Wideokonferencje przyszłości bez rujnowania budżetu

Firmy mogą uzyskać 80-90% funkcjonalności wideokonferencyjnych systemów teleobecności (telepresence) poprzez rozbudowanie swoich istniejących rozwiązań wideokonferencyjnych - uważają analitycy z firm specjalizujących się w systemach ujednoliconej komunikacji (unified communications).

Firmy mogą uzyskać 80-90% funkcjonalności wideokonferencyjnych systemów teleobecności (telepresence) poprzez rozbudowanie swoich istniejących rozwiązań wideokonferencyjnych - uważają analitycy z firm specjalizujących się w systemach ujednoliconej komunikacji (unified communications).

Wideokonferencje przyszłości bez rujnowania budżetu
Analitycy twierdzą, że chęć posiadania panoramicznego obrazu w wideokonferencjach czy dobrej jakości obrazu nie uzasadnia wydawania kwoty rzędu 150-200 tys. USD - efekt ten można uzyskać znacznie taniej. Tym bardziej że przy wideokonferencjach znacznie ważniejszym czynnikiem od obrazu jest dźwięk. Według ekspertów w wielu już istniejących systemach wideokonferencyjnych wystarczy dokupić solidny zestaw nagłośnieniowy (dobre mikrofony poustawiane na stołach i głośniki wmontowane w podwieszany sufit), aby uzyskać znaczną poprawę finalnego efektu.

Podobnie można znacznie poprawić jakość widzianego obrazu, instalując większe, panoramiczne telewizory, których cena z miesiąca na miesiąc coraz bardziej spada. Dzięki temu niższym kosztem uzyskamy naturalnej wielkości obraz osoby, z którą rozmawiamy. I nawet nie zaw-sze musimy dysponować urządzeniem wideokonferencyjnym, które obsługuje obraz wysokiej rozdzielczości.

Oczywiście wciąż są firmy, które z prestiżowego punktu widzenia będą chciały mieć prawdziwą instalację teleobecności. Ale uzyskanie wszystkich elementów, które są wskazywane jako składniki systemów telepresence - odpowiedniego oświetlenia, kamer pod odpowiednim kątem, wystroju wnętrza i mebli - także może być zdecydowanie tańsze. Tym bardziej że niekoniecznie łączące się ze sobą pokoje wideokonferencyjne muszą być identycznego rozmiaru i z identycznym wyposażeniem. Oczywiście oddali to nieco poczucie wirtualnej obecności osoby, z którą rozmawiamy, ale jednocześnie wielokrotnie obniży koszty.

Elastyczność kontra komfort

Wideokonferencje przyszłości bez rujnowania budżetu

Wideokonferencja vs. teleobecność Idea wideokonferencji i teleobecności jest podobna - w obu przypadkach chodzi o połączenie obrazu i dźwięku. Ale w szczegółach różnica jest ogromna.

W tradycyjnych systemach wideokonferencyjnych z reguły wykorzystywany jest jeden ekran, który może być dzielony na wiele segmentów, aby połączyć się z wieloma punktami w ramach jednej wideokonferencji. Pokoje spotkań mogą być różne - od audytorium z setkami uczestników po prywatne biura z jednym pracownikiem.

Dla kontrastu, w teleobecności postawiono na komfort uczestników dyskusji. We wszystkich pokojach konferencyjnych znajduje się kilka monitorów i kamer (najczęściej po trzy), aby oddać panoramiczny obraz naturalnej wielkości osób znajdujących się po drugiej stronie łącza. Taki układ ogranicza liczbę uczestników spotkania do maks. 6-8 po każdej stronie, w zależności od modelu rozwiązania.

Te cechy doprowadziły do dość czytelnego podziału - tradycyjne wideokonferencje są dla tych, którzy potrzebują elastycznego rozwiązania, zaś teleobecność - dla tych, którzy cenią sobie komfort pracy i spotkań, bez konieczności zagłębiania się w szczegóły techniczne.

Między teleobecnością a wideokonferencjami jest też wiele różnic technicznych. Teleobecność potrzebuje stałego, bardzo stabilnego łącza o szerokiej przepustowości (min. 3-4 Mb/s), zaś dostawcą sprzętu po obu stronach z reguły musi być jedna firma. O współpracy z rozwiązaniami konkurencyjnymi najczęściej nie ma mowy (chociaż producenci zapowiadają, że być może wkrótce to się zmieni).

