Rządowy pat

Zaledwie skomentowaliśmy dymisję Ludwika Dorna ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i administracji, a już jesteśmy po decyzji wicepremiera o przejściu na urlop. W ten sposób wizja, kierowanego przez niego, silnego Komitetu Stałego Rady Ministrów ds. Informatyzacji może lec w gruzach.

Zaledwie skomentowaliśmy dymisję Ludwika Dorna ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i administracji, a już jesteśmy po decyzji wicepremiera o przejściu na urlop. W ten sposób wizja, kierowanego przez niego, silnego Komitetu Stałego Rady Ministrów ds. Informatyzacji może lec w gruzach.

Ta diagnoza ma wybitnie charakter kronikarski. W chwili, gdy Państwo będą ją czytać w papierowym wydaniu naszego pisma, sytuacja może się zmienić o 180 stopni. Wszakże, spróbujmy przedstawić kilka scenariuszy rozwoju wydarzeń, charakteryzując uprzednio dramatis personae.

Didaskalia

Ludwik Dorn, były minister spraw wewnętrznych i administracji i wciąż wicepremier (chociaż na urlopie), zgromadził władzę, o jakiej nawet nie śnili jego poprzednicy na tym stanowisku. Podlegały mu kluczowe działy administracji rządowej z punktu widzenia organizacji i działalności państwa: sprawy wewnętrzne (policja, straż pożarna, ale również PESEL i system łączności specjalnej), administracja publiczna (np. relacje między wojewodami a marszałkami - kluczowa sprawa przy programach unijnych), informatyzacja (Plan Informatyzacji Państwa), wreszcie - geodezja i kartografia (kataster!). Słowem, miał w ręku wszystkie elementy infrastruktury informacyjnej państwa, co dawno postulował prof. Józef Oleński, współtwórca programu PiS w zakresie e-administracji, obecny prezes Głównego Urzędu Statystycznego.

Nic dziwnego, że tam rozpościerało się rozległe pole konfliktu między nim a innymi członkami rządu, już nie mówiąc o samym premierze. Na dodatek Ludwik Dorn należał do tych nielicznych polityków PiS, którzy rzeczywiście od lat przygotowywali się do objęcia takiej funkcji rządowej. Ba! Interesował się zarówno policją, jak i wykorzystaniem wolnego oprogramowania w administracji i edukacji. Słowem właściwy człowiek na właściwym miejscu. Przy nim mogło w miarę spokojnie pracować dwóch wiceministrów "dziedzinowych": Grzegorz Bliźniuk, któremu Ludwik Dorn powierzył informatyzację w rozumieniu Ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne; oraz Piotr Piętak odpowiedzialny za zadania wewnątrz resortu - dowody osobiste, paszporty, ewidencja ludności, projekt PESEL2.

Grzegorz Bliźniuk jako podsekretarz stanu skupił się na stworzeniu Planu Informatyzacji Państwa (PIP) na lata 2007-2010, który przewiduje z tego tytułu 2,5 mld zł wydatków. Formalnie wciąż PIP nie został przyjęty przez Radę Ministrów jak jej rozporządzenie. Natomiast Piotr Piętak, uporawszy się udanie z paszportami biometrycznymi, które można było wydawać od sierpnia 2006 r. zgodnie z ustawą, zaczął prowadzić projekt PESEL2, finansowany w większości ze środków unijnych. To właśnie ten projekt najbardziej podzielił branżę i prowokował różne środowiska do szukania innego rozwiązania, np. nowego ministerstwa komunikacji elektronicznej i społeczeństwa informacyjnego.

