Sztuka prowadzenia wojen... nie tylko z klientem

Choć projekt informatyczny to nie wojna, to jego przebieg można porównać albo z partyzantką, albo z działaniami regularnych wojsk.

Choć projekt informatyczny to nie wojna, to jego przebieg można porównać albo z partyzantką, albo z działaniami regularnych wojsk.

Prowadzenie projektów metodą partyzancką polega na tym, że do walki z wrogiem (projektem informatycznym) kierowany jest oddział partyzantów, którzy wroga próbują zwalczyć (zaprojektować system informatyczny i go wdrożyć). Oddział partyzantów w początkowej fazie istnienia jest niedoświadczony. Doświadczenie i niezbędną wiedzę zdobywa dzięki uczestniczeniu w kolejnych bitwach (przedsięwzięciach informatycznych), dowództwo partyzantów nie ma ani możliwości, ani środków, aby solidnie przeszkolić swe oddziały. Brakuje weteranów, którzy przekazaliby odpowiednią wiedzę, a zwłaszcza odczuwalny jest brak czasu, ponieważ na partyzantów czekają kolejne bitwy lub codzienna walka o przetrwanie.

Doświadczonych partyzantów zawsze jest za mało. Część ginie na polu chwały (zmienia branżę, np. staje się handlowcami), część poddaje się lub - co gorsza - trafia do niewoli (odchodzi do innej firmy). Oddział istnieje dzięki zasilaniu go nowymi młodymi partyzantami (niedoświadczonymi informatykami).

Co najważniejsze, wiedza o strategiach walki i doświadczenie weteranów przepadają bezpowrotnie wskutek ciągłego ubywania doświadczonych partyzantów po kolejnych bitwach. Dowództwo partyzantów nie może i często nie umie wykorzystać doświadczenia garstki weteranów, którzy są jeszcze w grupie, a wraz z oddziałem rzadko analizuje przeprowadzone batalie. Nie istnieje archiwum, jako zasób informacji o bitwach wraz z analizą ich sukcesu czy porażki.

Oddział przygotowuje więc zasadzkę na wroga i atakuje go. Jeśli go pokonuje i zdobywa łupy, świętuje zwycięstwo i zachwyca się zdobyczami (szampan, piwo i mała premia). Jeśli przegrywa, wycofuje się, by lizać rany (nie będzie premii, piwa i szampana). Po porażce wszyscy partyzanci zachowują się cicho, chodzą na palcach, by hałasem nie przeszkadzać rannym (nie rzucać się w oczy pracownikom, którym obiecali przydatne oprogramowanie, czy menedżerom, bo pieniądze wyrzucono w błoto i może będą szukać winnych).

Nierzadko dowódcami partyzantów zostają ludzie młodzi, z niewielką wiedzą o prowadzeniu walki i bitew, którzy formują oddział złożony tylko z młodych partyzantów i ruszają do boju. Są pełni zapału do walki: przecież wystarczy strzelać, wróg ginie, my zwyciężamy - proste. Taki oddział ma nikłe szanse na przetrwanie i zwycięstwo, zazwyczaj niedobitki wcześniej czy później zostają wcielone do innego oddziału bądź do oddziału przychodzą nowi partyzanci.

Często dowódcy partyzantów nie rozumieją i nie widzą istoty problemu. Według nich wystarczy strzelać (pisać programy), by osiągnąć zwycięstwo. Takie zagadnienia, jak zaopatrzenie w żywność i broń, to czy oddział jest wypoczęty przed walką, czy dobrze przygotowany do bitwy, czy opracowano strategię, plany zastępcze, plany ucieczki itd., nie pojawiają się w ich świadomości. Ten rodzaj wyobraźni u nich nie istnieje.

Kolejna kwestia to sposób przekazywania informacji i wiedzy w oddziale. Partyzanci spotykają się przy ognisku, z alkoholem i pieczystym, i opowiadają o tym, co się wydarzyło. Część partyzantów słucha, niektórzy śpią, kilku mówi jednocześnie, inni śpiewają, jeszcze inni wypatrują harcerek i sanitariuszek. Czasem trudno stwierdzić, czy opowieść partyzanta jest prawdą czy czczą przechwałką (było nas tylko dziesięciu, a przed nami pluton wroga!).

Partyzanci dysponują kiepskim wywiadem. Często są to wieści docierające do oddziału z pobliskich wiosek: albo nieaktualne, albo zniekształcone, albo wyolbrzymione. To utrudnia lub wręcz uniemożliwia podjęcie właściwej decyzji i przyjęcie odpowiedniej strategii walki z wrogiem, co istotnie wpływa na ostateczny wynik starcia.

Walcząc w oddziale partyzantów, trudno się spodziewać nagrody i uznania za męstwo i odwagę. Czasem jest to medal, ale najczęściej grób wśród drzew i pamięć kolegów, którzy przetrwali. Oddział partyzantów nie dysponuje środkami, aby swoich żołnierzy nagradzać.

