Ruchy oddolne

W Polsce kwitną barcampy - nieformalne spotkania programistów, deweloperów, przedsiębiorców, funduszy venture capital, inkubatorów przedsiębiorczości i wszystkich tych, którzy zainteresowani są tym, dokąd podąża informatyka.

W Polsce kwitną barcampy - nieformalne spotkania programistów, deweloperów, przedsiębiorców, funduszy venture capital, inkubatorów przedsiębiorczości i wszystkich tych, którzy zainteresowani są tym, dokąd podąża informatyka.

W zasadzie to nie wiadomo, czy w ogóle należy o nich pisać, gdyż zbyt duży rozgłos im nie służy. Tracą wówczas kameralny charakter, stając się konfe-rencjami, na których wypada bywać. Pewne jest jednak, że coś się dzieje w polskiej branży IT. Coś oddolnego, rozproszonego, inicjowanego przez kolejną generację... No właśnie, kogo? Informatyków?

Informatycy 2.0

Jakub Chabik ubolewał ostatnio - a może po prostu stwierdzał fakt - że "na rynek pracy powoli wchodzi pokolenie wychuchanych córuń i synusiów, którzy w ogóle nie mają emocjonalnego stosunku do informatyki, komputera i programowania". Dla nich "informatyk" jest po prostu zawodem obiecującym atrakcyjną karierę, prestiż i pieniądze. "Jeśli my byliśmy dziećmi młodzieńczej pasji, to oni są dziećmi zapobiegliwej mamy, która w porę zadbała, aby poszli do odpowiedniej szkoły średniej, zebrali dobre oceny i bezpiecznie wylądowali na kierunku, który oferuje stabilną i dostatnią przyszłość" - stwierdza.

Być może tacy również są młodzi informatycy. Ale uczestnicy spotkań Aula Polska, Grill IT, czy 3Camp na dzieci zapobiegliwej mamy nie wyglądają, a z samodzielnością, pasją i zdolnością do samoorganizowania się również nie wydają się mieć większych problemów. Krzysztof Kowalczyk, współorganizator Auli Polskiej mówi wręcz o informatykach 2.0 i nowym pokoleniu polskiej informatyki. "Tu nie ma żadnej rewolucji. Młodzi są po prostu czymś zainteresowani dokładnie tak samo, jak starzy byli kiedyś" - kwituje Marcin Pilśniak, organizator cyklu spotkań katowickich, tzw. Spodka 2.0.

Uczestnicy barcampów
  • studenci, ale w pewien sposób zakamuflowani, bo już gdzieś pracujący,
  • ludzie zajmujący się grafiką komputerową,
  • pracownicy etatowi, których dręczą pomysły na własny biznes,
  • młodzi przedsiębiorcy, którzy już z czymś startują,
  • inwestorzy, którzy są gotowi wesprzeć finansowo ciekawe pomysły lub też poszukują pracowników.

Czy owe młode pokolenie polskiej informatyki - jeśli rzeczywiście istnieje - ma jakieś cechy wspólne? "To ludzie młodzi, otwarci, dynamiczni, bardzo ambitni, pasjonaci" - wylicza Grzegorz Dribczak, organizator zielonogórs-kiego barcampu Bachanalia IT. Większość organizatorów tego typu spotkań waha się jednak, czy ich uczestników można wpisać w ramy jakiegoś modelu psychologicznego, zawodowego, czy jakiegokolwiek innego. "Część to studenci, ale w pewien sposób zakamuflowani, bo już gdzieś pracujący. Spora grupa to ludzie zajmujący się grafiką komputerową. Część z nich przychodzi poszerzyć wiedzę, część zaś siedzi na etacie, ale czuje niepokój, dręczą ich pomysły na własny biznes, chcą więc przyjść i pogadać o nich z innymi, poszukać partnerów lub finansowania. Kolejna grupa to młodzi przedsiębiorcy, którzy już z czymś startują. Wreszcie są ci, którzy są owymi przedsiębiorcami zaintereso-wani, chcą ich wesprzeć finansowo, ewentualnie poszukują pracowników lub chcą zrobić ogólnie dobre wrażenie" - podsumowuje Mirosław Wasowicz, współorganizator trójmiejskich spotkań 3camp.

Kooperatywa młodych

Czy są już jakieś efekty zetknięcia wszystkich tych ludzi w jednym miejscu i czasie? Warszawski Bootstrap może się uznać za ojca kilku projektów. Często zdarza się, że uczestnicy spotkań zaczynają intensywnie zastanawiać się nad możliwością zawiązania kooperatyw umożliwiających realizację jakichś projektów lub też stworzeniem centrum coworkingu, czyli biur, w których wolni strzelcy mogą wynająć biurko, aby w jednej przestrzeni wspólnie z innymi pracować nad własnymi projektami, wymieniając przy okazji pomysły i tworząc sieć kontaktów. Takie centrum działa już na Śląsku. Właścicielem biura jest jedna osoba. Pozostali płacą jej czynsz na dzierżawę biurka. Na zielonogórskich spotkaniach padła propozycja utworzenia technologicznego miniklastra lubuskiego, nad którą uczestnicy mają zamiar "pochylić się w ciągu następnych spotkań".

Jak wyglądają organizowane w całej Polsce barcampy? Niektóre są dość mocno związane z tematyką Web 2.0. Inne koncentrują się na umożliwieniu nawiązywania kontaktów między młodymi przedsiębiorcami a funduszami zalążkowymi, wymianie wiedzy technicznej związanej np. z technologiami programowania czy tworzenia aplikacji internetowych. Istotna jest konwencja. Nieformalna atmosfera i brak "sztywniactwa", ograniczona liczba uczestników (od 40 do maksymalnie 100 osób), darmowy wstęp, krótkie prezentacje, możliwie duże ograniczenie autopromocji prelegentów, nastawienie na przepływ informacji pomiędzy uczestnikami, sporo czasu na pytania z sali i dyskusje.

Poznański barcamp eksperymentuje z formułą unconference (niekonferencji). Jak to wygląda? Po serii formalnych wykładów i prezentacji uczestnicy spisują na tablicy propozycje tematów, na które chcą porozmawiać. Tematy przyporządkowywane są do poszczególnych sal czy dostępnych przestrzeni i zaczynają się toczyć dyskusje - wpisane w ramy owych tematów, ale luźne, moderowane przez uczestników; dyskusje, z których każdy może się wyłączyć, gdy straci zainteresowanie lub włączyć się w dowolnym momencie, zgodnie z zasadą tzw. dwóch stóp - masz dwie stopy, możesz odejść, kiedy chcesz. Pierwszy eksperyment z unconference uczestnicy i organizatorzy uznali za umiarkowany sukces, ale nie zamierzają się poddawać.


TOP 200