Strategia dla Polski

Przedstawiliśmy już wizję działalności stu polskich firm informatycznych. Jaki obraz tworzą ich historie i plany?

Przedstawiliśmy już wizję działalności stu polskich firm informatycznych. Jaki obraz tworzą ich historie i plany?

Wprowadzając ponad rok temu rubrykę Wizje i strategie, szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, na ile aktualny jest stereotyp polskiej firmy informatycznej, która czerpie zyski wyłącznie z redystrybucji zagranicznych produktów. Mniej więcej do 1994 r. prowadzenie dobrze prosperującej firmy informatycznej było dość proste. Wystarczyło sprzedawać z dużą marżą sprowadzany ze Wschodu sprzęt komputerowy i zachodnie oprogramowanie.

Bardziej ambitni budowali stopniowo, poczynając od finansów i księgowości, systemy wspomagające zarządzanie średniej wielkości przedsiębiorstwem. Niektórzy decydowali się na ścisłą specjalizację branżową, zwłaszcza w obiecujących sektorach finansów, bankowości czy administracji publicznej.

Firmy o rodowodzie naukowym - często we współpracy z zachodnimi placówkami naukowymi lub firmami komercyjnymi - tworzyły niszowe, specjalizowane systemy szyfrowania czy archiwizacji danych, śledzenia przepływu danych w sieciach, personalizacji informacji czy systemy informacji geograficznej. Nieliczni decydowali się na konsulting i usługi wdrożeniowe, jako odrębną działalność.

Terapia szokowa

Wejście do Polski zachodnich producentów sprzętu i oprogramowania komputerowego, zwłaszcza zintegrowanych systemów wspomagających zarządzanie, oraz międzynarodowych firm konsultingowych zachwiało stan względnej stabilizacji. Upowszechniły się pojęcia: konkurencja, kapitał, integracja, kompleksowe usługi, głęboka specjalizacja i wiele innych, które zmusiły polskie firmy do przeformułowania czy zbudowania swojej strategii od początku.

Mimo początkowych obaw, nie najgorzej radzą sobie rodzimi producenci oprogramowania wspierającego zarządzanie średnim i małym przedsiębiorstwem. Ich oprogramowanie, mimo braku imponującej, światowej marki, dobrze zaspokaja potrzeby polskich firm średniej wielkości. Większość producentów w swoich rozwiązaniach zastosowała interfejs graficzny i uniezależniła swój system od konkretnej platformy bazodanowej. Producenci zauważyli potrzebę zaoferowania dodatkowych usług integratorskich i konsultingowych. Zdobywają też certyfikaty jakości, opracowują metodyki wdrożenia i wzbogacają systemy o rozwiązania dla handlu elektronicznego. Pomysłem na działalność niektórych firm okazały się rozwiązania dla poszczególnych branż lub konkretnych przedsiębiorstw czy urzędów administracji państwowej.

Ucieczka w zależność

Wielu jednak przestraszyło się zachodniej konkurencji i podjęło decyzję o zaprzestaniu produkcji własnego oprogramowania. Zasilili szeregi firm wdrażających rozwiązania SAP-a, Baana czy Oracle'a. Niektórzy specjalizują się w niszowych aplikacjach uzupełniających funkcjonalność różnych systemów ERP. Pojawiły się również wdrażane przez polskie firmy zachodnie programy dla średnich przedsiębiorstw. Wydaje się jednak, że niektóre firmy nie doceniają możliwości tkwiących w polskich programistach.

Niektóre firmy padły ofiarą braku umiejętności nie tyle technicznych, co menedżerskich. Ekspansywny rozwój spowodował utratę kontroli nad poszczególnymi działami firmy, rozmycie się profilu działalności i utratę elastyczności działania i reagowania na potrzeby rynku. Niektórzy rozwiązanie problemu dostrzegają w stworzeniu struktury holdingu i wydzieleniu poszczególnych rodzajów swojej działalności. Inni, z entuzjazmem lub niechęcią, przejmowani są przez różne rodzime firmy informatyczne, które lepiej radzą sobie z problemem zarządzania i określaniem kierunków rozwoju.

Niektóre firmy, zwłaszcza o rodowodzie naukowym, postanowiły zrezygnować z niezależności, by pod skrzydłami zachodniej firmy technologicznej, uwolnieni od trosk działów sprzedaży i marketingu, pracować nad kolejnymi rozwiązaniami. Inne z rozmysłem ograniczają swój wzrost, by nie stracić poczucia gry w jednym, zintegrowanym zespole.

Schowani w niszy

Wiele firm o różnych korzeniach poszukuje dla siebie miejsca na rynku tam, gdzie nie ma dużej konkurencji. Wybierają w miarę zadowalający poziom bezpieczeństwa za cenę niższej zyskowności. Czasem pozycję taką traktują jako punkt wyjścia do rozwoju w dłuższej perspektywie. Opierając się na pewnym źródle dochodów, inwestują w mało jeszcze znane i niedojrzałe rozwiązania, licząc na zdobycie pozycji na przyszłym, bardziej już konkurencyjnym rynku.

Niektórzy wierzą w przyszłość oprogramowania typu CRM. Inni za obiecujące uznają oprogramowanie dla komputerów naręcznych do działów sprzedaży, rozwiązania internetowe, systemy obiegu dokumentów i pracy grupowej, aplikacje do modelowania procesów. Kierunek przyszłego rozwoju wiele firm widzi także w outsourcingu.

Mieć wizję

Spotykaliśmy się z firmami, których szefowie nie potrafili przedstawić spójnego obrazu swojej działalności. Mętnie wskazywali kierunki rozwoju, nie popierając ich konkretnymi działaniami i przykładami sukcesów. Wydaje się, że często przyczyną jest zwykły brak ambicji, czasem zaś strach przed ryzykiem, niewłaściwa ocena warunków rynkowych, i stąd pesymizm. Być może tym można wytłumaczyć brak w strategii większości firm informatycznych Internetu i gospodarki elektronicznej.

Żadne przedsiębiorstwo nie działa w próżni - ograniczane jest istniejącym i potencjalnym popytem, dostępnością technologii, zasobów ludzkich i finansowych, konkurencyjnością branży. Wydaje się jednak, że o tym, iż polskie firmy informatyczne rozwijają się - mimo wszystko - wolniej niż na Zachodzie, nie decydują bariery finansowe czy technologiczne. Jak ujął to prezes niewielkiej firmy działającej w branży informatycznej: "Na możliwości wzrostu najbardziej wpływa poziom akceptacji i zainteresowania nowymi technologiami ze strony klientów. Im częściej klienci będą patrzeć na informatykę jako na źródło zysków, a nie kosztów, tym większe będziemy mieli szanse rozwoju".


TOP 200