Kością niezgody między Piotrem Piętakiem a branżą stało się zwłaszcza założenie, iż MSWiA nie ogłosi jednego dużego przetargu na system PESEL2, tylko kilka pomniejszych, o ile nie będzie w stanie wykonać poszczególnych zadań własnymi siłami. Doszło wręcz do podziału w potocznym postrzeganiu obu wiceministrów. "Dobrym" jest Grzegorz Bliźniuk. Gładko mówi dla branży, która w większości nie rozumie związków między organizacją państwa a teleinformatyką i wyłącznie reaguje na proste bodźce: e-urząd, e-zdrowie, karta z lub sieć łączności specjalnej. Natomiast "złym" jest Piotr Piętak, ponieważ grozi branży, że nie zarobi ani złotówki, jeśli będzie przeciągała w nieskończoność przetargi, składając kolejne protesty, a także twierdzi, że bardziej owocnie od niej pracują świeżo upieczeni absolwenci wyższych uczelni na ministerialnych etatach.

Scenografia

Do tej pory publicznie znaliśmy wojnę podjazdową między rynkiem a Piotrem Piętakiem. Okazuje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości w osobie ministra Zbigniewa Ziobro też krytykowało MSWiA za informatyzację. Spór toczył się przynajmniej od czasu, gdy resort Ludwika Dorna opowiedział się za dwuletnim trzymaniem billingów połączeń telekomunikacyjnych na przekór żądaniom Ministerstwa Sprawiedliwości, które chciało zmusić operatorów do pięcioletniego terminu. Do tego nałożyły się spory o kształt katastru, wymianę informacji między służbami, wreszcie konflikty o stanowiska, wskutek czego Ludwik Dorn podał się do dymisji.

W tym czasie na rynku pojawiły się głosy, że doradcy Zbigniewa Ziobro, w tym jego młodszy brat Witold Ziobro, działacz PiS i pracownik Unii na rzecz Narodów - grupy parlamentarnej w Parlamencie Europejskim, do której należy PiS i PSL Piast - nakłaniają partyjnych kolegów do utworzenia nowego ministerstwa informatyzacji i łączności vel ministerstwa komunikacji elektronicznej i społeczeństwa informacyjnego. Co by to oznaczało? Podział MSWiA na dwie części, zatrzymanie większości projektów na kilka, kilkanaście miesięcy, a w konsekwencji groziłoby to utratą unijnych pieniędzy na projekty PESEL2 i startujący PL-ID (dowód biometryczny). Notabene Janusz Kaczmarek, nowy minister spraw wewnętrznych i administracji, zaproponował już na starcie podział swojego resortu. On zatrzymałby sprawy wewnętrzne, zaś administrację przekazałby Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, co w rzeczy samej kwestionowałoby reformę centrum z 1997 r. Na razie premier Jarosław Kaczyński wyraził zdziwienie takim pomysłem, zobaczymy na jak długo.

Tymczasem pod wpływem doradców z kręgu Witolda Ziobro, Janusz Kaczmarek rozpoczął pierwsze spotkanie z kierownictwem MSWiA od krytyki spraw związanych z informatyzacją. Wystarczyło to za temat stanowczej rozmowy między Ludwikiem Dornem, Piotrem Piętakiem a Jarosławem Kaczyńskim, w czasie której premier ostatecznie zdecydował, że Janusz Kaczmarek przestanie mieć zastrzeżenia wobec wiceministrów Grzegorza Bliźniuka i Piotra Piętaka. Wtedy właśnie zapadła decyzja o przekształceniu Międzyresortowego Zespołu ds. Informatyzacji w Komitet Stały, na którego czele stanął Ludwik Dorn jako wicepremier, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego. I do niego właśnie mają raportować bezpośrednio wiceministrowie Piotr Piętak i Grzegorz Bliźniuk.

Scenariusz I

Skoro Ludwik Dorn poprosił premiera o urlop, aż do czasu wyjaśnienia, jak to określił "pomówień i insynuacji tak pod adresem jego współpracowników, jak i jego samego", kiedy dziennikarze Rzeczpospolitej wpadli na trop "niejasnych powiązań Waldemara Jarczewskiego, podwładnego Ludwika Dorna, z Henrykiem Stokłosą, poszukiwanym listem gończym ekssenatorem", to start Komitetu ds. Informatyzacji nie nastąpi zbyt szybko. Może nawet okazać się, że konflikt w rządzie uniemożliwia teraz jakąkolwiek sensowną pracę.

