Spacerując po bibliotece wirtualnej

Większości z nas biblioteka kojarzy się z długimi półkami pełnymi książek obłożonych szarym papierem, opisanych wielocyfrowymi numerami, z ciszą czytelni i szarymi bibliotekarzami w obowiązkowych okularach, przemykającymi jak duchy z naręczami książek. Także z katalogami, w których trudno coś znaleźć, a kiedy już się znajdzie - z wypisywaniem rewersów, z których i tak większość wróci nie zrealizowana. Tymczasem biblioteka może odegrać kluczową rolę w budowie społeczeństwa informacyjnego. Stanie się tak trochę dzięki, a trochę wbrew informatyce.

Większości z nas biblioteka kojarzy się z długimi półkami pełnymi książek obłożonych szarym papierem, opisanych wielocyfrowymi numerami, z ciszą czytelni i szarymi bibliotekarzami w obowiązkowych okularach, przemykającymi jak duchy z naręczami książek. Także z katalogami, w których trudno coś znaleźć, a kiedy już się znajdzie - z wypisywaniem rewersów, z których i tak większość wróci nie zrealizowana. Tymczasem biblioteka może odegrać kluczową rolę w budowie społeczeństwa informacyjnego. Stanie się tak trochę dzięki, a trochę wbrew informatyce.

W świecie oplecionym pajęczyną kabli, podłączonym do Internetu, biblioteka wydaje się instytucją zamierającą. Internet dostępny jest w każdym miejscu, 24 godziny na dobę - biblioteka ma konkretne godziny pracy, często pokrywające się z typowymi godzinami roboczymi. Kilka kliknięć wystarczy, aby przeszukać Internet - w bibliotece trzeba skorzystać z pomocy bibliotekarza albo samodzielnie szperać w katalogach. W sieci dostępna jest praktycznie nieskończona ilość informacji - nawet najzasobniejsze biblioteki mają tylko ułamek tej wielkości. Informacja w Internecie jest multimedialna, interaktywna czy też w inny sposób przyjazna - większość zbiorów bibliotek to książki i czasopisma, czyli zadrukowane karty papieru.

Jedne z pierwszych zastosowań komputerów były poświęcone bazom danych bibliograficznych. Także Polska ma w tej dziedzinie dobre tradycje - pierwsza sieć komputerowa, która powstała u nas w latach 70., łączyła biblioteki naukowe politechnik Warszawy, Wrocławia i Gliwic. Dzisiaj jednak osoby poszukujące informacji najczęściej wpisują do przeglądarki adres internetowy, rzadziej kierują się do biblioteki naukowej.

Wydaje się więc, że jako źródło informacji Internet pod każdym względem przebija bibliotekę. Czy oznacza to, że biblioteki czeka koniec? Czy odejdą w przeszłość, tak jak w przeszłość powoli odchodzą tradycyjne techniki składu i druku, odeszły parowe ciuchcie i żelazka na duszę?

Oczywiście, nikt naprawdę nie wie, co się stanie. Wydaje się jednak, że biblioteki czeka renesans na miarę tego, jaki - po latach regresu i pomimo obecności telewizji i wideo - przeżywa dziś kino. Stanie się tak za sprawą koncepcji biblioteki wirtualnej.

Ilość nie przechodzi w jakość

Dzisiejszy świat nie cierpi na niedobór informacji. Przeciwnie, problemem dnia dzisiejszego jest nadmiar informacji, jej prawdziwy zalew. Informacja szerokim strumieniem płynie do nas z prasy, radia, telewizji, wreszcie z Internetu. Jednak jest ona w zasadzie bezwartościowa. Powodów jest wiele, warto wymienić te najważniejsze.

Po pierwsze, środki masowego przekazu skupiają się na sensacji, zamiast na informacji. Przeciętny Amerykanin był doskonale poinformowany o aferze rozporkowej swojego prezydenta i procesie czarnoskórego sportowca oskarżonego o zabójstwo żony, ale niewiele dowiedział się o rozszerzeniu NATO i odrzuceniu przez jego kraj dwóch ważnych międzynarodowych traktatów: o próbach z bronią nuklearną i produkcji min przeciwpiechotnych.

