Twarz na zawołanie

Wśród powszechnych zachwytów na temat tzw. serwisów społecznościowych (LinkedIn, Facebook, a także polskie GoldenLine.pl i Nasza-Klasa.pl) umyka jeden istotny fakt.

Wśród powszechnych zachwytów na temat tzw. serwisów społecznościowych (LinkedIn, Facebook, a także polskie GoldenLine.pl i Nasza-Klasa.pl) umyka jeden istotny fakt.

Korzystając z nich - co stało się już obowiązkiem towarzyskim tej samej wagi, co oglądanie "Skazanego na śmierć" i wyszydzanie peronu we Włoszczowie - osadzamy się trwale i nieodwołalnie nie tylko w wirtualnej rzeczywistości, ale w społeczności w ogóle. Profil w takim serwisie plus potencjał wyszukiwarki to możliwość zweryfikowania faktów na nasz temat w każdym momencie przez każdego (pracodawcę, bank, narzeczoną) w ciągu kilku minut.

A przecież to złudzenie, że zawsze chcemy znać prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Odwrotnie: uwielbiamy oszukiwać i być oszukiwani. Prasa donosi raz na jakiś czas o kolejnym wcieleniu "Tulipana", który pozbawił pieniędzy i dobrego imienia kilka zamożnych wdów, podstarzałych panien i niespełnionych mężatek podając się za libańskiego księcia na wygnaniu (a w rzeczywistości: studenta z Albanii). Raz po raz odkrywa się "lekarzy" i "adwokatów", którzy przez ostatnie 20 lat prowadzili praktykę w jakiejś miejscowości pomimo braku formalnych kwalifikacji i kierunkowego przygotowania. Czy udawało się im tylko dlatego, że starannie sfałszowali dyplom i pieczęcie? Nie, także dlatego, że ludzie do nich chętnie przychodzili. W Polsce szczególnie kochamy oszustów - mieliśmy swojego Tymińskiego, austriackiego "konsula" i Turka, który pod Białą Podlaską budował Las Vegas.

Przewiduję, że owa "powszechna przeźroczystość" skończy się wielkim płaczem. Odarci z prywatności oraz możliwości kreowania własnego wizerunku, w niewoli Facebooków i Google'a zaczniemy tęsknić za czasami, w których nowy ciuch, makijaż oraz kilka przeczytanych książek pozwalały uchodzić nam za kogoś zupełnie innego. Najbardziej poszkodowaną grupą będą kobiety, dla których "przebieranki" to stara jak świat strategia pozyskiwania przyjaciół i nie tylko.

Za parę lat pojawi się pewnie nowa profesja. Specjalista - za odpowiednią opłatą oczywiście - doprowadzi do tego, ze internetowy image będzie zgodny z zadanym. Umieści klienta w odpowiednim towarzystwie w LinkedIn, stworzy odpowiednią historię edukacyjną i tak wybierze zdjęcia, żeby przedstawiały obraz pożądany przez zleceniodawcę, a jednocześnie wiarygodny. I wtedy wszystko wróci do normy - znów będziemy mogli oszukiwać się i być oszukiwani, a serwisy społecznościowe staną się po prostu kolejnym medium kreowania wizerunku, jak ubiór, język czy grono znajomych