VATowy bałagan podatkowy

5 lipca tego roku miał być dla polskiego systemu podatkowego dniem przełomowym. Podatki będą nareszcie ujednolicone i uporządkowane, a rozliczenia z urzędami skarbowymi maksymalnie uproszczone - zapewniali przedstawiciele Ministerstwa Finansów jeszcze w końcu czerwca. I oto minął miesiąc od tego przełomu i zobaczmy jaka jest rzeczywistość.

5 lipca tego roku miał być dla polskiego systemu podatkowego dniem przełomowym. Podatki będą nareszcie ujednolicone i uporządkowane, a rozliczenia z urzędami skarbowymi maksymalnie uproszczone - zapewniali przedstawiciele Ministerstwa Finansów jeszcze w końcu czerwca. I oto minął miesiąc od tego przełomu i zobaczmy jaka jest rzeczywistość.

Wiceminister finansów Witold Modzelewski na konferencji prasowej 21 lipca br. wyraził urzędowy optymizm. Ogólnie ceny wzrosły nie tak bardzo, jak się wcześniej spodziewano. Następstwem wprowadzenia podatku od towarów i usług (VAT) w miejsce podatku obrotowego, ceny poszły w górę przeciętnie o 1,5%, mimo iż maksymalna stawka VAT wynosi 22%. Na tak niski wzrost cen pewien wpływ miały z pewnością wcześniej zapowiedziane akcje kontrolne w całej sieci dystrybucyjno- handlowej. Kary dla handlowców podnoszących ceny bez uzasadnienia przewidziano bardzo dotkliwe, z odebraniem licencji włącznie. Państwowa Inspekcja Handlowa i urzędy kontroli skarbowej ogłosiły stan podwyższonej gotowości. Miały one szybko reagować na sygnały od klientów, w obronie których Federacja Konsumentów rozpoczęła, zakrojoną na szeroką skalę akcję "Pilnuj cen". Pomagała jej w tym zagraniczna firma "Ogilvy Adams & Rinehard", prowadząca na zlecenie Ministerstwa Finansów kampanię podatkową.

Przygotowano więc potężną kolubrynę na przeciwnika, który okazał się zaledwie muchą. Sprawdziło się to, co poniektórzy przewidywali jeszcze na początku czerwca, że ceny na towary, a tym bardziej usługi, nie mogą zbyt wzrosnąć, skoro przed podwyżkami nie było na nie popytu. Sondaże przeprowadzane wśród konsumentówp rzez "Demoskop" wykazują niezmiennie od pół roku zastój w zakupie dóbr trwałego użytku, natomiast systematycznie maleje popyt na usługi i być może dojdzie do absolutnej autarchii potencjalnych klientów. Samowystarczalność usługowa jest dziś w Polsce daleko posunięta.

Wytworzona sztucznie psychoza tuż przed 5 lipca spowodowała tylko krótkotrwałe pozbywanie się "gorącego" pieniądza przez pewną, waską grupę zasobnych panikarzy. Napełnili oni kasy wielu firmom, w tym również komputerowym, uwalniając je od zbędnych zapasów, łacznie ze sprzętem przestarzałym i niechodliwym. Teraz, po zastanowieniu się, wielu przedVATowych kupców z pewnością dojdzie do przekonania, że ich zyski są iluzoryczne. W przeciwieństwie do zysków dystrybutorów i dealerów. Sonda przeprowadzona u kilku z nich wykazała rzeczywiście nadzwyczajne obroty w czerwcu, często większe niż w grudniu, miesiącu powszechnie uważanym za "żniwa" w branży komputerowej. Teraz, w większości z nich, nastąpił zastój i bilans po pewnym czasie wyjdzie na zero.

Wiceminister Modzelewski sam przyznał, że "najskuteczniejszym lekarstwem na inflację jest mały popyt". Handlowcy, mimo wzrostu obciążenia podatkowego, nie podnoszą cen, bo nie mają szans na sprzedanie drogich towarów. Napracowała się tylko Państwowa Inspekcja Handlowa, bo skontrolowała kilka tysięcy placówek handlowych, ale efekt kontroli był więcej niż mierny. W całym kraju tylko 50 handlowców podniosło ceny, choć obowiązujące ich stawki VAT nie zmuszały do tego.

Z głośnej akcji konsumenckiej "Pilnuj cen" efekty były jeszcze skromniejsze. Do warszawskiego Urzędu Kontroli Skarbowej po 5 lipca br. wpłynęły zaledwie 3 (trzy) pisemne doniesienia na właścicieli sklepów, którzy - zdaniem konsumentów - bez uzasadnienia podnieśli ceny oferowanych towarów. Wicedyrektor U.K.S., Eulalia Zieniuk, znikomą liczbę skarg na nierzetelnych handlowców, tłumaczy brakiem podstaw do oskarżeń. Handlowcy, w przeciwieństwie do urzędników, potrafią kalkulować.

W urzędach skarbowych, bardziej od VAT-u obawiają się zapowiedzianych, jesiennych podwyżek cen paliw i energii, które mają bardziej cenotwórczy wpływ na resztę towarów i usług.

