Stare prawdy

Recesja na rynku wysokich technologii daje promotorom i użytkownikom szansę na ponowne przemyślenie, czy dotychczas Internet był właściwie wykorzystywany do budowy nowoczesnego społeczeństwa.

Recesja na rynku wysokich technologii daje promotorom i użytkownikom szansę na ponowne przemyślenie, czy dotychczas Internet był właściwie wykorzystywany do budowy nowoczesnego społeczeństwa.

Rynek finansowy w USA jest rozchwiany przez upadki firm internetowych i spadek notowań firm informatycznych. Szczególną uwagę zwraca dysharmonia między dobrą kondycją gospodarki w ogóle a słabością firm technologicznych. Przedsiębiorstwa przemysłowe, usługowe i finansowe zawdzięczają dobre wyniki przede wszystkim zastosowaniu nowoczesnych rozwiązań informatycznych. Jak to się dzieje, że gdy informatyka uzyskała tak wysoką rangę, że należy do strategicznych zasobów firm, to dostawcy rozwiązań informatycznych nie cieszą się zaufaniem rynku, nie potrafią przekonać, że będą nadal potrzebni i rentowni?

Niektórzy ekonomiści, rozważający ten problem, uważają, że informacja nie może być towarem takim jak inne, nie może podlegać bezwzględnym prawom popytu i podaży. Jeśli bowiem tak by było, wówczas gospodarka podważałaby demokratyczne fundamenty społeczeństw. A to z kolei - jak można się spodziewać i wielokrotnie tego nasza cywilizacja doświadczyła - zniszczyłoby wolną gospodarkę.

Wyjaśnieniem zależności między funkcjonowaniem informacji jako towaru a jakością i trwałością porządku demokratycznego zajął się Cass Sunstein, profesor prawa na Uniwersytecie Chicago autor książki Republic.com, która ukazała się przed miesiącem w USA. Twierdzi on, że jest pewien rodzaj dóbr, które choć mają wartość rynkową, nie mogą w pełni podlegać prawom rynkowym, ponieważ ich znaczenie w życiu publicznym jest większe niż cena, którą można za nie uzyskać. Doskonałym przykładem jest edukacja. Gdyby system rynkowy objął całą edukację, większość dzieci z biednych rodzin nigdy nie nauczyłaby się czytać. Wyrośliby z nich obywatele, którzy nic nie wnosiliby do wspólnego dorobku, natomiast trzeba by było zapłacić za likwidację skutków ich trybu życia.

Dobrym przykładem jest działalność informacyjna. Rynek nie ceni wiadomości, np. serwisów informacyjnych, tak samo wysoko jak publikacji czy stron pornograficznych lub hobbistycznych. Presja rynkowa na komercjalizację informacji oznacza, że społeczeństwo będzie coraz gorzej poinformowane o sprawach publicznych, sprawach, które w demokratycznym ustroju poddane są woli obywateli. Jakiej jakości będą decyzje obywateli - samorządów, parlamentów - jeśli będą oni dysponowali nikłą wiedzą o sprawach ogólnych i sformułowaną pod ich upodobania?

Następnym bowiem wielkim zagrożeniem demokracji są tak zwane specjalizowane serwisy, strony czy potoki informacji lub ofert. W pogoni za zdobyciem lojalności czytelników i klientów portale internetowe, firmy medialne, a także działy marketingu w firmach dzielą społeczeństwo (konsumentów) na grupy o dokładnie określonej charakterystyce: cechach, upodobaniach, poziomie wiedzy, zasobach finansowych itd. Człowiek otrzymuje dokładnie takie informacje i oferty, jakich się spodziewa, jakie odpowiadają jego osobowości, poglądowi, stylowi życia. Filtrowanie informacji sprawia, że nic nie psuje harmonii bycia takim, jakim się jest, a świat jawi się dokładnie taki, jaki go sobie wyobrażamy i jakim sami jesteśmy. Jeszcze trochę - technologii i sprytu - i nie przedostanie się do obywatela żadna informacja, która stanowiłaby dla niego wyzwanie, powód do zastanowienia się albo i zmiany postawy.

Jest to ogromna strata dla ludzi, ponieważ nie mają szans rozwoju. Ale jest to także ogromne zagrożenie demokracji. Jej podstawą jest rozumienie innych ludzi, grup społecznych, tolerancja wobec odmiennych poglądów i wartości oraz zajmowanie się sprawami, które nie dotyczą człowieka bezpośrednio, ale dotyczą środowiska, w którym żyje. Jak ma rozumieć i akceptować innych, jeśli nic o nich nie będzie wiedział? Na jakiej podstawie ma podejmować trud budowania społeczności?

Przed kilkoma laty uważano, że Internet odmieni stosunki między ludźmi, że znikną granice geograficzne i polityczne, że ludzie będą się porozumiewać ponad nimi i poznawać, że żaden dyktator nie będzie miał nad nimi władzy. Tymczasem gospodarkę opartą na Internecie napędzają specjalizowane serwisy i filtry odcinające użytkowników od wiedzy im obcej, a więc niepożądanej.


TOP 200