W tradycyjnych wideokonferencjach wymagania dotyczące łącza spadają do kilkuset kb/s, zaś obok stałego łącza można też wykorzystać internet czy nawet połączenie ISDN. Standardy transmisji obrazu i dźwięku są już od dawna określone i zaakceptowane przez rynek, więc całe rozwiązanie można stworzyć z użyciem sprzętu i oprogramowania od różnych dostawców, wykorzystując także już posiadane, starsze systemy.

Poza tym, dysponując systemem wideokonferencji, łatwo można go rozbudować, zbliżając do funkcjonalności systemu teleobecności. Tymczasem, przy ograniczonym budżecie, nie ma możliwości wdrożenia np. połowy systemu telepresence, z założeniem jego rozbudowy do pełnej wersji w przyszłości.

<hr>

Dla NetWorld komentuje Bartłomiej Madej, Polycom Product Manager Veracomp SA

Wideokonferencje przyszłości bez rujnowania budżetu
W rozmowach z klientami na temat wideokonferencji zawsze pojawia się wątek dotyczący zapotrzebowania na tę technologię na rynku polskim. Dotyczy to zwłaszcza rozbudowanych systemów wideokonferencyjnych telepresence. Dzielą się one na dwie grupy rozwiązań.

Pierwsza polega na połączeniu najczęściej trzech pojedynczych kodeków wideokonferencyjnych wysokiej rozdzielczości i stworzeniu wrażenia wspólnej sali konferencyjnej, wyposażonej w trzy zabudowane ekrany, trzy kamery oraz odpowiednio dobrane i ustawione meble. Wrażenia z konferowania w takiej sali są zupełnie odmienne od tego, co uzyskujemy siedząc przy terminalu składającym się z monitora i zamontowanej do niego kamery. Widzimy obraz osób o naturalnej wielkości, siedzących przy stole, który wydaje się wspólnym stołem konferencyjnym, a na kilku monitorach widzimy panoramiczny obraz sali, z którą jesteśmy połączeni.

Druga grupa rozwiązań to tzw. rozwiązanie Real Presence Experience. W specjalnie wybranym miejscu - z dala od szybów wind czy wyciągów klimatyzacyjnych - budowane jest pomieszczenie starannie wytłumione odpowiednią wykładziną, z podwieszanym sufitem i jednolitymi w strukturze ścianami. Wewnątrz znajduje się ściana projekcyjna, składająca się najczęściej z dwóch lub czterech ekranów projekcyjnych o przekątnej prawie 2 m, zamontowanych na wycinku okręgu podobnie do współcześnie instalowanych ekranów kinowych. Obraz na ekranie pojawia się za pomocą projekcji wstecznej, dając efekt delikatnego rozmycia (tzw. cinematic view). Ma to niebagatelne znaczenie przy kilkugodzinnej pracy przed takim ekranem - efektem jest mniejsze zmęczenie oczu. Uczestnicy konferencji siedzą w dwóch lub trzech rzędach foteli (sale mieszczą nawet do 28 osób), mając do dyspozycji ruchome ekrany LCD wbudowane w blaty stołów konferencyjnych. Na sali rozmieszczonych jest od kilku do kilkunastu głośników w systemie Surround, a mikrofony sufitowe zapewniają jej pokrycie niezależnie od zajmowanego miejsca. Na stole konferencyjnym znajduje się jedynie panel dotykowy, służący do nawiązywania połączeń. Osoby znajdujące się po drugiej stronie ekranu są widziane w skali 1:1. Ekrany stykają się tworząc całość, co powoduje, że osoba przemieszczająca się po drugiej sali nie zniknie z oczu, nie zostanie zniekształcona, tylko płynnie pojawi się w innej części sali. Wypada jeszcze dodać, że do prawidłowej pracy takiej sali potrzebne jest stałe, symetryczne połączenie na poziomie 10-15 Mb/s, a koszt takiej sali to nawet kilkaset tysięcy dolarów.

Nawet przy dzisiejszym kursie dolara trzeba zadać sobie pytanie, kogo w Polsce na to stać? Jest wiele list, na które można by się powołać - Top 20, 100, 200... Jest taka sama liczba korporacji, którym - wcześniej czy później - będzie to potrzebne. Obecnie setki firm pracuje zdalnie dzięki terminalom działającym w Standard Definition czy High Definition i nie wyobrażają sobie one dnia pracy bez wideokonferencji. Centrale największych korporacji finansowych wyposażają właśnie swoje oddziały w Europie Zachodniej w rozwiązania typu Real Presence Experience i jest jedynie kwestią czasu, kiedy pierwsze takie instalacje pojawią się u nas.


TOP 200