Więcej zagrożeń niż szans

Rozmowa z prezesem PTI, prof. Andrzejem BLIKLEM

Rozmowa z prezesem PTI, prof. Andrzejem BLIKLEM

Przygotowana przez ekspertów Polskiego Towarzystwa Informatycznego "Propozycja strategii rozwoju informatyki i jej zastosowań w Rzeczypospolitej Polskiej" jest wydarzeniem bez precedensu. Dokument ten będzie jednym z podstawowych materiałów dla rządowych rozważań. Prezes PTI, prof. Andrzej Blikle w rozmowie z red. Zbigniewem Bonieckim poruszył niektóre aspekty aktualnej sytuacji polskiej informatyki, jej szansę i zagrożenia.

- Panie Profesorze, zacznijmy od samego dokumentu, czym jest i czym nie jest to opracowanie?

- W wyniku pracy 12-osobowego zespołu specjalistów, podjętej na zamówienie Biura Informatyki URM, powstało opracowanie eksperckie o charakterze autorskim.

PROFILE pierwszy komputer o zmiennym kształcie, można go postawić biurku bądź zawiesić na ścianie. Można więc uznać, że wyraża on poglądy dużej części informatyków w Polsce.

- Jakie jest główne przesłanie tego dokumentu?

- Autorzy traktują informatykę jako narzędzie rozwoju państwa w sferze gospodarczej i cywilizacyjnej, a nie jako cel sam w sobie. PTI od samego początku głosi tezę, że wprowadzanie narzędzi informatycznych do jakiegokolwiek organizmu gospodarczego lub administracyjnego powinno być konsekwencją nowoczesności, a nie jej źródłem. Doświadczenia wielu państw wskazują, że wprowadzanie' tych zastosowań do struktur nienowoczesnych lub źle zorganizowanych pogłębia panujący w nich stan chaosu. Zgodnie z takim podejściem, wprowadzanie, nowoczesnej informatyki jest więc środkiem usprawniania i uporządkowania struktur organizacyjnych państwa i różnych instytucji.

Taka strategia oznacza przyjęcie zasady priorytetu zastosowań informatyki nad produkcją środków informatycznych. Chodzi tu o wszystkie konsekwencje tego podejścia, łącznie z tym, że producenci środków informatycznych są finansowani wyłącznie przez konsumentów zastosowań informatyki. Mamy tu więc odwrócenie zasad wyrażanych w różnych państwowych planach rozwoju informatyki w ostatnim dwudziestoleciu, które zakładały rozwój zastosowań przez stymulowanie produkcji sprzętu. Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że strategia ta okazała się chybiona. Również porównanie skutków rozwoju informatyki w USA, gdzie finansuje się zastosowania, z sytuacją w Europie Zachodniej, gdzie finansuje się przemysł informatyczny, wskazuje na wyższość finansowania zastosowań.

-Jak Pan Profesor ocenia stan informatyki w naszym kraju?

- Zacznę od kadr. Dość dobry jeszcze stan kadry informatycznej wynika z uwarunkowań, które już nie istnieją. Zasoby specjalistów ulegają szybszej erozji na skutek chronicznego niedofinansowania uczelni i jednostek badawczych. Jeśli nie podejmie się zdecydowanych działań, sytuacja stanie się krytyczna. W latach 1960. i 1970., a nawet do połowy lat 1980. mieliśmy liczący się potencjał intelektualny, który zapewniał dobre teoretyczne przygotowanie do zawodu. Podkreślam - teoretyczne, ponieważ zawsze brakowało nowoczesnego sprzętu. Wystarczyło jednak kilka miesięcy pracy zagranicą, aby polscy informatycy stawali się cenionymi programistami. Chroniczny deficyt informatyków w krajach rozwiniętych sprawiał, że zawsze mieliśmy duży odpływ fachowców. Jednakże ówczesne warunki finansowe, a zwłaszcza dawniejsza pozycja dolara w Polsce sprawiały, że związana z uczelniami podstawowa kadra akademicka z reguły zadowalała się okresowymi pobytami za granicą, które wystarczały do podnoszenia kwalifikacji.

Teraz, kiedy tyle mówi się o rynku, informatycy w instytucjach państwowych opłacani są poniżej norm rynkowych, a dewizy przywożone z zagranicznych kontraktów czy stypendiów mają wielokrotnie niższą wartość. Niesprzyjające jest również usytuowanie organizacyjne kierunków informatycznych. Jesteśmy dyscypliną w dziedzinie nauk matematycznych lub technicznych, co oznacza, że np. na uniwersytetach fundusze na informatykę stanowią skromną proporcjonalnie część środków przypadających na matematykę. Ten sam niekorzystny układ powtarza się w Komitecie Badań Naukowych, gdzie w zespole nauk matematycznych, fizycznych i chemicznych informatyka w ogóle nie ma stałego przedstawiciela.

