Więcej prezentacji niż konfrontacji

Targom InfoMan towarzyszyły szczególne oczekiwania, o których szerzej pisaliśmy w nr. 32 CW. Intencją organizatorów było bez wątpienia nadanie imprezie nowego wymiaru. W przyszłości Gdańsk stać się ma bowiem terenem konfrontacji potrzeb wielkich użytkowników (administracja państwowa, służby publiczne, banki) z poważnymi dostawcami.

Targom InfoMan towarzyszyły szczególne oczekiwania, o których szerzej pisaliśmy w nr. 32 CW. Intencją organizatorów było bez wątpienia nadanie imprezie nowego wymiaru. W przyszłości Gdańsk stać się ma bowiem terenem konfrontacji potrzeb wielkich użytkowników (administracja państwowa, służby publiczne, banki) z poważnymi dostawcami.

Do mieszczących się w dwóch halach gdańskiej AWF stoisk 80 wystawców przybyło sporo osób poważnie zainteresowanych zakupem dużych systemów komputerowych. To dowód, że sam temat imprezy był pomyślany trafnie i z wyczuciem zapotrzebowania rynku. Wystawa pozbawiona była niemal zupełnie gapiów, typowej plagi podobnych imprez. Toteż mniej atrakcyjne stoiska świeciły wielogodzinnymi pustkami. Natomiast reprezentanci "tematów trafionych" przeżywali istne oblężenie, nawet wtedy, gdy ich oferty były obietnicami gruszek na wierzbie. Tak było z oprogramowaniem do realizacji katastrów, zwanym GIS (Geographical Information System).

Jak zwykle zaciekawieniem cieszyły się nowinki światowe, z których bodajże najważniejszą była prezentacja graficznych stacji roboczych Silicon Graphics Iris INDIGO R4000 (dotychczas R3000) i Iris CRIMSON - stacji graficznej wyposażonej także w 64-bitowy procesor R4000, która bije obecnie rekordy szybkości przetwarzania.

Nos dla tabakiery, czy tabakiera dla nosa

Program imprezy narzucał pewne wątpliwości, czy będziemy mieć rzeczywiście do czynienia z wyjśiem naprzeciw potencjalnym potrzebom wielkich użytkowników i swoistym wyścigiem firm o najlepsze ich zaspokojenie, czy też - jak to miało miejsce już wielokrotnie - firmy te roztoczą przed klientami wizję swej uniwersalności.

Wątpliwości nasze potwierdził pierwszy dzień imprezy. Computerland, Siemens-Nixdorf i Soft-tronik przeobraziły prowadzone przez siebie seminaria w autoprezentacje, połączone z omówieniem podstawowych produktów. Computerland opowiedział o zarządzaniu przepływem informacji. Pod tym zachęcającym hasłem kryły się jednak techniczne aspekty przepływu bitów w sieci lokalnej. Raczej nie o to chodziło organizatorom imprezy, a zwłaszcza takim uczestnikom jak burmistrzowie miast i naczelnicy gmin.

Siemens-Nixdorf "z pewną taką nieśmiałością" przedstawił pozycję firmy na rynkach międzynarodowych, chociaż - jak się potem okazało w nieoficjalnej już rozmowie - polski przedstawiciel tej firmy bardzo trafnie analizował rodzimy rynek dużych użytkowników. Jego zdaniem, marzą się nam najnowsze technologie, do których implementacji nie jesteśmy przygotowani ani logistycznie, ani zapewne finansowo. Artykuł szerzej uzasadniający tę tezę, wraz z propozycjami rozwiązań problemu Tadeusz Beliwar obiecał przekazać naszej redakcji w najbliższym czasie.

Reprezentant Soft-tronika p. Robert Głowacki zaprezentował najnowsze komputery WYSE i Everexa (wieloprocesorowość i duża odporność na awarie). Przy okazji ten ostatni ocenił ubiegłoroczne obroty Soft-tronika na 82 mln DM. Byłyby więc one o 8 mln DM niższe od tych, o jakich przed kilkoma miesiącami mówił jego szef - prezes Wiesław Osowiecki.

Po południu też było bardzo "technicznie", tyle, że więcej o oprogramowaniu: bazach danych ADABAS (Software AG), systemach klient-serwer w kontekście technik obsługi transakcji (ICL); czy wreszcie minitelach ukrytych w systemie pod nieco mylącą nazwą SECUR. Ich sieć chce zaproponować Polsce młoda firma z udziałem kapitału rodzimego i francuskiego - ICE Pologne. Przyszłość okaże, jak uda się to zrealizować.

Łatwiej modernizować

Nieco inny w tonacji był referat Jerzego Tetyka z . Przedstawił on konkretne rozwiązanie zastępujące przestarzałą konfigurację komputerów Mera/ODRA 1305 w ośrodku obliczeniowym Poczty Polskiej w Bydgoszczy. Dotychczasowy system informatyczny do prowadzenia księgowości i sporządzania bilansów dla bydgoskich placówek pocztowych składał się z komputera ODRA oraz 100 terminali podłączonych do Mery. Łączność zapewniały taśmy magnetyczne. Struktura unowocześnianego systemu będzie trzystopniowa: (1 mainframe, 3 komputery midrange oraz ok. 150 mikrokomputerów PS/1 i PS/2 w roli terminali) i oparta - co ciekawe - na Unixie. Średnie komputery pracujące pod IBM-owskim Unixem (AIX) są dostępne od pewnego czasu (wybrano trzy stacje RS 6000). Kłopot był jedynie z dużym komputerem dla systemów Unixowych. Taka maszyna - ES/9000 - została przez IBM wyprodukowana dopiero w czerwcu br. i ją właśnie zainstalowano w Bydgoszczy, jako pierwszą w Europie. Ciekawostką jest, że kontrakt na to rozwiązanie bydgoska poczta podpisała, zanim jeszcze mainframe ujrzał światło dzienne.