Niewątpliwie taki komitet jest świetnym pomysłem na dalszą koordynację działań w zakresie informatyzacji. Co prawda nadal dział Informatyzacja będzie przyporządkowany ministrowi spraw wewnętrznych i administracji jako ministrowi właściwemu, ale de facto ciężar odpowiedzialności przesunąłby się w stronę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To twórcze nawiązanie do koncepcji, jaką głosiła Platforma Obywatelska przed wyborami 2005 r. Na jego bazie można myśleć o utworzeniu funkcjonalnego urzędu ds. administracji, który przejąłby nadzór nad całym tym działem. Warunek: Ludwik Dorn musi wrócić z urlopu jako wicepremier.

Scenariusz II

Skoro Ludwik Dorn poprosił premiera o urlop... jest czas, aby zastanowić się na czym polega różnica między technokratami w PiS, do których zalicza się Piotr Piętak, a partyjnymi działaczami młodego pokolenia, którymi zaczyna się otaczać Jarosław Kaczyński. Piotr Piętak twierdzi, że rządy PiS miały przynieść zmiany systemowe w strukturze władzy i organizacji państwa. Tu nie chodzi więc o "naszych ludzi" na stanowiskach, tylko realne zmiany w prawie i zarządzaniu państwem.

Przykładowo, Piotr Piętak zamierza znieść urząd Głównego Geodety Kraju jako anachroniczny i zarządzać tym działem poprzez jeden z departamentów, co jest niewątpliwie ukłonem w stronę decentralizacji państwa, ale wbrew korporacyjnemu stanowisku - wielu osób w PiS związanych z geodezją. Za taką koncepcją zmian w państwie opowiadał się nader często Ludwik Dorn.

Natomiast prokuratorskie otoczenie Jarosława Kaczyńskiego nieustannie szuka układu rozumianego jako spisek ludzi złej woli. Przy takim rozumieniu świata liczy się wyłącznie to, czy nasz człowiek jest prezesem spółki X lub instytucji Y. Nie ma mowy o zmianach koniecznych do rozumnego stosowania teleinformatyki. Wniosek: ten rząd już nie będzie miał absolutnie głowy do zajmowania się tak wyrafinowanymi sprawami jak informatyzacja.

Scenariusz III

Skoro Ludwik Dorn poprosił premiera o urlop... to lada moment usłyszymy o aferach przy informatyzacji, że wykryto układ, iż teraz będzie lepiej. A kiedy będzie lepiej? Jak zostanie wreszcie ogłoszony wymarzony przetarg na PESEL2, który wygra jedna firma i ta nas wyzwoli od wszelkich kłopotów. Na chwilę.

Co leżało w kompetencjach Ludwika Dorna...

Ludwik Dorn, były minister spraw wewnętrznych i administracji i wciąż wicepremier (chociaż na urlopie), zgromadził władzę, o jakiej nawet nie śnili jego poprzednicy na tym stanowisku. Podlegały mu kluczowe działy administracji rządowej z punktu widzenia organizacji i działalności państwa:

  • sprawy wewnętrzne (policja, straż pożarna, ale również PESEL i system łączności specjalnej)
  • administracja publiczna (np. relacje między wojewodami a marszałkami kluczowa sprawa przy programach unijnych)
  • informatyzacja (Plan Informatyzacji Państwa)
  • wreszcie - geodezja i kartografia (kataster!)

... i co leży w kompetencjach jego dwóch wiceministrów

  • Grzegorz Bliźniuk - informatyzacja w rozumieniu Ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne
  • Piotr Piętak - odpowiedzialny za zadania wewnątrz resortu - dowody osobiste, paszporty, ewidencja ludności, projekt PESEL2


TOP 200