W kręgu domen internetowych

Faktyczna wyłączność wynikająca z rejestracji domeny przez lata nastręczała wiele trudności i wciąż stanowi źródło kłopotów. Koncentrują się one głównie wokół sporów o korzystanie z atrakcyjnych adresów.

Faktyczna wyłączność wynikająca z rejestracji domeny przez lata nastręczała wiele trudności i wciąż stanowi źródło kłopotów. Koncentrują się one głównie wokół sporów o korzystanie z atrakcyjnych adresów.

Wymierne znaczenie

Niezależnie od tego, jak kwalifikujemy z prawnego punktu widzenia uprawnienia wynikające z rejestracji domeny, zapewniają one faktyczną wyłączność osobie sprawującej nad nią kontrolę. Sytuacja taka niesie niejednokrotnie wymierne korzyści materialne. Można wyobrazić sobie nawet, iż prawa wynikające z rejestracji będą stanowić przedmiot wkładu niepieniężnego wspólnika przystępującego do spółki.

Domena internetowa może przedstawiać wartość większą niż znaki towarowe przysługujące przedsiębiorcy. Nic dziwnego, że o prawa do atrakcyjnych adresów toczą się boje. Ceny, za które są zbywane domeny, sięgają astronomicznych sum.

W styczniu 2006 r. domena sex.com została sprzedana za 14 mln USD.

Lata korzystania z domeny mogą wiązać się ze znacznymi nakładami. Warto więc dwa razy zastanowić się, zanim zrezygnujemy z dalszego jej utrzymywania. Zwłaszcza że nie mamy wpływu na ewentualną zmianę branży witryny, która pojawi się pod ponownie zarejestrowanym adresem. Nie każdy obecny na rynku przedsiębiorca chciałby, by jego wygasła domena kojarzyła się z treściami przeznaczonymi dla dorosłych internautów. Przykład z rodzimego podwórka - przez pewien czas niektóre z wygasłych domen Kas Chorych znalazły się w kręgu zainteresowania operatorów witryn pornograficznych.

Ograniczenie pierwszeństwa

W Polsce istnieje część domen krajowych, których nie może zarejestrować przeciętny użytkownik (przykładowo, nazwy domeny będącej nazwą gminy, powiatu, województwa).

W innych krajach bywa różnie. Dla przykładu przy rejestracji szwajcarskich domen krajowych .ch obowiązuje reguła "kto pierwszy, ten lepszy". W zasadzie niemal każdy może zarejestrować to, co chce. Wentylem bezpieczeństwa pozostaje możliwość odmowy rejestracji domeny, gdy zachodzi ewidentne ryzyko, że przez to organ rejestrujący będzie mógł ponieść odpowiedzialność prawną. Co ciekawe, w chwili obecnej szwajcarski rząd próbuje uzyskać kontrolę nad domenami suisse.ch, schweiz.ch, svizzera.ch utrzymywanymi dotąd przez prywatnego operatora. Jeszcze w połowie kwietnia 2006 r. można było pobrać z nich m.in. dzwonki do telefonów komórkowych ze szwajcarskim hymnem.

Trzeba jednak pamiętać, że w praktyce nie funkcjonuje coś takiego jak "prawo do pierwszeństwa rejestracji adresu" dla podmiotów prywatnych. Nawet gdy domena byłaby zbieżna z oznaczeniami, które indywidualizują przedsiębiorcę na rynku.

W rodzimym Internecie niektórzy użytkownicy otrzymują od firm zajmujących się usługami w zakresie rejestracji informacje o możliwości skorzystania z takiego prawa w zakresie domeny krajowej .pl. Ma to następować w sytuacjach, gdy analogiczny adres, tyle że w domenie .com, pozostaje w zakresie zainteresowania innego klienta takiej firmy. Informacje takie trudno traktować inaczej jak chwyt marketingowy, a zresztą mogą one budzić czasem wątpliwości z punktu widzenia zakazu przesyłania niezamówionych informacji handlowych.

Cybersquatting i inne spory

O tym, że przejawem nieuczciwej spekulacji domeną jest jej rejestracja, a następnie propozycja odsprzedaży z zyskiem, wie chyba każdy korzystający z Internetu. Co ciekawe, według danych WIPO zjawisko cybersquattingu w 2005 r. wzrosło o 20% w porównaniu z poprzednim rokiem (http://www.wipo.int/edocs/prdocs/en/2006/wipo_pr_2006_435.html ). Przy czym ponad 80% sporów rozstrzyganych w ramach arbitrażu WIPO dotyczyło domen .com.

Grabież domen nie wyczerpuje jednak problemów wokół adresów internetowych. W styczniu bieżącego roku zapadło pierwsze rozstrzygnięcie sądu francuskiego poświęcone domenie .eu. Jego przedmiotem był spór o domenę eurostar.eu, co do której tego samego dnia wnioski o rejestrację złożyły dwie firmy wykorzystujące na rynku analogiczny znak towarowy - EUROSTAR. Sąd w Paryżu nie zajął się rozstrzygnięciem problemu wskazując, iż właściwy dla niego pozostaje arbitraż domenowy.

Warto o tym wiedzieć, by w przyszłości nie narazić się na niepotrzebne koszty, inicjując spór przed rodzimym dla powoda sądem. Nawet gdy w grę wchodzi spór pomiędzy dwoma podmiotami, na równi uprawnionymi do korzystania z konkretnego znaku towarowego. Zwłaszcza że dopiero od kwietnia 2006 r. zniknęły bariery dla rejestracji domen .eu.

