Tomasz Czechowicz

W latach 1990-1998 współzałożyciel i prezes JTT Computer. Od maja 1998 r. założyciel i prezes Grupy MCI, której portfel inwestycji od 2001 r. wzrósł z 32 mln zł do ponad 300 mln zł. Grupa MCI specjalizuje się w inwestycjach typu private equity w Europie Środkowo-Wschodniej w sektorach: TMT, usług finansowych, opieki zdrowotnej, lifescience/biotechnologii.

Teraz czy przed laty wyższy był poziom projektów, o których dofinansowanie starali się ich pomysłodawcy? Zdecydowanie teraz! Dużo wyższa jest dziś jakość przedsiębiorstw, jak i zespołów nimi zarządzających. Dwadzieścia lat temu o sukcesie decydował przypadek, co dodatkowo ułatwiała niewielka konkurencja. Jakąkolwiek by się wówczas działalnością nie zajęło, można było liczyć na sukces. Wystarczyło nie bać się i zaryzykować. Znacznie trudniej było już jednak utrzymać się na rynku, o czym świadczy los wielu firm, ostatnio niestety Techmeksu. Dekadę, dwie dekady temu mieliśmy do czynienia z chałupnictwem. Dziś przedsiębiorcy są w pełni profesjonalni. Większa jest też przewidywalność otoczenia biznesu. W 1995 r. mieliśmy do czynienia z chaosem systemu podatkowego i finansowego. Brakowało też profesjonalnej kadry menedżerskiej. Dziś jednak również nikt nie może być pewny swojej pozycji. Czy Bill Gates, zakładając 30 lat temu Microsoft, mógł się spodziewać, że nagle wyrośnie mu konkurencja ze strony Google? Grupa MCI zarządza portfelem funduszy private equity, część z nich inwestuje w przedsiębiorstwa na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Być może kiedyś jedno z nich zagrozi z kolei Google albo innemu dzisiejszemu potentatowi na rynku internetowym. Tym bardziej że teraz dużo łatwiej buduje się firmy globalne. Choć o wiele prościej jest wymyślić ciekawą technologię, niż zbudować efektywną organizację, ale to już nasza rola.

Mamy nawet ciekawą, czeską spółkę, która może zawojować rynki światowe. Dlaczego Czechom udaje się częściej niż Polakom? Duże znaczenie ma zapewne fakt, że rynek czeski jest mały, a to od razu implikuje myślenie o tym, aby stać się firmą globalną. Tym bardziej że w Czechach giełda jest "słaba", a to utrudnia zdobycie funduszy przeznaczanych na konsolidację rynku. Trzeba rosnąć organicznie. W Czechach też zawsze sporo było ekspatów, którzy wnosili do tamtejszych spółek doświadczenie z zachodnich korporacji. Do niedawna lepszy też był dostęp do funduszy. W Stanach Zjednoczonych jedynie Oracle był w stanie rozwinąć się bez zewnętrznego finansowania. Pozostałe spółki, w tym Microsoft, korzystały ze wsparcia finansowego i merytorycznego branży venture capital. Google także nie byłoby tam gdzie teraz jest, bez największych tego typu funduszy z Sillicon Valley.

Przez ostatnie pięć lat jednak sytuacja w Polsce znacząco poprawiła się pod tym względem. Coraz więcej jest funduszy inwestujących w spółki na wczesnym etapie ich rozwoju. Sama Grupa MCI ma dwa takie, a wkrótce uruchomimy kolejne dwa. Powstał też Krajowy Fundusz Kapitałowy, który wspiera fundusze venture capital. Takie rządowe wsparcie miały fundusze w Izraelu. Dlatego zapewne jest ich teraz niemal tyle, ile w Wlk. Brytanii, a tamtejsze spółki technologiczne zdobywają rynki światowe. Dodatkowo - dzięki NewConnect - jest teraz znacznie łatwiej o kapitał z giełdy, a wokół polskich szkół wyższych powstały Inkubatory Przedsiębiorczości. Wszystkie te działania muszą w końcu zacząć procentować! Choć przydałyby się jeszcze większe nakłady na prace badawczo-rozwojowe i zachęty podatkowe. Francuski rząd pozwala np. na odliczenie od podatków inwestycji venture capital.


TOP 200