący głos w firmach produkujących tego typu dobra, wyraźnie przeszkadzał przedrostek "kilo", bo uznali (nie bez racji zresztą), że odbiorca nie kojarzy go z rzędem wielkości, a z niepożądanym tłuszczykiem tu i ówdzie. Wspomnianym fachowcom nie byłoby zapewne wszystko jedno, gdyby ich pracodawca nagle zapłacił im pensję o trzy rzędy wielkości mniejszą. Nie byliby także szczęśliwi, gdyby ich samochód osiągał prędkość 100 m/h zamiast 100 km/h. Lecz tysiąckrotne pomniejszenie podstawowej danej na temat produktu żywnościowego najwyraźniej uznali za błahostkę.

Przypadek miętowej drażetki jest prawdopodobnie przemyślaną manipulacją. Nie można tego powiedzieć o opisie zagrożeń dla międzynarodowej stacji orbitalnej Alfa, przytoczonym w kolorowym dodatku pewnego dużego dziennika. Brzmiał on mniej więcej tak (cytuję z pamięci): "Stacji zagrażają też kosmiczne śmieci, których dużo krąży po orbicie. Prawdopodobieństwo zderzenia z takim okruchem wynosi co prawda tylko 2% w ciągu miesiąca, ale to oznacza aż 24% w ciągu roku". Zapewne - zdaniem autora tego artykułu - w ciągu pięciu lat prawdopodobieństwo to wynosi 120%, czyli taki śmieć zderzy się ze stacją na pewno raz. Niestety, nie mamy tutaj do czynienia z trikiem marketingowym, a z prozaicznym nieuctwem.

Ilekroć zdarza mi się widzieć tego typu wyrazisty dowód na niechlujstwo i nieuctwo w obchodzeniu się z liczbami, mam smutne poczucie, że sam trochę przyłożyłem do tego rękę. Mam bowiem wrażenie, że jest ono konsekwencją rozpowszechnienia komputerów. Ludzie oduczyli się szacować i liczyć, gdyż komputer policzy szybciej i dokładniej. Zatracili też krytycyzm wobec cytowanych liczb, wychodzą bowiem z założenia, że najpewniej pochodzą one z komputera, więc broń Boże, by je kwestionować.

Gdy podzieliłem się moim spostrzeżeniem na temat "tiktaków" z zaprzyjaźnionym gronem wykształconych młodych ludzi, odpowiedziało mi tylko wzruszenie ramion. Po prostu nikt nie uważał, by krytyczne weryfikowanie podawanych liczb pod kątem zdrowego rozsądku było istotne. Nie mogę więc oprzeć się wrażeniu, że taki zmysł krytyczny, który pozwala spostrzegać te drobne błędy i manipulacje, jest traktowany raczej jako wstydliwa przypadłość, nieobecna i nie pożądana u "normalnych" ludzi. Takie dziwactwo inżynierków, którzy mieli za dużo matematyki na studiach. Wygląda na to, że umiejętność szacowania i liczenia bez użycia krzemu jest raczej atawizmem, który odejdzie w niepamięć wraz z pokoleniem.


TOP 200