Totalitaryzm zhumanizowany?

Pracownicy nowocześnie zarządzanych firm nie potrafią dzisiaj ocenić, czy korporacje wyzyskują do cna ich talenty i energię, czy - wręcz przeciwnie - troszczą się o rozwój ich intelektu i osobowości.

Pracownicy nowocześnie zarządzanych firm nie potrafią dzisiaj ocenić, czy korporacje wyzyskują do cna ich talenty i energię, czy - wręcz przeciwnie - troszczą się o rozwój ich intelektu i osobowości.

W jednym z ostatnich magazynów Gazety Wyborczej opublikowano reportaż przedstawiający młodych ludzi, którzy rozczarowali się do pracy w wielkich firmach lub nie wytrzymali narzuconego w nich tempa pracy. Reportaż z pewnością nie odzwierciedla obiektywnie rzeczywistości, albowiem oddziałuje na czytelnika nagromadzeniem negatywnych faktów i zjawisk, podczas gdy w realnym przedsiębiorstwie negatywne i pozytywne wielkie wydarzenia przemieszane są z codziennością i zwyczajnością. W życiu opisywana tendencja - wyzysku młodych, pełnych zapału i ambicji pracowników przez korporacje - nie narzuca się z taką oczywistością, wielu wręcz zaprzeczy jej istnieniu. Jednak, tak jak nie ma dymu bez ognia, tak i pojawienie się tego reportażu sygnalizuje, że po czasach bezmyślnego przyzwolenia dla wszystkich aspektów zachodniego kapitalizmu albo równie bezmyślnego jego odrzucania, przyszły czasy zastanowienia, co tak naprawdę oznacza nowy styl pracy i życia dla naszej duszy, mentalności, światopoglądu.

Wybór faustowski

W sukurs narzekaniom i rozumowaniu pracowników "po przejściach" idzie Krzysztof Obłój, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Używa mocnych słów. "Nowoczesne korporacje to organizacje totalitarne. Dzięki temu są tak efektywne. Przecież firma istnieje nie po to, aby jej pracownikom się dobrze żyło, lecz po to, by przynosić zyski właścicielom." Wniosek z tego jest dość niepokojący: korporacja może mieć zyski tylko wtedy, gdy pracownikom wiedzie się byle jak, a już na pewno wtedy, gdy pracownicy nie są zbyt dumni. Przytoczone są także opinie innych naukowców, które nie pozostawiają złudzeń: aby nowo zatrudniony pracownik dobrze pracował, najpierw należy go upokorzyć, pokazać, że jest marnym pyłem wobec potęgi korporacji. "Praca w wielkiej korporacji to wybór faustowski. W imię kariery i pieniędzy poświęca się duszę" - twierdzi profesor Krzysztof Obłój. Praca w nowoczesnej gospodarce jest sprzeczna z powołaniem i naturą człowieka? Jest to chyba niewłaściwy kierunek myślenia, który prowadzi w ślepy zaułek frustracji, apatii, bezczynności.

Inwestycja humanistyczna

Może zatem należałoby wierzyć tym specjalistom i praktykom zarządzania, którzy dowodzą, że najcenniejszym zasobem firmy są jej pracownicy: ich wiedza, umiejętności, aspiracje, energia, kreatywność i ich zgoda na to, aby ogromną część swego człowieczego potencjału przeznaczyć dla swojej firmy. Przodujące w świecie przedsiębiorstwa, a także wiele firm bez ambicji dominowania, zarządza personelem ze szczególną rozwagą. Począwszy od rekrutacji, poprzez wewnętrzne szkolenia, organizację pracy, systemy wynagradzania, aż po formowanie kulturalne - liczne i różnorodne działania mają na celu spotęgowanie w załodze pomysłowości, rzetelności, efektowności, a także zadowolenia i chęci do pracy, do życia. Menedżerowie, jak nigdy dotąd, mają świadomość, że sukces firmy, a także ich samych zależy od woli, solidności i talentów personelu. Jeśli pracownicy nie będą pracować z intencją przysporzenia firmie zysku, znaczenia i poważania, to wszelki inny kapitał tej firmy zostanie zmarnowany. Ludzie są dzisiaj kluczem do sukcesu w biznesie. Zatem dbałość o personel - a nie przymus, kontrola, poniżanie - jest w dobrze pojętym interesie każdego pracodawcy.

Nie wszyscy menedżerowie potrafią dobrze zarządzać ludźmi, nie wszyscy praktykują nowoczesne podejście do personelu. Wielu - w obawie o swój prestiż i stanowisko - wcale nie pragnie samodzielnych, kompetentnych, świadomych swojej wartości pracowników. Nie zmienia to jednak faktu, że dzisiaj - kiedy konkurencja w dziedzinie jakości, innowacyjności i szybkości komercjalizowania pomysłów gwałtownie nasiliła się - losy firm zależą od osobowości i intelektu zatrudnionych w nich ludzi.

Mięczaki i mocarze

Zestawienie doświadczeń i samopoczucia młodych Polaków rozczarowanych do pracy w korporacjach z intencjami i interesami ich pracodawców wprowadza kompletny zamęt w dotychczasowe stereotypy myślenia o biznesie, pracy, kapitalizmie oraz potrzebach i motywacjach człowieka. Być może jest tak, że rozwój świadomości i metod działania korporacji jest znacznie szybszy i przebiega bardziej konsekwentnie niż dojrzewanie młodego człowieka. Firmy wcześniej niż pracownicy wiedzą, czego chcą, do czego dążą i jakimi środkami. Oddziałują na pracowników zgodnie z wypracowaną metodologią, wywołując w nich zachowania pożądane dla dobra firmy. Młodzi ludzie przychodzący do pracy nie są natomiast w pełni świadomi, na czym polega ich człowieczeństwo i powołanie na tym świecie, jakie są w związku z tym ich cele życiowe, jakie miejsce w ich planie życiowym powinna mieć praca i czego od niej powinni żądać. Nie są partnerami dla dojrzałych korporacji. Stają do pracy - a więc do negocjacji swoich interesów - ze słabą szansą wygranej. Przegrana oznacza, że będą wyzyskiwani intelektualnie albo emocjonalnie, albo fizycznie w zależności od charakteru pracy. Wyzysk zaś będzie wynikał nie z intencji i siły pracodawcy, lecz ze słabości i infantylności pracownika.

To nie korporacje są totalitarne, tylko my jesteśmy na tyle lekkomyślni, że wchodzimy w zwarcie z nimi bez odpowiedniego duchowego i kulturowego przygotowania, bez moralnych i ideowych fundamentów. Ot, dla kariery i pieniędzy.