Po drugie, informacja płynąca z mass mediów i z Internetu nie jest dostosowana do odbiorcy, czyli - mówiąc niezbyt poprawnie - "personalizowana". A tymczasem dla każdego jest oczywiste, że inne potrzeby i możliwości odbioru ma nauczyciel plastyki, inne rolnik z wioski pod Jasłem, a inne ordynator oddziału dużego szpitala.

Po trzecie, w zalewie informacji trudno wyłowić te rzeczywiście wartościowe. Po wpisaniu słowa "Poland" w wyszukiwarce AltaVista razem występują informacje na temat Polski, miasteczka o tej nazwie gdzieś w USA i choroby zwanej Poland's syndrome, od nazwiska odkrywcy. Sam serwis internetowy w najmniejszym stopniu nie podpowiada podziału na te trzy kategorie, choć z punktu widzenia każdego człowieka rozróżnienie to jest oczywiste.

Wreszcie po czwarte, Internet - jako źródło informacji - jest bardzo niereprezentatywny. Dominują w nim kultura amerykańska i język angielski, co siłą rzeczy eliminuje większość kultur narodowych. Istnieją w nim przede wszystkim źródła współczesne oraz te dotyczące pop-kultury. Można się więc łatwiej i więcej dowiedzieć o serialu Star Trek niż o Charlie Chaplinie; łatwiej o publikacje doktora z prowincjonalnej uczelni niż o rzetelny zbiór prac Enrico Fermiego; można przeczytać pełny teksty piosenki The New Year's Day grupy U2, ale nie Wojny Peloponeskiej Tukidydesa.

Biblioteka nowego typu

Biblioteki starego typu, który na Zachodzie już zanikł, a w Polsce zanika na naszych oczach, skupiały się na gromadzeniu i przechowywaniu informacji. Szczególna historia naszego kraju sprawiła, że rola ta była wyjątkowo ważna. Rolą biblioteki było ocalenie kultury narodowej przed zapomnieniem i zniszczeniem - najpierw przez zaborców, następnie nazistów, wreszcie komunistów.

W świecie pokoju i wolności rola ta schodzi na drugi plan. Kluczowym zadaniem biblioteki staje się opracowanie i udostępnianie zbiorów. Biblioteka ma potężne narzędzia do selekcji informacji i jej personalizacji. Przede wszystkim potrafią tego dokonać wykwalifikowane kadry, które umieją szybko ocenić wartość źródła i opracować je w kompetentny sposób. Ponadto świat informacji naukowej i bibliotekoznawstwa pełen jest standardów, które dają możliwości zapisania metainformacji, jej wymiany i wykorzystania przy przeszukiwaniu. Prawie wszystkim znana jest klasyfikacja wiedzy według standardu UKD. Pracę bibliotekarzy wspomaga także rodzina standardów MARC, protokół Z39.50 i inne. Dzięki nim można opracowane informacje wymieniać między poszczególnymi zbiorami, także w trybie online.

Biblioteka współczesna ma w zasadzie wszystkie funkcje skomputeryzowane. Pozwala to oferować usługi wcześniej nie udostępniane lub udostępniane tylko częściowo. Przykładowo, książki mogą być rezerwowane na konkretny dzień i godzinę. Biblioteka może łatwo monitorować, które pozycje są szczególnie popularne wśród jej czytelników, i dokupić więcej egzemplarzy albo wycofywać te, które od dawna nie są wypożyczane.

Nawet najgłębsza wiedza i umiejętności selekcji byłyby niewiele warte w konfrontacji ze zbiorami liczącymi setki tysięcy, a nawet miliony woluminów. Nawet najlepsze opracowanie nie pozwala na przejrzenie wszystkich książek z działu po to, aby znaleźć te, które opisują programowanie struktur danych w języku C++, jeżeli przeszukania dokonuje człowiek. I tutaj bibliotekarzom przychodzi z pomocą komputer, który taką czynność potrafi wykonać w kilka sekund.

Biblioteka wirtualna

Informatyka daje bibliotekom większe możliwości niż tylko automatyzacja czynności wcześniej wykonywanych ręcznie, jak wypożyczenia czy poszukiwanie informacji. Zastosowanie komputerów i nowoczesnego oprogramowania pozwala zrealizować koncepcję biblioteki wirtualnej.

