Światowy rynek multimediów

Polski rynek multimediów dzieli od rynku światowego, przez który rozumiem Stany Zjednoczone oraz niektóre kraje Europy Zachodniej, Azji i Australię, cała epoka. Odległość tę najlepiej charakteryzuje tematyka publicystycznych dyskusji. Oto w jednej z ogólnopolskich stacji radiowych dyskutowano o tym, czy "CD-ROM zabije książkę". Podobny temat nurtował Francuzów, Anglików czy Amerykanów 4-5 lat temu. Dziś takie pytanie jest anachronizmem. Z prostego względu... książki mają się coraz lepiej i czytelnictwo na Zachodzie rośnie, przy jednoczesnym rozwoju multimediów.

Polski rynek multimediów dzieli od rynku światowego, przez który rozumiem Stany Zjednoczone oraz niektóre kraje Europy Zachodniej, Azji i Australię, cała epoka. Odległość tę najlepiej charakteryzuje tematyka publicystycznych dyskusji. Oto w jednej z ogólnopolskich stacji radiowych dyskutowano o tym, czy "CD-ROM zabije książkę". Podobny temat nurtował Francuzów, Anglików czy Amerykanów 4-5 lat temu. Dziś takie pytanie jest anachronizmem. Z prostego względu... książki mają się coraz lepiej i czytelnictwo na Zachodzie rośnie, przy jednoczesnym rozwoju multimediów.

Co zatem nurtuje producentów multimediów na świecie? Minął okres pierwotnej euforii, kiedy wydawało się, że etykietka "produkt multimedialny" zapewni doskonałą sprzedaż. Klienci szybko przekonali się, że oferowane na początku produkty multimedialne niczego nowego do ich życia nie wniosły. Czy naprawdę Britannica na CD jest w stanie zastąpić wydanie papierowe? John Naisbitt, autor Magatrendów, określił to zjawisko problemem ultrastyku, czyli reakcji ludzi na ultratechnologie.

Multimedia są niewątpliwie poważnym zjawiskiem rynkowym, w ub.r. wartość sprzedaży produktów multimedialnych oceniono na ponad 30 mld USD. Problem w tym, że znacznie więcej kosztowała ich produkcja. Nie oznacza to jednak, iż cała branża jest pod kreską. Znaczy tylko tyle, że zaczęło się porządkowanie rynku. Zarobili najlepsi, znacznie więcej straciło i musiało wypaść z obiegu. Szacuje się, że obecnie, by wejść z produktami multimedialnymi na rynek międzynarodowy, firma musi zatrudniać ok. 100 osób. Dopiero taki potencjał jest w stanie zapewnić odpowiednie nasycenie linii produktów i przebić się marketingowo. Nic zatem dziwnego, że w ub.r. obserwowano liczne operacje wchłonięcia małych producentów przez duże wydawnictwa.

Generalnie jednak uważa się, że multimedia mają jeszcze przed sobą złote lata. Obecnie rozwój tego sektora jest hamowany przez nadmierne uzależnienie od technologii informatycznej nie tylko na etapie tworzenia, ale również i korzystania z produktu. Ani współczesny komputer PC, ani Internet nie są narzędziami popularnej rozrywki. Ich obsługa jest zbyt skomplikowana, urządzenia zbyt zawodne. Kiedy Internet stanie się dodatkowym kanałem telewizji, a korzystanie z komputera będzie równie proste, jak użycie magnetowidu, wówczas można mówić o umasowieniu multimediów. Najlepiej ilustruje to fakt, że w Stanach Zjednoczonych odcinek serialu "Friends" przyciąga większą uwagę (licząc w osobominutach) publiczności niż Internet w ciągu miesiąca.

Umasowienie jest konieczne, gdyż dopiero wówczas pojawią się pieniądze z reklamy. Obecnie produkty multimedialne finansowane są funduszami z reklamy zaledwie w 1%. Za resztę płaci nabywca - rzecz niespotykana w świecie publikacji prasowych czy telewizji. Wydaje się, że bieżący rok ma szansę stać się przełomowy dla rozwoju multimediów. Z jednej strony obserwujemy wzrost popularności rozwiązań typu WebTV i coraz szersze udostępnianie Internetu przez sieci TV kablowej. Z drugiej - ogromne nadzieje stwarza standard DVD.

Bariery technologiczne jest jednym z problemów. Kolejny to brak wydajnych kanałów dystrybucji. Nie wiadomo jak skutecznie sprzedawać produkty multimedialne. Księgarnie boją się, supermarkety ich nie chcą (w ub.r. ponad 200 amerykańskich supermarketów zlikwidowało działy multimedialne). Sprzedaż zaś w sklepach z oprogramowaniem to niedźwiedzia przysługa, gdyż wzmaga przekonanie o nierozerwalnym związku multimediów z informatyką.

Na koniec last, but not least - problem zawartości multimediów. Producenci przekonali się, że nie wystarczy tylko przetwarzać w hipertekście encyklopedie, wzbogacając je o mniej lub bardziej sensowne sekwencje audio i wideo. To już przestało działać. Czas zastanowić się, jak wykorzystać "przeklęty" związek multimediów z informatyką, by stworzyć rzeczywiście "nowe medium". Stąd ostatnio niezwykle dużo uwagi poświęca się poszukiwaniom w zakresie interfejsu i mechanizmów umożliwiających odbiorcom twórczy, a nie tylko odtwórczy kontakt z medium.


TOP 200