W tej sytuacji coraz większym problemem staje się emigracja na stałe, która przyspiesza wykruszanie się naszej kadry. Jeśli zaś grono wysoko wykwalifikowanych informatyków spadnie poniżej określonego poziomu krytycznego, wówczas grozi nam najgorsze, czyli utrata zdolności odtwarzania kadry. Informatyków akademickich ze stopniem doktora jest w Polsce zaledwie około setki. Teraz na wyższych uczelniach ogranicza się liczbę nowych studentów, bo nie ma komu ich uczyć. Na pierwszym roku kierunku informatycznego na Wydziale Matematyki U.W. przyjęto tej jesieni tylko 47 studentów, a niegdyś indeksy dostawało i po 200 osób.

- Czy w celu powstrzymania tych niekorzystnych procesów macie jakieś propozycje?

- Tak, wymienię tylko niektóre. Wzorem wielu krajów rozwiniętych proponujemy wprowadzenie istotnych dodatków płacowych dla kadry dydaktycznej w najlepszych instytutach informatyki, podjęcie działań na rzecz włączenia polskich ekspertów do międzynarodowych programów badawczych (wg zasad przyjętych w EWG). Uważamy również za niezbędne długoterminowe zatrudnienie w Polsce kilku wybitnych specjalistów z wybranych działów informatyki i powierzenie im katedr na tych uczelniach, które mają największy dorobek. Chodzi o te dziedziny, które w Polsce są praktycznie nie uprawiane, takie jak np. inżynieria programowania na skalę przemysłową czy stosowanie nowych narzędzi programistycznych.

Alternatywą niepodjęcia proponowanych działań będzie konieczność angażowania u nas informatyków zagranicznych, co ogromnie zwiększy koszty rozwoju zastosowań informatyki.

- Właśnie, a jak przedstawia się sytuacja w dziedzinie zastosowań?

- Tu mamy pełną jasność. Nie tylko prawie nie ma tych zastosowań, ale właściwie nigdy ich nie było. Jest tu inaczej niż w wielu dziedzinach naszego życia. Transport np. czy służbę zdrowia, które niegdyś funkcjonowały sprawnie, teraz trzeba odbudowywać i modernizować. Informatyka znajduje się właściwie na pustym polu. Potrzeby natomiast są ogromne. Coraz bardziej wydłuża się lista pilnych oczekiwań dotyczących zastosowań systemów komputerowych. Pod koniec lat 1950. byliśmy wśród tych krajów, które konstruowały pierwsze komputery, ale gdy świat wszedł w okres ich przemysłowych zastosowań, okazało się, że mamy blisko 20-letnie opóźnienie. Daje ono o sobie znać nie tylko w funkcjonowaniu poszczególnych działów administracji państwowej czy samorządowej, ale także w instytucjach obsługi ludności, takich jak banki

komunikacja czy handel.

- Modne są teraz teorie, wg których interesowanie się państwa jakaś dziedziną życia nie prowadzi do niczego dobrego, że wszystko najlepiej i samoczynnie regulują mechanizmy wolnego rynku. Czy hasła całkowitego leseferyzmu mogą być uzasadnione w odniesieniu do informatyki?

- Nie wszystko może być puszczone na żywioł. Kluczowa rola zastosowań informatyki oraz przemysłu i usług informatycznych w nowocześnie zorganizowanym państwie wymaga dobrze określonej, zaplanowanej i realizowanej strategii rządowej. Brak takich działań spowoduje, że nieunikniony rozwój zastosowań informatyki w sferze publicznej będzie przebiegał chaotycznie, a Polska stanie się areną ścierania się interesów innych państw, realizujących własne, często wzajemnie sprzeczne strategie w tej dziedzinie. Współdziałanie różnych publicznych systemów informatycznych w Polsce będzie wówczas znacznie utrudnione, a inwestycje w tej dziedzinie okażą się nieefektywne. Zmaleją również szansę uzyskania przez nasz kraj odpowiedniego miejsca w międzynarodowym podziale pracy.

- Na czym powinna polegać funkcja rządu w określaniu strategii rozwoju informatyki?

