WhatsApp i ochrona prywatności

Wygląda na to, że należąca do Facebooka usługa WhatsApp wcale nie chroni prywatności użytkowników w takim stopniu, jak twierdzą jej twórcy. Zapewniają oni, że wiadomości wymieniane między użytkownikami tej usługi nie trafiają nigdy w ręce osób trzecich. A jak jest naprawdę?

WhatsApp
WhatsApp i ochrona prywatności

Fot. Pexels

Amerykański serwis ProPublica donosi, że przeprowadził dochodzenie w tej sprawie i ustalił, iż Facebook zatrudnia jednak na całym świecie ponad 1000 - jak to określa - pracowników kontraktowych. Są to osoby zajmujące się wyłącznie czytaniem wiadomości WhatsApp i analizowaniem zawartych w nich treści.

Ustalono, że zespoły takie funkcjonują np. w takich krajach, jak USA, Irlandia i Singapur, gdzie badają dziesiątki milionów wpisów, posługując się specjalnymi algorytmami podpowiadającymi im, na które z nich warto zwrócić uwagę.

Zobacz również:

  • Jak CISO i CIO powinni dzielić się odpowiedzialnością za cyberbezpieczeństwo
  • Cyberataki na państwo – nowy raport
  • Czy Facedbook stosuje podwójne standardy?

Facebook tłumaczy się, że chodzi tu tylko wykrywanie ewentualnych nadużyć i zapobieganiu rozpowszechniania określonych, zakazanych prawem treści. Treści takie są i tak w następnym etapie bardzo dokładnie weryfikowane, zanim dojdzie do jakiekolwiek ingerencji.

Sam Facebook zapewnia, o stosowaniu się do zasady, że nikt nigdy rutynowo nie czyta w firmie takich wiadomości, chociażby ze względu na to, że są one zaszyfrowane. Sami użytkownicy usługi mogą też zgłaszać nadużycie i dopiero wtedy wiadomość taka w wersji niezaszyfrowanej jest wysyłana do moderatora.

Można w ten sposób donosić o spamach czy innych budzących wątpliwości treściach, które mogą świadczyć o działaniach sugerujących postępowanie niezgodne z prawem. Facebook uważa, że w takich sytuacjach ma prawo odszyfrować wiadomość i sprawdzić jej treść, co w żaden sposób nie łamie zasady, że wszystkie wpisy (a jest ich każdego dnia ponad 100 mld) są szyfrowane w trybie end-to-end.


TOP 200