Wiedza czy wieprzowina

Tegoroczne wybory parlamentarne, zaś w następnym roku samorządowe, skutecznie zmienią układ sił na scenie politycznej. Czy nowi decydenci sprostają wyzwaniom gospodarki opartej na wiedzy, bazującej na innowacji i technologiach informacyjnych?

Tegoroczne wybory parlamentarne, zaś w następnym roku samorządowe, skutecznie zmienią układ sił na scenie politycznej. Czy nowi decydenci sprostają wyzwaniom gospodarki opartej na wiedzy, bazującej na innowacji i technologiach informacyjnych?

Powinniśmy bić na alarm wobec słabego transferu europejskiej wiedzy i doświadczeń do polskiej praktyki zarządzania rozwojem społeczeństwa informacyjnego. Polska to kraj, w którym myślenie decydentów o IT koncentruje się wciąż na zakupach sprzętu komputerowego, na resortowych projektach kuszących swymi budżetami firmy sektora informatycznego i na "dalszej informatyzacji" administracji zarówno rządowej, jak i samorządowej. W Unii Europejskiej takie myślenie jest już dawno passe, ale u nas tkwi wciąż głęboko w głowach decydentów. Taka anachroniczna perspektywa utrudnia im, jeśli nie uniemożliwia, zrozumienie natury przemian dokonujących się w państwach, w których postęp cywilizacyjny i wzrost gospodarczy generowany przez inwestycje w ICT widać jak na dłoni.

Staramy się, co prawda, szczególnie od akcesu Polski do UE, towarzyszyć europejskim dyskusjom na temat rozwoju społeczeństwa informacyjnego, dzieje się to jednak głównie w sposób mechaniczny i formalny bez głębszej refleksji nad możliwościami i szansami rozwoju, jakie niesie wykorzystanie technologii informacji i komunikacji. Nasze dokumenty strategiczne - w tym strategia ePolska, czy Narodowy Plan Rozwoju na lata 2007-2013 - są na ogół efektem pośpiesznej i ograniczonej debaty publicznej, niepopartej niezbędnymi badaniami dziedzinowymi. "Odreagowujemy" co prawda na bieżąco wytyczne Komisji Europejskiej, ale już wymagające wiedzy i kreatywności - ważne dla państwa definicje priorytetów e-Rozwoju Polski, są marnymi kopiami swoich europejskich odpowiedników. Na ogół, z ostrożności, decydenci chcą zrobić wszystko to, co zgodnie z unijnymi sugestiami uznawane jest za działania priorytetowe. Wszystkiego jednak zrobić się nie da, więc w praktyce niewiele udaje nam się osiągnąć, gubimy się w szczegółach, czego dowodzą bardzo dla Polski niekorzystne statystyczne porównania z krajami UE, w tym z naszymi bezpośrednimi sąsiadami. Rada Informatyzacji, której jestem członkiem, otrzymała ostatnio założenia tzw. Planu Informatyzacji do roku 2013, które są tak ogólne, że równie dobrze mogłyby służyć Słowacji, Maroku czy Paragwajowi. Rodzi się pytanie, czy my w ogóle wiemy, czego chcemy? Czy potrafimy definiować interes polskiego państwa w kategoriach e-Rozwoju?

Szansa na zmianę

Dla sukcesu programów nowego rządu i prorozwojowych działań samorządów konieczne jest powiedzenie "stop" dotychczasowym mało efektywnym praktykom i zaprzestanie realizacji niewydolnych strategii. Niezbędne jest oparcie programu nowego rządu na klarownym modelu organizacyjnym zarządzania rozwojem społeczeństwa informacyjnego. Ma on uniemożliwiać "przepychanie" przez budżet resortowych interesów słabo powiązanych z ogólną wizją i pozwolić na realizację czytelnego dla sektorów publicznego i prywatnego programu, powiązanych ze sobą merytorycznie i interoperacyjnie inwestycji w systemy informatyczne państwa. W kampanii wyborczej nie zauważyłem wyraźnego sygnału, iż tak właśnie się stanie, ani po stronie zwycięzców, ani przegranych. Mam nadzieję, że najbliższe miesiące ujawnią takie zamierzenia koalicji rządowej.

Cywilizacyjny przełom wymaga bowiem dokonania wyboru silnie modernizacyjnych priorytetów rozwoju kraju, postawienia - nie werbalnie, lecz poprzez odpowiednie zaplanowanie działań w czasie i z zapleczem budżetowym - na innowacyjność projektów modernizujących państwo.