Tym, co jest faktycznie istotne w oddziale partyzantów, są euforia i chęć walki z wrogiem. Często partyzanci to ludzie młodzi chcący się wykazać, walczą więc nie zważając na głód, rany, ból i cierpienie czy brak snu, ale to nie zastąpi solidnego przeszkolenia i wiedzy weteranów czy możliwości regularnego wojska. Zaletą jest również to, że w oddziałach partyzantów (szczególnie młodych) rzadko obniża się morale. W oddziale panuje powszechne przekonanie o swej racji i niezachwiana wiara w zwycięstwo.

Wojskowy profesjonalizm

Zupełnie inny styl prezentuje regularne wojsko. Dowództwo docenia solidne przeszkolenie oddziałów, a później stara się utrzymać oddział w całości jak najdłużej i za wszelką cenę, gdyż oddział doświadczony, dobrze wyszkolony i wyposażony potrafi zadać wrogowi poważne ciosy przy bardzo małych stratach własnych.

Regularne oddziały wojska wiedzą, co zrobić, gdy zaatakuje je kolumna czołgów wroga. Wiedzą, że w razie ataku oddziałów pancernych należy kontratakować, kierując do walki oddział przystosowany do walki z czołgami. Regularne wojsko dysponuje takimi oddziałami i do walki z brygadą pancerną nie skieruje kawalerii. Partyzanci rzucą się na czołgi z tym, co mają, czyli naprędce przygotowanym sprzętem. Zaatakują więc koktajlami Mołotowa. Regularne wojsko wie też, co zrobić, gdy zaatakuje lotnictwo wroga. Oddziały partyzantów natomiast o tym, co należało zrobić, dowiadują się najczęściej po przegranej bitwie.

Regularne wojsko wie, co je czeka, jakiego typu batalii może się spodziewać, w przeciwieństwie do partyzantów, którzy tego nie wiedzą.

Regularne wojsko szybko reaguje na nowe wojenne technologie i strategie prowadzenia bitew, dowódcy i analitycy wojskowi analizują sytuację na froncie i opracowują strategie prowadzące do zwycięstwa oraz plany awaryjne, a wojskowi naukowcy projektują typy broni, zdolne do niszczenia nowych technologii wroga.

Dowódcy regularnego wojska dostrzegają również istotę problemu walki, bo zostają nimi najczęściej tzw. stare wygi, które wszystko wiedzą o walce i taktyce wojennej. Mają świadomość, jak ważne jest morale wojska, doceniają wagę zaopatrzenia, logistyki, jak spełniają one podstawowe potrzeby (wikt i opierunek) konieczne do tego, aby żołnierz był skłonny do walki. Dowództwo wie też, w jaki sposób nagradzać żołnierzy, i wie, jak ważne są medale, przepustka na 2 tygodnie, dodatkowy przydział żywności czy wręcz chwalebny powrót do domu z ranami. Regularne wojsko dysponuje wieloma możliwościami, jest odpowiednio liczebne i zasobne, a doświadczony dowódca wie, jak z tych możliwości skorzystać, by oddział był zawsze zwarty i chętny do walki.

Wojsko dysponuje dobrze zorganizowanym wywiadem. Oddziały regularnego wojska są przygotowane do nadchodzącej bitwy już w chwili uderzenia, dysponują rzeczową informacją na temat oddziałów wroga i sytuacji na froncie, mają przygotowaną odpowiednią strategię nadchodzącej walki. Może ona oczywiście zmieniać się w czasie walki, lecz stale jest konfrontowana z sytuacją bieżącą, a jej ocena należy do obowiązków analityków pracujących w sztabie.

Po latach walk regularne wojsko jest doświadczone, zaprawione w boju i gotowe na spotkanie z każdym wrogiem. W pewnym sensie kolejna bitwa staje się rutyną. Nawet jeśli przeciwnik zastosuje nie znane dotychczas metody walki, oddziały mają doświadczenie, wiedzę i środki odpowiednie do tego, by zwyciężyć. Oddział wie, że i tym razem zwycięży.

I co z tego

Wnioski są oczywiste, oddział partyzantów nigdy nie będzie tak skuteczny jak regularne wojsko. Oddział partyzantów może czasami odnosić sukcesy, ale tylko dzięki poświęceniu tych partyzantów, którzy święcie wierzą w ideę walki z wrogiem i zazwyczaj kosztem olbrzymich strat zarówno wśród partyzantów ("śmierć" informatyków), jak i środków, którymi dysponują partyzanci (czas trwania projektu, koszt i jakość projektu). Ponadto oddziały partyzantów nie nadają się do prowadzenia regularnej wojny z wrogiem i tworzenia linii frontu na kilka lat (wieloletnie projekty informatyczne).

Jeśli nie dysponujemy regularnym wojskiem, to - niestety - walkę musimy prowadzić przy pomocy takich oddziałów, jakie mamy. Jeśli są to oddziały partyzantów, trzeba się nimi zadowolić, choć warto się zastanowić, co zrobić, by przekształcić je w regularne oddziały wojska.