Ten system jest koniecznością

Z Michałem Milczarkiem, wicedyrektorem Biura Przekształceń Systemowych w Ochronie Zdrowia w Mnisterstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, rozmawia Olo Sawa.

Z Michałem Milczarkiem, wicedyrektorem Biura Przekształceń Systemowych w Ochronie Zdrowia w Mnisterstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, rozmawia Olo Sawa.

Zanim Rejestr Usług Medycznych ruszył na dobre w Pile, już pojawiają się głosy, by cały projekt wycofać.

Reformatorzy nigdy nie mieli w tym kraju łatwo. Podejrzewam, że dane, które zaczęliśmy otrzymywać po pierwszych miesiącach wprowadzenia kuponów RUM, zbulwersowały na tyle niektórych lekarzy, iż za wszelką cenę starają się oni położyć kres naszej działalności. Obecnie zaledwie dwa lata dzielą nas od dnia, w którym rejestr stanie się podstawą zarówno rozliczeń między ośrodkami medycznymi, jak i mechanizmem kontroli kosztów leczenia w całym kraju.

Właśnie pytanie o koszt wprowadzenia systemu pojawia się obecnie najczęściej.

Jeśli uczciwie odpowiem, zostanie to wykorzystane przeciwko systemowi... Wiemy, ile kosztuje reforma. Obliczyliśmy to zarówno wtedy, kiedy powstawał system "czarnkowski", jak i teraz, gdy przygotowujemy się do połączenia powstałych biur RUM w całość. Pytając o koszt realizacji RUM, trzeba jednocześnie pamiętać o wydatkach obecnie ponoszonych. Kto płaci sekretarkom za wypełnianie formularzy statystycznych? Drukarzom za wykonanie milionów recept w ciągu roku? Książeczka RUM zastąpi 12 różnych dokumentów, które są dzisiaj wypełniane przez armię urzędników, notabene zupełnie do tego nie przygotowanych, np. pielęgniarki. Pan uważa, że wprowadzenie jednej recepty będzie kosztować 30 gr. My oceniamy, że będzie to 10 gr. Domyślam się, że nie wie pan, iż jeden druk wprowadza się, z zegarkiem w ręku, przez 40 sekund.

Jakie zatem będą koszty reformy?

Wprowadzenie rejestru w całym kraju kosztować ma budżet państwa mniej niż 200 mln zł. Do tej pory wydano 80 mln zł, a reszta wydatków ma być rozłożona na najbliższe dwa lata. Co rok podatnicy będą też płacić 80 mln zł na utrzymanie RUM. Teraz - płacą 70 mln za coś, co nie bardzo można nawet nazwać. Czyli podatnicy będą dokładać do systemu, który pozwoli mu w pełni zrealizować potrzeby medyczne, 10 mln rocznie. Nie jest to więc pół miliarda, jak sądzą niektórzy.

Dlaczego akurat 200 mln zł, a nie 800, czyli tyle, ile Zakład Ubezpieczeń Społecznych zapłaci za podobny, bo ogólnopolski system informatyczny? Dlaczego 10 gr, skoro - jak Pan wie - koszt informacji nie zamyka się w 40 sek jej wprowadzania, ale w całej historii obliczeń, transmisji i archiwizacji?

- Jeszcze raz podkreślam: obecnie ponosimy nieokreślone koszty wadliwego systemu zbierania danych. W praktyce my, jako podatnicy, wręczamy lekarzom czeki in blanco, które pokrywa budżet państwa, wydając astronomiczne sumy! RUM nie jest eksperymentem. W trakcie jego trwania dowiadujemy się o wielu rzeczach, o których nie mieliśmy do tej pory pojęcia. RUM jest jednak koniecznością i pana pytanie jest po prostu źle sformułowane. Proszę nie pytać o koszty reformy, ale o oszczędności, które za pomocą rejestru będziemy mogli zrobić.

Nie mówmy zatem o kosztach. Porozmawiajmy o systemie. Jeszcze w tym wieku w wielu krajach europejskich ubezpieczeni będą posługiwać się inteligentną kartą, zastępującą w praktyce RUM. Po co zatem wprowadzać książeczki, kiedy Wspólnota kupuje czytniki kart?

Czy aby na pewno kupuje? Owszem, w Wlk. Brytanii funkcjonują smart cards. Niemcy mają swój typ emergency card, którą posiada 70-80% obywateli, ale już we Francji realizuje się dzisiaj podobny do polskiego system rejestracji usług medycznych. Możemy wyrzucić 600 mln zł na inteligentne karty, ale Polska nie leży nad Łabą i nie liczy budżetu w bilionach marek. Nas po prostu nie stać na karty, szczególnie w momencie, kiedy nie mamy nawet dobrych baz danych. Natomiast na pewno to, co robi europejski zespół AIM (Advanced Informatics in Medicine), w tej chwili zostanie uwzględnione przez nas pod koniec wieku. Proszę mi natomiast podać kraj, w którym co najmniej od dziesięciu lat realizuje się elektroniczny system informacji o usługach dostępny za pomocą karty?

Japonia...

Dobrze, proszę o następne pytanie.

Jakie są wymierne efekty eksperymentu z RUM?

1000 polskich lekarzy jest zatrudnionych na kontraktach. Potrafimy ocenić ich pracę; oni mogą powiedzieć, czy leczenie ludzi im się opłaca. Ludzie uczą się. Na razie o danych generowanych przez system dyskutuje się w szpitalach i przychodniach. Widać, który lekarz leczy drogo; kto mało, a kto dużo pracuje. Już teraz można wyobrazić sobie sytuację, kiedy pod koniec roku wojewoda ogłasza przetarg na wykonanie 40 tys. analiz. Laboratorium, które zaproponuje najlepsze warunki, także finansowe, otrzyma zlecenie od województwa.

Rejestr nie będzie oznaczał końca reformatorskiej działalności ministerstwa?

- RUM stanie się podstawą naszych następnych działań związanych z powstaniem ogólnopolskich sieci teleinformatycznych m.in. w dziedzinie rejestracji leków i kart statystycznych wydawanych przez szpitale. Pod RUM będzie niedługo podłączona cała medyczna Polska, także ci, którzy teraz krytykują reformę.


TOP 200