Co to jest biblioteka wirtualna? Można porównać ją do wirtualnego sklepu. Biblioteka wirtualna jest więc otwarta 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Nie trzeba w niej poruszać się między półkami po to, by odnaleźć konkretną książkę. Wystarczy, za pośrednictwem przeglądarki internetowej, wykonać kilka zapytań na bazie danych bibliograficznych. Następnie - po zlokalizowaniu interesującej nas pozycji - zarezerwować ją na czas i godzinę, kiedy akurat będziemy w pobliżu budynku biblioteki i możemy ją odebrać. Osoby niepełnosprawne mogą zamówić książkę do domu, a ona zostanie dostarczona przez pracownika albo pocztą.

Nie jest przy tym istotne, czy interesująca nas książka znajduje się rzeczywiście w bibliotece, do której podłączyliśmy się przeglądarką internetową. Biblioteka wirtualna jest bowiem rozproszona. Dzięki informatyce i standardom wymiany międzybibliotecznej katalogi wielu bibliotek "fizycznych" mogą zostać połączone w jeden. W większych ośrodkach akademickich w Polsce trwają prace nad udostępnieniem zbiorów wszystkich wyższych uczelni we wspólnym systemie informatycznym. Na razie ma on pozwalać tylko na wyszukiwanie, w przyszłości także na udostępnianie, zbiorów. Dzięki bibliotece wirtualnej będzie możliwe wypożyczenie książki, płyty czy filmu nie dbając o to, czy faktycznie znajdują się one w zbiorach politechniki, uniwersytetu czy wyższej szkoły oficerskiej.

Ostatni etap tworzenia biblioteki wirtualnej to informatyzacja zbiorów. Już dziś wiele osób korzysta z pełnych tekstów publikacji naukowych udostępnianych na dyskach CD. Wszyscy, którzy pracowali z taką bazą, wiedzą, że dotarcie do interesujących informacji jest znacznie prostsze niż przy tradycyjnym przeglądaniu zasobów.

Już wkrótce wszystkie zasoby biblioteki mogą być dostępne także w formie elektronicznej. A więc zamiast wypożyczać płytę z biblioteki, ściągniemy pliki w standardzie MP3. Zamiast przychodzić po książkę, będziemy mogli pobrać jej zawartość i odczytać na komputerze domowym. Zamiast pożyczać roczniki gazet spięte w opasłe tomiska, aby odnaleźć jeden, interesujący nas artykuł, przejrzymy je w trybie online, a numer z artykułem, po przekazaniu pliku w standardzie PostScript, wydrukujemy na komputerze domowym.

Dodajmy do tego teraz technologię rzeczywistości wirtualnej, a oczyma wyobraźni zobaczymy bibliotekę zorganizowaną jako "wrota wiedzy", podaną w przyjazny i łatwo dostępny sposób. Dział filozofii zostałby zastąpiony przez gaj Akademosa, w którym stałyby posągi wielkich antycznych filozofów, a po podejściu do nich, można by przeglądać ich dzieła. Wyobraźmy sobie bibliotekę stworzoną jako wirtualne miasto, w którym możemy wchodzić do budynków reprezentujących różne style architektoniczne i tam mieć dostęp do zasobów poświęconych odpowiednim epokom. Kaplica Sykstyńska zawierałaby informacje na temat renesansu, Akropol - dział antyczny, a zasoby na temat socrealizmu mieściłyby się oczywiście w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki.

Jest jeszcze jeden, istotny argument przemawiający za elektronizacją zasobów biblioteki. Gromadzenie książek jest kosztowne i to nie tylko ze względu na konieczność ich zakupu. Wydawnictwa papierowe muszą być przechowywane w pomieszczeniach suchych, dobrze wietrzonych, nie poddawanych wahaniom temperatury i zabezpieczonych przed pożarem. Po przejściu przez pewną liczbę rąk czytelników, zużywają się bezpowrotnie i trzeba je zastąpić nowymi albo poddać konserwacji. To wszystko kosztuje ogromne pieniądze, a liczba wydawnictw, które co roku trafiają na rynek księgarski, prasowy, filmowy itd., rośnie lawinowo. Należy więc tworzyć zbiory wirtualne, gdyż wkrótce zabraknie pieniędzy na te tradycyjne.

