Ryk

Podobno inteligencję wysysamy z mlekiem matki. Zastanawiające jest, skąd wysysane jest chamstwo i gruboskórność. Lokalnego Informatyka szczególnie denerwują szefowie - oględnie mówiąc - chropowatej powierzchowności i płaskiej wewnętrzności.

Podobno inteligencję wysysamy z mlekiem matki. Zastanawiające jest, skąd wysysane jest chamstwo i gruboskórność. Lokalnego Informatyka szczególnie denerwują szefowie - oględnie mówiąc - chropowatej powierzchowności i płaskiej wewnętrzności.

Z drugiej strony, menedżer słusznej postury wzbudza respekt, a gdy ponadto nie przebiera w słowach, podwładni drżą ze strachu i gotowi są wykonać każde polecenie. Szef nie może być rachityczny, bo chociażby charakteryzował się niezwykłym talentem organizatorskim i bystrym umysłem, to ledwie uśmiech politowania wywoła. Fizyczny strach jest od wieków najlepszym motorem napędzającym tryby maszyny zwanej hierarchią. Wielkość menedżera ciągle zbyt często mierzy się wagą ciała, a nie ilością zwojów mózgowych, których nie widać. Mało też kto wykazuje cierpliwość, aby oczekiwać na efekty niezbyt zrozumiałych i zbyt wymyślnych strategii wyprodukowanych przez wątłych mózgowców.Może bzdury wypisuję? Życie pokazuje, że nie do końca.

Na przykład pewna słusznej postury Dyrekcja zechciała mieć pracownię komputerową. Radości było co nie miara z tak wielkiego wydarzenia w firmie, boć to pierwsze zwiastuny wkraczającej nowoczesności, która co prawda z dużym opóźnieniem, ale mimo wszystko zawitała i w te progi. "To jakie komputery trzeba w końcu kupić?" - zechciała Dyrekcja poinformować się Sekretarki. "Nie mam pojęcia. Są różne, a ja się na tym nie znam" - odparła zapytana delikwentka. "Jak to nie wiesz! Masz przecież komputer w domu!" - zacietrzewiła się Dyrekcja słusznej postury, nadymając się jeszcze bardziej. "Owszem mam, ale służy mi do pisania i naprawdę o komputerach nie mam zielonego pojęcia" - przyznała Sekretarka. "No to po co ja cię zatrudniam, skoro nic nie wiesz?" - Dyrekcja nie była skłonna do żartów.

Głowę dam, że Dyrekcja, która jest poważnej wagi i groźnego oblicza, i tak doprowadzi do stanu wdrożenia systemu komputerowego bez sięgania po pomoc kwalifikowanych informatyków zewnętrznych. Mimo generalnej niewiedzy w firmie, sama groza bijąca z oblicza Dyrekcji spowoduje, że system ruszy. Bo jakże by mogło być inaczej.

U Lokalnego Dyrekcja także jest słusznych rozmiarów i nie przebiera w słowach, bo i po co bawić się w subtelności. A bo to firma jest dworem królewskim, gdzie etykiety trzeba przestrzegać? Jak się huknie i zaklnie, z miejsca wszelkie blokady ustąpią, bity zadrżą w posadach, nie mówiąc o informatykach. Szef ryczący jak żubr potrafi niejedno wskórać, a swym głosem dosięgnąłby nawet samego Gatesa za oceanem - za dziury w Outlooku, który wirusy przepuszcza. Bo Dyrekcja wie, że wszyscy mają jej słuchać i już.