Byłby to przykład, że w sferze rozwiązań sprzętowych można pozwolić sobie na stosunkowo duże ryzyko, o ile wcześniej - a tak było przecież w tym przypadku - dokładnie udaje się określić cel i zadania stawiane systemowi informatycznemu.

Obok tematu

Generalnie jednak na inauguracji targów zarówno ważniejsze jak i mniejsze firmy niemal unisono wypowiedziały się obok tematu. Tymczasem, co warto przypomnieć - w wywiadzie dla CW dyr. Biura Informatyki URM - Andrzej Florczyk zapewniał, że wszyscy informatyczni usługodawcy, biorący udział w targach InfoMan 92, mieli dostęp do projektów dotyczących budowy systemu informatycznego służb publicznych w Polsce. Jednak spośród wielu indagowanych przez nas firm, jedynie ICL potwierdził, iż skorzystał z szansy i dokładnie zapoznał się z projektami dotyczącymi systemu PESEL oraz wstępnymi założeniami informatyzacji służb granicznych.

Pozostali przyjechali "w ciemno", przy czym większość firm liczy - jak się wydaje - na wyraźną decentralizację decyzji i kontrakty zawierane bezpośrednio na niższych piętrach administracyjnej struktury.

Wydatek czy inwestycja

Od zdeterminowanych wojewodów i burmistrzów można było na targach usłyszeć, że czas ich nagli, potrzeby są ogromne, a pieniędzy mało. Istniejące już systemy takie, jak np. PESEL należałoby na dobrą sprawę całkowicie zweryfikować, bowiem np. w Szczecinie tylko co drugi rekord tej bazy danych zawiera aktualne informacje o obywatelu. Bynajmniej nie do wyjątków należą też przypadki, że ten sam numer przydzielono dwóm lub trzem mieszkańcom tego miasta. Nie zdradzono też dotąd standardów organizacji typowych rekordów PESEL-u, co umożliwiłoby ujednolicenie aplikacji dla niższych szczebli administracyjnej struktury.

Z niepokojem oczekiwano więc na środowe popołudnie, kiedy to seminaryjne podium należeć miało do odpowiedzialnych za przygotowanie najważniejszych projektów informatycznych w administracji. Większość wojewodów i ich podręcznych informatyków zajmowała przy tym postawę; "chciałbym i boję się". Zdają oni sobie dość wyraźnie sprawę, że praktykowane dotąd "Czekanie na Godota" jest dłużej nie do przyjęcia. Choć z drugiej strony wiedzą, że brak ustaleń standaryzacyjnych skazuje niemal wszystkie ich próby na niepowodzenie.

Równocześnie nie bardzo wiedzą jak nadać informacji, zwłaszcza dobrze opakowanej, starannie wyselekcjonowanej i szybko podanej, walor towaru, który można i trzeba sprzedać. Pokutuje nadal budżetowe podejście, a systemy komputerowe traktowane są podobnie jak długopisy, skoroszyty, a w najlepszym wypadku maszyny do pisania, które gmina musi mieć, aby funkcjonować.

Firmy zachodnie patrzą na to zdziwione, że w istocie ich partner to nie inwestor, którego intencją jest zarobienie na technice informatycznej, ale ktoś, kto chce sobie zafundować wygodniejsze buty, nie bardzo wiedząc do jakiej wędrówki mają mu się przydać. Na drugim krańcu znajdują się polskie firmy, lepiej osadzone w realiach, do których już dotarło, że administracja ma do końca roku wydać na systemy informatyczne ponad 3 bln zł i warto zatroszczyć się o te pieniądze, konkurując przede wszystkim ceną, a w znacznie mniejszym stopniu jakością i dostosowaniem systemu do potrzeb.

Na Everest

Wsród polskich firm pojawiają się już próby innego podejścia. Gdyński Demos np. zapowiada takie przekształcenie swej struktury (szumnie nazwanej holdingiem), aby potencjalny klient rozpoczynał od elementarnej edukacji nie o tym, jak działa sprzęt i oprogramowanie, lecz jakimi metodami analizuje się i optymalizuje obieg informacji w danej strukturze organizacyjnej, jak bilansuje się koszty impliementacji systemu z potencjalnymi oszczędnościami. Prezes Sylwester Michalak przyznaje jednak, że forując ten projekt czuje się jak człowiek, który przedsięwziął zdobycie Mount Everestu w kierpcach i z ciupagą. Jego zdaniem jednak innej metody nie ma.

Na etapie diagnozy

I ta sentencja - jak sądzimy - może stać się zaczynem sensownego myślenia o rozwoju systemów informatycznych w administracji i służbach publicznych. Czy poza diagnozą InfoMan wypracuje również receptę, napiszemy w następnym numerze. Jeżeli jednak nawet stanie się on tylko jednym wielkim apelem o przygotowanie sensownych, zintegrowanych i czytelnych projektów informatyzacji na wszystkich piętrach administracyjnej drabiny, będzie to już duży sukces. Obawiamy się wszakże, że dopóki nie doczekamy się wreszcie reformy administracji, apel ten będzie głosem wołającego na puszczy.


TOP 200