Kruczki pośredników

Wielu użytkowników korzysta z firm zajmujących się obsługą domen, przy czym nie ma przeszkód do zmiany tego rodzaju usługodawcy. Dotychczasowy operator jest jednak zobowiązany do przekazania na żądanie użytkownikowi kodu authinfo. wyraźnie zastrzega, że realizacja tego obowiązku nie może być uzależniona od dodatkowych warunków. Zdaje się to oczywiste i w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę swobodę wyboru konsumentów.

Tyle o idealnych założeniach. Problemem może być bowiem "obwarowanie" promocyjnych usług minimalnym okresem trwania umowy. Innymi słowy, użytkownik powierzając usługę domeny godzi się na utrzymywanie jej przez okres powiedzmy roku. Jeśli zdecyduje się na zmianę obsługującego, będzie musiał zapłacić określoną kwotę. Inny przykład to zablokowanie możliwości transferu domeny na kilka pierwszych miesięcy obsługi.

Pojawia się więc dylemat. Z jednej strony istnieje zakaz ograniczania swobody konsumentów w zakresie obsługi domen. Druga strona medalu to swoboda kontraktowania - dodatkowe opłaty manipulacyjne za rezygnację z usług przypominają kary umowne. Z perspektywy prawa cywilnego, nawet gdy firma przekaże kod pozwalający na transfer obsługi, mogłaby dochodzić należności od abonenta na drodze sądowej. Sytuacja wydaje się więc skomplikowana, a użytkownicy starają się zawiadamiać NASK o przypadkach tego rodzaju klauzulach umownych.

Ograniczenia rodzimego arbitrażu

W przypadku domen .pl zapis na arbitraż domeny jest obowiązkowy. Bez niego nie ma możliwości zarejestrowania domeny. Dodatkowo NASK po poinformowaniu o toczącym się sporze o nazwę domeny, zablokuje możliwość jej transferu do czasu jego rozstrzygnięcia. Gdy obie strony mają siedzibę poza terytorium RP, spór rozstrzygać będzie Centrum Arbitrażu WIPO. Warto pamiętać też, że rodzimy arbitraż domenowy ma ograniczony zakres. Pod rozwagę bierze się tylko fakt rejestracji domeny, nie zaś całokształt działalności z nią związanej.

Interesujący pozostaje w tym względzie wyrok Sądu Polubownego z 9 stycznia 2006 r., rozstrzygający spór o adres friko.pl. Powód żądał stwierdzenia naruszenia jego praw, podnosząc, iż doszło do pasożytniczego wykorzystania renomy znaku towarowego friko, do którego używania jest uprawniony. Korzystanie ze spornej domeny stanowić miało też czyn nieuczciwej konkurencji - wprowadzanie w błąd co do komercyjnego charakteru usług oferowanych za jej pomocą. Abonent domeny skwitował argumentację strony przeciwnej tym, że jest to próba przejęcia dotychczasowego dorobku i klientów związanych z domeną. Ostatecznie Sąd uznał, iż w tym wypadku nie doszło do naruszenia praw do znaku towarowego. Co ciekawe, przyjęto jednocześnie, że z rejestracji znaku towarowego nie można wywodzić uprawnień do domen zawierających analogiczne oznaczenia. Nawet gdy znak towarowy odnosi się do usług, które mają być świadczone przez Internet.

Równie praktycznym zagadnieniem jest fakt, że Sąd Polubowny w swoich rozważaniach ogranicza się tylko do kwestii naruszenia prawa przez rejestrację.

W omawianej sprawie doprowadziło to do oddalenia powództwa. W innej ze spraw nie doszukano się naruszenia prawa w samej rejestracji domeny euro.pl. Pozostałe roszczenia, co do których arbitraż nie jest właściwy, można realizować na drodze sądów powszechnych. Wiążą się z tym jednak mankamenty natury finansowej i czasowej.

Zła wiara rejestrującego

Głównym problemem w ramach wielu sporów o domeny jest ustalenie, czy doszło do rejestracji adresu w złej wierze. Najprostszy przykład to chęć odsprzedaży domeny za sumę, która przekracza znacznie koszty jej rejestracji. Co ciekawe, o złej wierze może świadczyć umieszczenie na stronie WWW licznika, by ocenić potencjalne zainteresowanie domeną. Nawet jeśli nie skierowano bezpośredniej propozycji zbycia praw do rejestracji (decyzja Centrum Arbitrażu WIPO nr 2000-0010 w sprawie Home Interiors & Gifts, Inc. v. Home Interiors). W określonych sytuacjach nawet bierne utrzymywanie domeny może być traktowane jako dowód świadczący o złej wierze rejestrującego.

Dla porównania, w definicji spekulacyjnej rejestracji na potrzeby arbitrażu dotyczącego domen .eu za przejaw złej wiary, świadczący o rejestracji adresu w celu uniemożliwienia korzystania uprawnionemu używania zawartego w nim zwrotu, uznano między innymi brak właściwego korzystania z domeny w przeciągu dwóch lat od chwili uzyskania kontroli nad nią.

Zwróćmy uwagę na drugą stronę medalu. Złą wiarę rejestrującego trzeba udowodnić. Przygotowując się do ewentualnych sporów o prawa do rejestracji domen, warto zgromadzić odpowiedni materiał dowodowy. Może to być tradycyjna i e-mailowa korespondencja, a zwłaszcza ewentualne propozycje zbycia domeny, screeny ukazujące zawartość witryny.