Wizerunek szefa

To podwładni budują prawdziwy wizerunek swojego kierownika czy dyrektora w oczach innych menedżerów, klientów i partnerów firmy.

To podwładni budują prawdziwy wizerunek swojego kierownika czy dyrektora w oczach innych menedżerów, klientów i partnerów firmy.

Menedżerowie często pobierają nauki na licznych ostatnio szkoleniach na temat kształtowania swojego obrazu w środowisku pracy. Uczą się, jak pokazywać się z najlepszej strony, jak przewidywać reakcje innych ludzi na swoje zachowania, jak uzyskać tolerancję dla swoich wad, jak być rozumianym i właściwie interpretowanym, jak mówić i słuchać. Czasem nazywa się to ćwiczeniami z asertywności, czasem nauką komunikowania, a czasem po prostu kursem budowania swojego wizerunku. Każde z tych pojęć ma nieco inną zawartość, jednak wszystkie szkolenia mają w zasadzie załatwić jedną sprawę. Menedżer powinien nauczyć się, jak kontrolować myślenie podwładnych, partnerów i zwierzchników o sobie samym, jak narzucić im najkorzystniejsze dla siebie wyobrażenie na temat swojej osoby. Jest w tym trochę kokieterii, trochę autentycznego strachu przed niezrozumieniem i odrzuceniem, całkiem sporo manipulacji człowieka świadomego swoich niedoskonałości.

Widzę wiele korzyści z takiego pełnego dbałości podejścia do swojego wizerunku w środowisku, aczkolwiek uważam, że szkolenia niewiele załatwią. To, jak człowiek wypada w oczach innych, jest wynikiem całego jego życia, jego przemyśleń, jego dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej, jego stosunku do ludzi w ogóle, a nie tylko do współpracowników. Bezrefleksyjnego życia nie zastąpią kursy. Szkolenia dają tylko taką korzyść, że zwracają uwagę na głębię zagadnienia. Menedżerowie zaczynają patrzeć na siebie oczami innych ludzi, słuchać swojego głosu i poznawać, jak brzmi w innych uszach, obserwują swoje gesty i dowiadują się, jakie wrażenie wywołują. Potem być może zadadzą sobie pytania, czy ja właściwie mam coś do pokazania, czy ja w ogóle chcę coś z siebie dać, czy może ten mój nieczytelny wizerunek jest pochodną tego, że jestem cały skupiony na sobie, a inni ludzie mnie w ogóle nie obchodzą, są dekoracją mojego życia..

Na dziś i na jutro menedżerowie uczą tylko kilku prostych technik zachowania się - właśnie budowania wizerunku zastępujących życiową mądrość i szacunek dla ludzi. Ale też uświadamiają sobie, że to tylko techniki, a prawdziwa droga do akceptacji i pokojowego współistnienia z innymi ludźmi polega na czymś innym. Gorzej, gdy ktoś zdecyduje się na pozostanie tylko przy technikach. Prędzej czy później wszyscy się od niego odwrócą. Fałsz ludzie odróżniają bez szkoleń i kursów.

Menedżer, który poświęci trochę czasu budowaniu swojego obrazu i większej komunikatywności w pracy, na ogół osiąga efekty. Łatwiej dochodzi do porozumienia z innymi, nie jest zaskakiwany pretensjami, łatwo zażegnuje nieporozumienia, zyskuje lojalność. Ale zawsze pozostaje ten cień niepewności: czy jestem sprawnym manipulantem, wytwarzającym wokół siebie sztuczną rzeczywistość, czy naprawdę stałem się kimś trochę innym, bardziej zwróconym ku ludziom, oni to czują i odpłacają mi podobnym traktowaniem. Jest pewien wyrafinowany sprawdzian, czy menedżer oddziałuje na swoich podwładnych tylko wyuczonymi technikami, czy też swoją osobowością i charakterem. Otóż w pierwszym przypadku menedżer oddziałuje tylko na swoich bezpośrednich podwładnych. Natomiast w drugim - nie tylko dobrze układa mu się w bezpośrednich kontaktach, lecz jego podwładni jeszcze mimowolnie i bez świadomego zamiaru wzmacniają jego dobry wizerunek w kontaktach z osobami trzecimi. Czynią tak, mimo że nikt ich wtedy nie kontroluje i nie będzie to miało wpływu na ich pozycję w pracy. Po prostu dobra opinia o swoim szefie, szacunek i uznanie dla niego, dla tego konkretnego człowieka jest już częścią ich światopoglądu i postawy życiowej.