Wirtualne pole walki

Obecnie tworzenie wirusów to działalność komercyjna, która zamieniła się w cybernetyczne pole bitwy. Biorą w niej udział żołnierze internetowi wspierani przez wysłanników państw.

Polski wirus gada z głośnika

Jednym z ciekawszych wirusów odtwarzających dźwięki był polski produkt o nazwie Cysta.8045(Rychu). Wirus co pewien czas wybierał jeden z czterech zapisanych tekstów, które odtwarzał przez głośnik PC (nie potrzebował do tego karty dźwiękowej). Trzy z tych tekstów miały obsceniczny charakter, czwarty nawoływał "Precz z Wałęsą". Wirus ten roznosił się przez infekcje dyskietek, w ten sposób zarażając kolejne komputery, apogeum jego działania przypadało na początek lat 90. Wirus ten był nieznany poza Polską.

Kiedy powstawały pierwsze wirusy komputerowe, nie myślano w ogóle o pecetach, firma Microsoft rozpoczynała dopiero swój rozwój. Początkowo były to wirusy, które roznosiły się w środowisku maszyn typu UNIX - pierwszym skutecznym wirusem, był Morris Worm. Gdy komputery PC zyskały dużą popularność, pojawiły się wirusy dla systemu MS-DOS. Jednym z nich był Brain (styczeń 1986 r.), który zmieniał etykietę dyskietki 5 ¼'' o powszechnej wtedy pojemności 360 kB.

Humor, audio, wideo i plotki

Twórcy wirusów pisali kod dla własnej radości lub sławy i umieszczali procedury wyświetlające komunikaty, grafikę lub odtwarzające dźwięki. Przykładem jest Den Zuk, który wyświetlał logo, był także wirus Flaga.4004, wyświetlający polską flagę. Niekiedy wirusy wyświetlały komunikaty błędów, począwszy od typowych zgłoszeń systemu MS-DOS, skończywszy na humorystycznych, np. "W stacji dyskietek A: są dwie dyskietki" lub "Podłącz podajnik papieru toaletowego do drukarki".

Efektami dźwiękowymi były zazwyczaj melodyjki - tak działał Yankee Doodle. Fakt odtwarzania znanej melodii przez wirusa do tego stopnia wbił się w świadomość użytkowników komputerów, że wydanie gry North & South firmy Infogames wiązało się z pierwszym oszustwem (hoax) w Polsce. Plotka głosiła bowiem, że gra ta zawiera wspomnianego wirusa, a naprawdę tylko odtwarzała tę samą melodię. Był to rok 1990. W tym samym czasie na Politechnice Warszawskiej napisano pierwszego wirusa, który odgrywał prostą melodię, przesuwając odpowiednio karetkę popularnej drukarki igłowej firmy OKI. Były także wirusy odtwarzające próbki głosu, na przykład Cysta.8045(Rycho).

Marburg, wyświetlający losowo ikony błędu (czerwony krzyżyk) na ekranie, stał się słynny dlatego, że jako pierwszy wirus pojawił się na tłoczonych w 1998 r. płytach CD: na fabrycznym nośniku gry MGM/EA "Wargames" oraz na płytach czasopism "PC Power Play" i "PC Gamer Magazine" w kilku krajach.

Niszczenie danych

Wiele wirusów nie koncentrowało się na odgrywaniu dźwięków i wyświetlaniu komunikatów, ale niszczyło dane. Początkowo resetowały one komputery (wirus Vienna z 1987 r.), później zaczęły niszczyć pliki wykonywalne (jednym z pionierów był izraelski wirus Suriv). Na celowniku twórców były popularne aplikacje, takie jak AutoCAD (uruchomienie ACAD.EXE powodowało szybsze niszczenie danych), edytory tekstu (ChiWriter, Word 2.0), a także całe dyski (wirus Dark Avenger niszczył dane sektor po sektorze).

Wirusy potrafiły niszczyć nie tylko dane, przykładem może być wirus CIH/Czarnobyl napisany przez tajwańskiego hakera Chen Ing Hau - nadpisywał dyski oraz pamięć EEPROM, w której rezyduje BIOS.

Obecnie coraz mniej wirusów niszczy dane, gdyż zmienił się cel wykorzystywania złośliwego kodu - zamiast rozrywki, sławy lub dowcipów, jest to działalność stricte komercyjna, polegająca na kradzieży informacji.

Działanie lokalne

Zanim nastała era Internetu, wirusy roznoszone były na dyskietkach 5 ¼ oraz 3,5 cala. Opracowano przy tym mechanizmy efektywnego zarażania różnych dysków. Przykładem może być W32.Parite czy choćby Marburg - do infekcji wystarczyło otwarcie pliku lub nawet możliwość dostępu w lokalnej sieci. Ówczesne (np. mks_vir Marka Sella) dobrze radziły sobie z coraz to nowymi wirusami, gdyż zagrożenia miały lokalny charakter i dystrybuowane były powoli. Niekiedy twórców można było określić po zgłoszeniach infekcji - tak wykryto grupę hackerów z południa kraju, którzy utworzyli "zagłębie wirusów". Do ochrony wystarczała wtedy miesięczna subskrypcja antywirusa na dyskietkach przesyłanych pocztą. Gdy upowszechniła się poczta elektroniczna, powstał szybki kanał komunikacji, który sprawił, że dyskietki odeszły do lamusa. Razem z nimi pożegnaliśmy także wirusy, które infekowały sektory startowe oraz inne ważne miejsca tego nośnika.

Różne media

Plagą z połowy lat 90. były makrowirusy programu Microsoft Word. Najpopularniejszym edytorem był Word 6.0 dla Windows 3.x, który nie miał ochrony przed wykonywaniem kodu VBA w dokumentach, zatem znacząca większość przesyłanych plików DOC zawierała makrowirusa. Gdy Microsoft wprowadził możliwość wyłączenia makr, znaczenie makrowirusów zaczęło zanikać.