Jedną z głównych idei VAT na świecie jest zasada bezwyjątkowości. Wszyscy powinni płacić podatki i na tym polega rynkowość. U nas, zasada ta jest praktycznie nie do zrealizowania. O przywileje walczyły różne branże i grupy i oczywiście wywalczyły je. Okazuje się, że mogą się nimi zadławić. Konkurencja nie toleruje uprzywilejowanych, tym bardziej, że faktu tego nie można ukryć. Wprowadzony system rachunków i faktur wymaga wpisania, zarówno przez sprzedawcę, jak i nabywcę, czy jest płatnikiem podatku VAT, czy nie.

Coraz więcej firm zwolnionych z podatku od towarów i usług skarży się, że nikt nie chce wchodzić z nimi w kontakty gospodarcze. Dotyczy to szczególnie branży komputerowej, gdzie eliminowani są dostawcy nie płacący VAT. Hurtownikowi, zwolnionemu z podatku od towarów i usług trudno jest zawrzeć jakąkolwiek transakcję i często dobrowolnie rezygnuje z przywileju zwolnienia. Zwolnieni z podatku z mocy prawa (obroty poniżej 600 mln zł) traktują to często nie jako przywilej, a swoistą karę. Mniejsze firmy nie muszą płacić VAT-u, ale też nie dostają zwrotu podatku, który zapłacili rozliczając się z dostawcą. Na rynku traktowani są jako "straganiarze", a nie poważni handlowcy.

Znana firma dystrybucyjna sprzętu komputerowego DHI jest oczywiście płatnikiem VAT, gdyż jej obroty w ub. r. wyniosły ok. 92 mld zł. Jej sytuacja po 5 lipca br.- zdaniem kierownika działu obsługi rejonu Polski Płd., Sylwestra Grzebienia - nie zmieniła się jakościowo.

"Dla płatników VAT nie podnieśliśmy cen, wzrosły one jedynie w stosunku do użytkowników końcowych. Na rachunkach dla nich wpisujemy cenę starą i osobno 22% kwotę VAT-u. Uprawnieni będą mogli ją odzyskać. Straci na tym tzw. sfera budżetowa (m.in. szpitale, szkoły), która przedtem była zwolniona z podatku obrotowego i teraz musi płacić VAT. Nam przybyło jedynie biurokratycznych obowiązków związanych z odliczaniem i doliczaniem kwot VAT-owych, wypisywaniem skomplikowanych rachunków, faktur i prowadzeniem całej ewidencji".

"...Ustawa podatkowa była pomyślana jako porządkująca, wprowadziła jednak spore zamieszanie i bałagan prawny. Ciągle wydawane są przepisy wykonawcze prostujące poprzednie. Przykładów jest mnóstwo; tabela celna jest niezgodna z tabelą statystyczną. W jednej jest np. doliczany podatek VAT w wysokości 22% a w drugiej tylko 7% na ten sam towar".

"...Ogromnie skomplikowała sie sprawa z przyjmowaniem zamówień. Starzy klienci zawsze zamawiali towar telefonicznie. Teraz jest to niemożliwe. Obsługa klienta została maksymalnie skomplikowana, jak również księgowość. Miało być uproszczenie, ale jest wręcz odwrotnie".

W nieco innej sytuacji jest ZETO-RODAN, realizator dużych przedsięwzięć informatycznych "pod klucz", jak również dostawca sprzętu komputerowego i oprogramowań. Dyrektor ZETO-RODAN, Władysław Bogucki, tak charakteryzuje powstałą sytuację:

"VAT bije naszych klientów, nie nas. My płacimy podatek i później go odzyskujemy. Klient - nie. Z tego powodu globalnie zmaleje popyt na usługi, chociaż my jeszcze tego nie odczuwamy. Powstało ogromne zamieszanie z powodu psychozy, że wszystko zdrożeje o 22%. Okazało się, że dla pewnych klientów ceny się obniżyły. Przedtem płacili podatek obrotowy, ale bezzwrotny, teraz płacą wyższy VAT, który jest zwracany, gdy przedsiębiorstwo inwestuje w środki trwałe. VAT działa proinwestycyjnie i to jest jego ważna zaleta".

"...Bezsprzecznie negatywnie trzeba ocenić stronę organizacyjno-prawną przy wprowadzaniu tego podatku. Niejasność i często sprzeczność przepisów wykonawczych doprowadziła do wielkiego bałaganu. Wzrosła nadmiernie biurokracja. W moim przedsiębiorstwie musiałem zatrudnić dodatkową osobę w księgowości do papierkowych robót".

Bałagan podatkowy powiększy się, gdy nastąpi okres sprawdzania deklaracji i innych dokumentów, które zaleją urzędy już niebawem. Wszystko trzeba będzie wykonać ręcznie, gdyż nie ma przecież komputerowego systemu rejestracji podatników, wprowadzania danych, wykrywania błędów i oszustw. System "Poltax", który miał temu służyć, opracowywany przez francuską firmę BULL, nie wiadomo czy będzie gotowy do końca tego roku. Pisaliśmy wielokrotnie o kłopotach z tym systemem. Pomyłek i błędów w fakturach, deklaracjach i sprawozdaniach podatkowych będzie mnóstwo, gdyż wiedza społeczeństwa o nowym podatku jest - jak wykazują sondaże - bardzo powierzchowna. Jest to wina w głównej mierze resortu finansów. Przykładem indolencji tego resortu jest fakt, że w miesiąc po wprowadzeniu nowego podatku nie ma jeszcze jednolitego wzoru tak podstawowych dokumentów, jak faktura VAT i rachunek uproszczony.


TOP 200