Nie włączać przeglądarek

Proszę jeszcze nie włączać przeglądarek internetowych w nadziei na uzyskanie połączenia z taką biblioteką, jak opisana. Na biblioteki wirtualne przyjdzie nam jeszcze poczekać. Wiele jest jeszcze do zrobienia na drodze do elektronicznej, dostępnej na każde żądanie, a jednocześnie opracowanej i spersonalizowanej informacji.

Zanim udostępnianie informacji przez media elektroniczne stanie się powszechne, należy rozwiązać problem praw autorskich. Jeżeli czytelnik ma otrzymać pełny tekst książki w formie elektronicznej, to musi istnieć gwarancja, że nie będzie mógł umieścić jej na swojej stronie WWW, gdzie będzie dostępna dla każdego i za darmo. Obecne regulacje prawne i technologie ochrony danych są niewystarczające.

Drugim, istotnym problemem są luki w standardach wymiany informacji. Tylko sposobów reprezentacji dokumentów jest kilkadziesiąt, z czego dzisiaj najpopularniejsze to HTML i PDF. Bibliotekarze wielką nadzieję wiążą z językiem SGML. Ogólnie rzecz biorąc, trudno powiedzieć, aby istniał format dominujący, a nawet szeroko stosowany. Podobnie jest z formatami zapisu grafiki, dźwięku itp.

W realizację koncepcji biblioteki wirtualnej także muszą się włączyć rządy i społeczeństwa poprzez nakłady finansowe (co jest w ich interesie) i wyznaczanie standardów. Cieszy fakt, że rząd polski i fundacje pomagają w tym przedsięwzięciu, finansując budowę Biblioteki Śląskiej i zakup programów dla bibliotek naukowych. Smuci, że władze pozwalają marnotrawić wiele środków, np. nie narzucając standardów wymiany informacji, a dopuszczając do tego, by wyznaczali je producenci narzędzi informatycznych.

Zrealizowanie koncepcji biblioteki wirtualnej potrwa wiele lat. Szczególnie wyraźnie widać to w naszych bibliotekach naukowych, gdzie sama tylko tzw. retrokonwersja zbiorów (opracowywanie książek starych na potrzeby systemów informatycznych) zajmie sporo czasu. Zbiorów jest wiele, a siły są skromne. A przecież opracowanie zbiorów to dopiero pierwszy, najmniejszy krok do pełnej realizacji biblioteki wirtualnej.

Walka czy konwergencja?

We wstępie do tego artykułu zadałem pytanie, czy biblioteka jest skazana na naturalne wymarcie, tak jak tradycyjne techniki składu i druku, parowe ciuchcie i żelazka na duszę. W aspekcie przedstawionych koncepcji należałoby zapytać, czy indeksowanie zasobów internetowych przez wyszukiwarki, takie jak Infoseek czy AltaVista, jest jedynie etapem przejściowym. Czy nie będzie tak, że dzisiejszy trend - kiedy liczba osób podłączonych do Internetu rośnie błyskawicznie - nie odwróci się kiedyś, bo ludzie zaczną unikać bezwartościowych informacji.

Zapewne jest miejsce i dla informacji wysoko przetworzonej, oferowanej przez biblioteki, i dla informacji bardzo obfitej, oferowanej przez katalogi internetowe. Wielka rola bibliotek we współczesnym świecie wynika też z faktu, że ich usługi są w większości bezpłatne. Dzięki temu społeczeństwo informacyjne nie jest od zarania "klasowe", a więc podzielone na tych, których stać na informację przetworzoną (oferowaną przez płatne serwisy), i tych, których stać tylko na AltaVistę.

Wielką szansą bibliotek są komputery i Internet. Władze publiczne bowiem nie będą chciały finansować instytucji, które dużo kosztują i nie oferują atrakcyjnych usług. Biblioteki będą więc stawać się wirtualne; będą, bo muszą.


TOP 200