Wieści z terenu

Kliku, kliku na patyku

Kliku, kliku na patyku

Lokalnemu wydaje się, że jest perłą rzuconą pomiędzy wieprze. Takie ma mniemanie o sobie. Perlistość według niego objawia się oczywiście na froncie komputerów jedynie. Tyle skromności on jeszcze ma, żeby wiedzieć, w jakich dziedzinach nie jest gwiazdorem. Może byłby bardziej zarozumiały, gdyby żona ciągle go nie upominała - Bądź bynajmniej trochę mniej zapatrzony w siebie. Lokalny Informatyk żałuje bardzo, że taki los go spotkał, iż użytkownicy nie są w stanie docenić jego maestrii. Co ich obchodzi, że posiadł wtajemniczenie w technologii ASP, ActiveX, DHTML, skoro dla nich to tylko efekty obrazkowe na monitorze. O czym z takimi rozmawiać?

Użytkownicy postrzegają Lokalnego jako małpę cyrkową. Tu przyskoczy, aby kabelek docisnąć, tu kliknie, tam pacnie w klawiaturę. To zajrzy do szafy sterowniczej lub skrzynki z bezpiecznikami, wyjmie zacięty papier z drukarki lub wpełznie pod biurko, aby sprawdzić gniazdko. I życie się toczy. Żałuje, że nie posiada pewnych cech uodparniających na przeciwności życiowe, występujących w naturze jako zespół charakterologiczno-fizjonomiczny, zwany syndromem Pimpusia.

Stać się Pimpusiem nie jest łatwo. Trzeba się nim urodzić. Nauczyć się nim być nie da rady. Tak samo jak z talentem czy innym darem. Jedni mają, inni nie. Pimpusiowatość jest stylem i kwintesencją bytu na tutejszym padole. Pimpusia wyróżniają specyficzne cechy charakteru i wyglądu zewnętrznego. Są one na tyle unikalne, a jednocześnie niewyrażalne słowami, że trudno szukać opisu w literaturze naukowej, fachowej, popularnej czy brukowej. Na wykrycie Pimpusia trzeba mieć przygotowane wszelkie zmysły, a wówczas w razie napotkania takowego wszystkie neurony i synapsy dają o tym znać. I wtedy już wiemy z kim mamy do czynienia.

Pimpusiem jest się od małego aż do sędziwej starości. Może być bogaty lub biedny, ale na pewno nie pozostanie niezauważony. Lokalny Informatyk szczególnie uczulony jest na pimpusiowatość. Wykrywa takich z daleka i jak przetestował w swym życiu, większość osób postrzega ich identycznie. Pimpusia możesz nigdy w życiu nie spotkać - to twoje największe szczęście, o jakim nawet nie wiesz.

Pimpuś, oprócz tego, że rzuca się w oczy specyficznym wyglądem i zachowaniem, ma parę cech pozazdroszczenia godnych. Nigdy się nie załamuje. Zawsze ma głowę pełną pomysłów, mało kiedy realistycznych, za to często zasypuje nimi wszystkich wokoło. Lawina Pimpusiowych słów jest w stanie wchłonąć każdego o małej sile charakteru i nie przez ich mądrość, ale przez moc ilościową. Pimpuś porzuca koncepcje, z którymi, wydawało się, był nierozerwalnie związany i które wypielęgnował od zarania. Porzuca je bez żalu, jakby wyrzucał chusteczkę higieniczną do kosza. Ponieważ nie może być ani chwili bezkoncepcyjnym Pimpusiem, więc w mgnieniu oka zalewa wszystkimi nowymi myślami swej pimpusiowej wyobraźni.

Gdyby Lokalny był Pimpusiem, jego praca wyglądałaby zupełnie inaczej. Wytłumaczyłby każdemu jak zrobić kliku, kliku i już problem kompleksowej komputeryzacji firmy rozwiązany. Bo Pimpusie mało kiedy biorą odpowiedzialność za słowa, a za czyny - nigdy, bo takowych nie ma. O ile spotkacie kiedyś jakiegoś Pimpusia, na pewno go zidentyfikujecie. To Pimpusie grają pierwsze skrzypce i są perłami. A taki Lokalny może im co najwyżej teczkę nosić lub awarie w komputerze usuwać, co też najczęściej robi.

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)