Systemowo

Nie uczestniczyłem w niedawnym Forum Architektów, ale słyszałem nieco, o czym tam mówiono. A jednym ze stałych tematów na tego rodzaju forach są trudności, na jakie napotykają próby z zakresu porządkowania architektury korporacyjnej. Nie inaczej przecież jest na berlińskich konferencjach firmy "alfabet", gdzie też jedni prezentują, co zrobili i ile z tego mają, a drudzy pytają: a jak wam w ogóle udało się do tego przekonać kogo trzeba?

Jedną z głównych przyczyn braku poparcia "u kogo trzeba" jest ogólna niechęć do myślenia całościowego i systemowego. Myślenia, które wymaga nie tylko widzenia lasu zamiast drzew, ale jeszcze rozumienia związków między poszczególnymi elementami na tę całość się składającymi.

Brak postrzegania systemowego wymienia się wielokrotnie w Raporcie "Państwo 2.0", opublikowanym właśnie przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, upatrując w tym główną przyczynę niezbyt chwalebnego stanu informatyzacji państwa w Polsce. Stwierdzać jednak stan rzeczy, a przełamać go, to dwie różne sprawy. Jeżeli o Raporcie już mowa... Jego główną, wielokrotnie przytaczaną tezą, jest "stawianie spraw na nogi", co sugeruje, że - w odczuciu autorów - dotąd stoją one u nas na głowie. Nie podejmując polemiki w tym zakresie, trzeba stwierdzić, że szkoda, iż pośpiech w przygotowaniu Raportu zaowocował licznymi błędami literowymi i składniowymi, co - w moim odbiorze - osłabia jego wymowę. Ale może właśnie miało być tak, jak ogólnie jest w świecie 2.0, gdzie takie rzeczy nikogo już, poza kilkoma starcami, jak ja, nie rażą, a wkrótce będą uchodziły za normę.

Wracając do myślenia systemowego i takiegoż postrzegania świata, nie jest ono łatwe i obwarowane licznymi pułapkami. Niełatwe, bo architekturę trzeba tu postrzegać dynamicznie, a nie tylko jako statyczną harmonię obiektów. Niełatwe, bo dynamika ta to nie tylko wszelaka komunikacja, którą obiekty te wywołują i na którą mają wpływ, ale również dynamika skali ich samych.

O zgrozo! Tych trudnych rzeczy nawet się już uczy! Miałem kiedyś możliwość dyskutowania dłużej z grupą studentów pewnej berlińskiej uczelni, którym zadano zbadanie wpływu i skutków usytuowania centrum handlowego w jakimś konkretnym mieście. Byli w tej grupie przyszli architekci, urbaniści, lekarze, policjanci, logistycy, marketingowcy i specjaliści od stosunków społecznych. A warunki wstępne, jakim musieli sprostać, nie zostawiały wątpliwości: analiza miała objąć wpływ na całość miejscowości, a więc - być analizą systemową.

Sięgnijmy więc i my kolejny raz po przykład przebudowy poznańskiego dworca kolejowego. Dziś widać, że ten największy w Polsce, po Warszawie, węzeł kolejowy (ponad 17 mln pasażerów rocznie; Katowice i Wrocław - po mniej niż 15 mln) ze skutkami braku myślenia systemowego będzie musiał zmagać się przez następne 30 albo i więcej lat. Mimo że znikły tam 100-letnie magazyny, miejsce po nich, zamiast peronów, zajmie centrum handlowe. Jakby nieistniejące magazyny ciągle były barierą mentalną w odważnym planowaniu rozwoju. W kuriozalnym układzie peronów, dobudowywanych w miarę wzrostu ruchu, pozostanie pół kilometra drogi pieszo między skrajnymi z nich (od 2A do 4A). Dla właścicieli przyszłego centrum handlowego budowa nowego dworca to tylko haracz na rzecz miasta, więc np. ruchome schody będą tylko na trzech z sześciu peronów i to tylko w górę (XXI wiek!), bo podwójne nie mieszczą się ponoć na nazbyt wąskich peronach (a czy muszą być obok siebie?).

Całe to nieszczęście jest również wynikiem realizacji naraz trzech słabo skoordynowanych projektów: przebudowy układu torów i peronów (PLK), budowy nowego dworca (węgierski Trigranit) i przedłużenia do dworca trasy Poznańskiego Szybkiego Tramwaju (miasto). Ale co tu wydziwiać o systemowym myśleniu czy jego braku, skoro wysoki przedstawiciel miasta o tym ostatnim z przedsięwzięć mówi, że "doprowadzenie szybkiego tramwaju do dworca kolejowego zapewni pasażerom możliwość bezpośredniej przesiadki w autobus jadący na lotnisko".

Też systemowo, prawda?