To nie mrowisko

Główny koszt perfekcyjnego zarządzania zasobami ludzkimi polega na osłabieniu - u idealnie ukształtowanych pracowników - odporności na nie znane jeszcze ciosy przyszłości.

Główny koszt perfekcyjnego zarządzania zasobami ludzkimi polega na osłabieniu - u idealnie ukształtowanych pracowników - odporności na nie znane jeszcze ciosy przyszłości.

Gdy zajrzymy do ula, mrowiska czy termitiery, zobaczymy idealne zarządzanie zasobami owadzimi i to mimo braku specjalnego działu kadr. Marzeniem szefów każdej firmy w konkurencyjnym środowisku wolnego rynku jest zbliżyć się do tego ideału koordynacji, mobilizacji i identyfikacji pracowników z rolą zawodową. Chodzi o to, aby wszystko grało jak w ulu.

Rozwój technologii zarządzania ludźmi jest w ostatnich kilkudziesięciu latach imponujący. Coraz więcej osób przypomina owadzi ideał. Ale i coraz głośniej stawiane jest pytanie o koszty tej doskonałości. A koszty bywają ogromne, choć często słabo widoczne, bo odroczone lub celowo maskowane. Wynikają one z prostego faktu, że ludzie nie są owadami. Pszczoła lub mrówka jest genetycznie zaprogramowana na idealnego pracownika. Jej firma jest domem na całe życie. Nie ma innej roli do spełnienia poza tą jedną, zawodową. Jeśli rój czy mrowisko zginie, to ona razem z nim. Człowiek zaś nie jest genetycznie zaprogramowany do pełnienia jednej tylko roli w życiu. Jest wielowymiarowy. Ponadto większość ról pełni przejściowo. Żadne miejsce i identyfikacja nie są na całe życie. Wszelka przesada w identyfikacji z jedną tylko rolą jest groźna, ponieważ utrudnia mu pełnienie innych ról i potęguje psychologiczne konsekwencje wszelkiej zmiany.

Zarządzanie zasobami ludzkimi to w istocie bardziej lub mniej umiejętne pozbawianie człowieka atrybutów (pragnień, emocji, celów, satysfakcji), które nie tworzą wartości dodanej firmy po to, by stworzyć miejsce do rozwoju cech pożądanych. Czy to jest manipulowanie, zniewalanie i odbieranie godności? Zapewne w wielu przypadkach tak. Ale groźniejsze jest co innego. Główny koszt polega na osłabianiu u idealnie ukształtowanych pracowników odporności na nie znane jeszcze ciosy przyszłości. Zasada jest prosta: człowiek jednowymiarowy jest bardziej podatny na zaburzenia psychiczne w okresach życiowych kryzysów. Coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę psychologowie i psychiatrzy. Pisze o tym między innymi angielski psychiatra Raj Persaud w książce "Pozostać przy zdrowych zmysłach". Wzrost zaburzeń psychicznych w społeczeństwach, które są coraz lepiej zorganizowane i którym coraz lepiej powodzi się materialnie, nie jest paradoksem, ale prostą konsekwencją kaleczącego psychikę postępu.

Czy z tej drogi można zawrócić? Wszystko wskazuje na to, że nie. Tak jak nie zlikwidujemy już dopingu w sporcie. Doskonalenie zarządzania zasobami ludzkimi jest, podobnie jak doping u sportowców, typową pułapką społeczną: jeśli my tego nie zrobimy, zrobią to inni, nasi konkurenci. Jeśli chcemy być lepsi, ba, jeśli w ogóle chcemy przetrwać na bezwzględnie konkurencyjnym rynku, musimy dać z siebie wszystko, bez względu na odroczone koszty. Ale zgadzam się z prof. Krzysztofem Obłójem, że psychologiczne szkody wynikające z doskonalenia ludzi w ich rolach zawodowych mogą być jeszcze większe, gdy zabierają się do tego dyletanci.

<hr size=1 noshade>Prof. Janusz Czapiński jest psychologiem społecznym, pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.


TOP 200