Windą na szafot

Przed komisją senacką Bill Gates odrzucał oskarżenia konkurentów. Zdaniem ekspertów, przedłużający się konflikt może zaszkodzić Microsoftowi, tak jak przed laty osłabił IBM

Przed komisją senacką Bill Gates odrzucał oskarżenia konkurentów. Zdaniem ekspertów, przedłużający się konflikt może zaszkodzić Microsoftowi, tak jak przed laty osłabił IBM.

Sprawa wytoczona IBM przez Departament Sprawiedliwości w 1969 r. ciągnęła się prawie 13 lat i kosztowała firmę setki milionów dolarów.

Podczas pierwszej rundy przesłuchań przed senacką komisją rozdrażniony Bill Gates bronił strategii sprzedaży Microsoftu. Na sali - oprócz członków komisji - obecni byli James Barksdale i Scott McNealy, szefowie dwóch największych oponentów firmy z Redmond - Netscape Communications i Sun Microsystems. Zdaniem Billa Gatesa, mimo ponad 90% udziału jego firmy w rynku systemów operacyjnych dla PC, Microsoftu nie można uznać za monopolistę. Na rynku nadal panuje zdrowa konkurencja, czego dowodem - według niego - są sumy przeznaczane przez firmy na badania i rozwój produktów. "Sukces naszych produktów zależy od dobrych pomysłów, a na te żadna firma nie ma monopolu" - mówi Bill Gates.

Monopolista w owczej skórze

Przedstawiciele konkurencji odrzucali argumenty szefa Microsoftu. "Microsoft jest monopolistą i używa swojej pozycji do przejęcia kontroli nad dostępem do Internetu - mówi Scott McNealy, przewodniczący rady nadzorczej Sun Microsystems. - Kontrola ta będzie polegać na narzucaniu technologii i cen".

Według członków komisji, jej podstawowym zadaniem nie jest rozstrzygnięcie, czy Microsoft jest monopolistą, ale rozważenie, czy jego pozycja nie ogranicza możliwości wyboru konsumentów. "Nie ma nic złego w tym, że jakiś koncern odnotowuje wysoki wzrost i umacnia swoja pozycję na rynku, nawet jeśli odbywa się to kosztem jego konkurentów" - stwierdza Orrin Hatch, przewodniczący komisji. - "Ustawy antymonopolowe nie powstały, by chronić konkurentów, lecz konsumentów".

Przesłuchania przed komisją są kontynuacją sprawy rozpoczętej w październiku ub.r., kiedy to Departament Sprawiedliwości oskarżył Microsoft o wykorzystywanie swojej pozycji na rynku aplikacji biurowych do zyskania przewagi na rynku przeglądarek internetowych. Zgodnie z ugodą z 22 stycznia br. Microsoft zobowiązał się do oferowania producentom komputerów wersji Windows 95 bez przeglądarki.

Bill, ucz się od IBM

Obecne kłopoty Microsoftu przypominają oskarżenia, jakie przed ponad dwudziestu laty temu wysuwano pod adresem IBM. Obie firmy miały duży udział w rynku, obie były otoczone wieloma mniejszymi konkurentami, obie wreszcie posługiwały się strategią sprzedaży wiązanej. Sprawa wytoczona IBM przez Departament Sprawiedliwości ciągnęła się przez prawie 13 lat i kosztowała firmę setki milionów dolarów. Do pracy nad sprawą IBM zatrudnił ponad 200 prawników. Sam proces trwał ponad sześć lat - strony wezwały 974 świadków, których zeznania zajęły ponad 104 tys. stron. "Pamiętam dokładnie, że wielu dyrektorów nosiło wtedy ze sobą dwie teczki, w jednej mieli dokumenty dotyczące bieżącej działalności firmy, w drugiej te związane ze sprawą" - mówi Sam Albert, dyrektor w IBM w latach 70. IBM odniósł ostateczne zwycięstwo dopiero na początku 1982 r. Urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości przyznali później, że oskarżenia wysuwane pod adresem firmy były "niesłuszne" i "oparte na kruchych przesłankach".

Obserwatorzy amerykańscy uważają, że Microsoft powinien zastosować się do wszystkich poleceń sądu. Nicholas Katzenbach, wiceprezes IBM z okresu postępowania przeciwko jego firmie, twierdzi: "Gdy rząd wnosi sprawę przeciw firmie, trzeba zrobić wszystko, by zawrzeć ugodę. W przeciwnym razie może to kosztować utratę firmy".


TOP 200