- Ma ona dwa wzajemnie uzupełniające się aspekty: decyzyjny i prawodawczy. Ten pierwszy wiąże się z podejmowaniem konkretnych decyzji strategicznych w dziedzinie polityki obronnej, bezpieczeństwa państwa i obywateli, polityki zagranicznej, edukacji, stymulowania badań i polityki kadrowej, tworzenia infrastruktury informatycznej, informatyzacji administracji, budowy publicznych sieci komputerowych oraz przeciwdziałania przestępczości informatycznej. Drugi związany jest z ustalaniem ogólnie obowiązujących zasad polityki gospodarczej, standaryzacji, atestacji systemów informatycznych, prawnej ochrony oprogramowania oraz ochrony dóbr osobistych obywateli.

- To sprawy krajowe, a co z ewentualnymi implikacjami na arenie międzynarodowej?

- Tu podstawowe zadania strategiczne wiążą się z zamierzonym procesem strukturalnej integracji Polski z EWG. Jednym z optymalnych skutków takiej integracji byłby wybór Polski jako regionalnego ośrodka infrastruktury informatycznej, stanowiącego pomost między Europą Zachodnią a ZSRR. W tym celu niezbędne byłyby zdecydowane działania rządu, który powinien być gotowy do wniesienia istotnego wkładu w budowę takiego centrum. Wkładem mogą być znaczne jeszcze zasoby informatyków znających specyfikę rynku wschodnioeuropejskiego i nieźle zaznajomionych z realiami informatyki zachodniej, istniejące jeszcze możliwości szkolenia kadr oraz pozostały przemysł informatyczny. Gdyby zasilić go technologiami i kapitałem zagranicznym, prawdopodobnie wyłoniłaby się szansa na to, że zrestrukturyzowane zakłady mogłyby dostosować się do nowych zadań. Mimo wszystkich swoich słabości, polski przemysł komputerowy był najoryginalniej-szyn przemysłem informatycznym w krajach byłej RWPG i nadal może przedstawiać pewną wartość dla inwestora, który zna się na rzeczy i potrafi postawić mu odpowiednie zadania oraz odpowiednio go wesprzeć.

Istnieje też potrzeba aktywnego udziału delegatów Polski w międzynarodowym ustalaniu norm prawnych, normalizacji i regulacji przepisów technicznych w dziedzinie informatyki i telekomunikacji. Do zadań agend rządowych powinna należeć także kontrola wszelkich publicznych przedsięwzięć informatycznych realizowanych w ramach pomocy zagranicznej dla Polski pod kątem ich zgodności z przyjętą strategią i polskimi normami.

Niezbędne są również odpowiednie posunięcia celno-podat-kowe. Niestety, najnowsza taryfa celna świadczy o zupełnym niezrozumieniu sytuacji w polskiej informatyce. Wiele zależeć może od innych zachęt gospodarczych (np. w postaci działek budowlanych czy preferencji zakupowych) dla dużych koncernów informatycznych po to, by swe centra wschodnioeuropejskie lokowały w naszym kraju. Niestety i na tym polu wyprzedzani jesteśmy przez niektórych sąsiadów. Jeśli wymienione posunięcia nie zostaną szybko podjęte i nie będą wsparte działaniami naszej dyplomacji, staniemy się jedynie terenem ekspansji i obszarem eksploatacji.

- Czy w tej sytuacji znajduje Pan również akcenty optymistyczne?

- Zaniedbana informatyka jest bolesnym dziedzictwem ubiegłego czterdziestolecia. W odróżnieniu jednak od zaniedbań w innych dziedzinach, zaniedbań mających charakter dewastacji, czy też zahamowania rozwoju tego, co tworzyły pokolenia naszych ojców, sytuacja w informatyce jest odmienna. Ponieważ prawdziwe jej zastosowania praktyczne u nas nigdy nie powstały, tak więc -przystępując do budowy nowego domu - nie trzeba dziś usuwać zbyt wiele gruzu. Ale trzeba pamiętać o zadbaniu nie tylko o architekturę każdego budynku z osobna, lecz także - a raczej przede wszystkim - o urbanistycznym kształcie całej aglomeracji, o przygotowaniu całego społeczeństwa do życia w nowych strukturach. Rządowe zamówienie na przygotowanie "Propozycji strategii" przyjęliśmy z prawdziwą satysfakcją i dużymi nadziejami, jako dobry omen dla racjonalnego podejścia władz naczelnych do tych istotnych kwestii. Uważamy również, że powołanie reprezentatywnej Rady Informatycznej przy Premierze będzie służyło powstawaniu informatyki na miarę jedno czącej się Europy. Rząd zdaje się rozumieć potrzebę zdecydowanych i szybkich działań, abyśmy w tej istotnej dziedzinie znaleźli się w nurcie europejskiego rozwoju, a nie na jego peryferiach. Czynnik czasu ma tu kluczowe znaczenie.

- Dziękuję za rozmowę.