Jeśli - jak mówią europejskie statystyki - 25% wzrostu PKB i 40% wzrostu produktywności gospodarki krajów UE jest wynikiem inwestycji w technologie informacji i komunikacji, to polski rząd i samorządy powinny z tego faktu wyciągnąć natychmiastowe wnioski - musimy zdecydowanie więcej inwestować w projekty modernizacyjne bazujące na ICT, bo to się opłaca!

Jeśli kluczowym czynnikiem postępu cywilizacyjnego w Europie, zdiagnozowanym w badaniach, jest zmniejszanie wskaźnika "wykluczenia cyfrowego" - nawiasem mówiąc silnie powiązanego ze wskaźnikiem "wykluczenia społecznego" - to priorytetem władz publicznych powinno stać się wsparcie rozwoju obszarów wiejskich poprzez budowę infrastruktury nowych usług i dostępu do Internetu.

Tymczasem statystyki pokazują jednak zupełnie inne priorytety. Badanie wydatków na budowę infrastruktury społeczeństwa informacyjnego finansowanych ze Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego w latach 2004-2006 wskazuje bowiem, że głównym beneficjentem tych środków nie będzie polska wieś, lecz miasta. W niektórych z polskich regionów 100% tych wydatków posłuży finansowaniu projektów w urzędach stolicy województwa, odległych od siebie o niewiele więcej niż kilometr... Jeśli rozwój kraju może być wyraźnie wsparty dzięki wdrażaniu rozwiązań ICT w rolnictwie i usługach, o czym głośno mówią ekonomiści - to ustalmy taki priorytet i zrealizujmy odnoszący się doń program wsparty odpowiednim do zadań budżetem. Nie można już czekać dłużej - państwa gospodarek opartych na wiedzy uciekają nam poza horyzont naszych wyobrażeń o postępie cywilizacyjnym.

Niekonsekwencji w działaniu i nietrafnych decyzji nie uda się uniknąć, jeśli nie uruchomimy w Polsce kompetentnie i menedżersko zarządzanego państwowego programu rozwoju społeczeństwa informacyjnego, definiującego projekty w oparciu o wywiedzioną z badań analizę potrzeb i oczekiwań mieszkańców, a zwłaszcza przedsiębiorców. Takie badania odnoszące się do Polski praktycznie nie istnieją, najwyższy zatem czas zaktywizować polską naukę do efektywnego wsparcia zarządzania państwem, którego silnym fundamentem będzie infrastruktura informacyjna wykorzystująca rozwiązania ICT. Zapóźnienie Polski we wdrażaniu nowoczesnych metod budowania systemów informatycznych administracji publicznej sięga obecnie 4-5 lat. Niektóre kraje członkowskie UE, np. Wlk. Brytania, Dania i Austria, dokonały kilka lat temu przełomu na tym polu, zmierzyły się ze standaryzacją i zagadnieniami interoperacyjności, a dziś kończą właśnie realizację programów, które silnie wpłynęły na rozwój gospodarczy, wzrost dobrobytu i jakości życia mieszkańców oraz sprawność administracji. Dobitnie pokazują to analizy dziedzinowe i statystyki Eurostatu, w których Polska zajmuje poślednie miejsca. My jednak wolimy dyskusje o resortowym podziale pracy lub powoływaniu agencji koncentrujących się na niszowych zadaniach, zza których nie widać strategicznego celu i realistycznego programu, zintegrowanego na poziomie rządu i sprawnie zarządzanego z poparciem kluczowych osób w państwie.

Więcej wiedzy niż wieprzowiny

W Polsce roku 2005 nie powinno być dziś miejsca na pesymizm. Kumulacja pozytywnych czynników: wzrostu gospodarczego bazującego na sile polskich przedsiębiorstw prywatnych, zwiększający się z roku na rok potencjał edukacyjny społeczeństwa polskiego, oczekiwane w latach 2007-2013 poważne środki inwestycyjne z funduszy strukturalnych oraz nastawiona proreformatorsko koalicja rządowa, to czynniki przełomowej szansy na cywilizacyjny skok Polski opierający się na absorpcji wiedzy i innowacji w wielu sektorach gospodarki, na stworzeniu podstawowej infrastruktury informacyjnej państwa na bazie technologii informacji i komunikacji oraz na wdrożeniu profesjonalnego zarządzania w centrum i w samorządach regionalnych i lokalnych. Od wyobraźni i fachowej wiedzy decydentów, zmian jakie zaproponują, zależeć będzie czy postawimy - jak mawia prof. Cellary - na gospodarkę opartą na wiedzy, czy na... wieprzowinie.

Krzysztof Głomb jest prezesem Stowarzyszenia "Miasta w Internecie" i wiceprezydentem European Local Auhtorities' Telematic Network (ELANET).


TOP 200