Wieści z terenu

Programujemy

Programujemy

Zarząd niezwykle zainteresował się, co też takiego kryje się pod pojęciem programowania. Słowo niby ogólnie znane, ale jak je powiązać z tym, co w komputerze się dzieje? W ramach wolnego czasu odwiedził więc Zarząd Lokalnego Informatyka i tak od słowa do słowa do konkretów doszło. "A jakbyś nam, Informatyku, pokazał w najprostszy sposób, jak układa się program" - padło wreszcie. Lokalny chwilę podumał, po czym wyraził zgodę. Miał nadzieję, że w pewien sposób pozwoli ten spektakl na lepsze zrozumienie jego pracy. Napisał więc, co umiał najprostszego - program składający się z dwóch instrukcji: read i write. Uruchomił go i objaśniając działanie mówił: "Teraz program czeka na wprowadzenie danych. Będzie tak długo czuwał, aż nie podam mu jakichś danych. I proszę, wpisuję liczbę 50, naciskam Enter, a on wypisuje mi potwierdzenie, że wpisałem 50". Ku zachwytowi Zarządu, co się napisało, to zaraz pojawiło się zdublowane na ekranie. Zarząd coś zanotował na karteczce, grzecznie podziękował i ruszył do swoich zajęć. Lokalny nie bardzo wiedział, czy prezentacja wypadła w pełni przekonywająco i jakie też głębsze wrażenie wywarła na przełożonych.

Po kilku tygodniach spotkał się z Zarządem i przy okazji innych spraw powróciła sprawa programowania. "Informatyku, zanotowaliśmy dokładnie instrukcje, które ty wpisałeś, i nic nam nie działa. Wprowadziliśmy je w edytorze Word i nic - komputer milczy, jak zaklęty. Na szczęście, jesteśmy na tyle sprytni, że możemy obejść się bez twoich cudacznych programów. W edytorze jest coś takiego, jak kopiowanie i wystarczy raz wpisać liczbę i dowolną ilość razy ją powielić". Lokalnym Informatykiem wstrząsały ambiwalentne odczucia. Z jednej strony cieszył się, że przełożeni wykazali własną inicjatywę myślową, z drugiej jednak było mu przykro, iż dalej nic nie rozumieją. Nie upierał się mimo wszystko, aby na siłę drążyć niewygodny temat.

Po pewnym czasie, gdy wrażenia z ostatniego spotkania dawno uległy zatarciu, kwestia oprogramowania, a w zasadzie kwestia zrozumienia jego idei, pojawiła się jak wróg skradający się ciemną nocą. Otóż Zarząd wezwał Lokalnego w celu wyklarowania swoich myśli. "Wprowadziliśmy w edytorze nazwy wszystkich miejscowości, w których znajdują się nasi klienci. Jest tego kilkaset. Ciężką to dla nas pracą było, ale w końcu mamy. Potrzebujemy jednak, aby komputer poukładał je województwami. Nijak w Wordzie nie umiemy tego zrobić". Lokalny pomyślał i pyta: "Ale nazwy województw przy każdej miejscowości zostały wpisane?". "Nie. Chcieliśmy, aby komputer to właśnie zrobił za nas" - odpowiedział Zarząd. "Dajcie więc komputerowi poczytać mapę" - rzekł Lokalny Informatyk, zawierając w skrótowej odpowiedzi głębszy podtekst, co chociaż mogło być rozumiane różnie, zostało odebrane jako czysta złośliwość. Może i słusznie.

Piotr Schmidt (agent zakładowy)


TOP 200