Rozwód z braku innego wyjścia

W projekcie informatycznym niewielu rzeczy można być pewnym. Można jednak założyć, że w ciągu roku od wprowadzenia systemu w życie odejdzie ponad połowa doświadczonych i świetnie zorientowanych w zasadach działania organizacji członków zespołu projektowego. Odejdą na pewno - z nudów.

W projekcie informatycznym niewielu rzeczy można być pewnym. Można jednak założyć, że w ciągu roku od wprowadzenia systemu w życie odejdzie ponad połowa doświadczonych i świetnie zorientowanych w zasadach działania organizacji członków zespołu projektowego. Odejdą na pewno - z nudów.

Kiedy rozpoczyna się wdrożenie systemu informatycznego, nikt zazwyczaj nie chce podjąć wyzwania, jakim jest uczestnictwo w pracach interdyscyplinarnego zespołu projektowego. Niechęć do tego typu przedsięwzięć może być tak wielka, że specjalistom tym trzeba obiecać "złote góry", by zechcieli podjąć to wyzwanie. Po jego zakończeniu okazuje się jednak, że całe przedsięwzięcie było doskonałą odskocznią od codziennej pracy i ekscytującym doświadczeniem. Zazwyczaj na tyle wyjątkowym, że niewielu specjalistów potrafi wrócić do dawnych obowiązków, rezygnując jednocześnie z możliwości dalszego rozwoju i wykorzystywania nabytych umiejętności.

Pilnie poszukiwany

Do prowadzenia projektu poszukiwani są zazwyczaj ludzie młodzi, ale dobrze znający zasady funkcjonowania poszczególnych działów. Otwarci, komunikatywni, zdolni do negocjacji i kompromisów, a jednocześnie kreatywni i pomysłowi. Zdolności twórcze członków zespołu powinna uzupełniać dawka umiejętności racjonalnego, krytycznego myślenia, analizowania alternatywnych wyborów, tworzenia nowych struktur działania. "Najlepiej wybrać ludzi, którzy są tuż przed kolejnym awansem i mają świadomość, że będą musieli dalej ÇżyćČ z rozwiązaniami, które opracują" - mówi Andrzej Sieradz, kierownik projektu hurtowni danych w Coca-Cola Beverages, Radzymin. Jednym słowem, powinni to być jedni z najlepszych pracowników w danym dziale. Przyjęcie ciężaru prowadzenia projektu zazwyczaj oznacza porzucenie na kilka miesięcy lub nawet lat dotychczasowych, dobrze znanych obowiązków, na rzecz zgłębiania możliwości odwzorowania pewnej, jeszcze dokładnie nie znanej, struktury organizacyjnej w tajemniczym systemie informatycznym. Nic więc dziwnego, że nieufnych i trochę przestraszonych członków zespołu projektowego pozyskuje się zazwyczaj z "łapanki", po wielogodzinnych rozmowach motywujących z prezesem przedsiębiorstwa. Wydawałoby się, że ci po zakończeniu projektu z ulgą powrócą do porzuconych zadań, dziękując Bogu za to, że lokalne trzęsienie ziemi już się zakończyło. Nic bardziej błędnego. Jak uczy doświadczenie, do poprzedniej pracy wrócą zaledwie nieliczni. Niektórzy zostaną w firmie skuszeni perspektywą awansu. Innych uda się - zazwyczaj na krótko - zatrzymać, oferując im większe pensje. Wielu członków zespołu projektowego grzecznie podziękuje za współpracę i odejdzie do konkurencji prowadzącej podobny projekt, firmy wdrożeniowej, konsultingowej, a nawet założy własną firmę doradczą.

Metamorfozy

Dla wielu osób uczestnictwo w projekcie wiąże się z radykalną zmianą wyobrażeń o karierze czy dalszym rozwoju zawodowym. "Członek zespołu projektowego zaczyna bardziej utożsamiać się z całą firmą. Do tej pory nie był w pełni świadomy, co dzieje się w innych działach, teraz nagle zaczyna rozumieć, skąd brały się wcześniejsze konflikty między pracownikami różnych komórek" - mówi Marcin Kamiński, kierownik projektu wdrożenia SAP R/3 w Intercell SA, Ostrołęka. "Uczestnictwo w projekcie zdejmuje klapki z oczu, umożliwia myślenie ponad podziałami. Nagle członek zespołu staje się jednoosobowym centrum informacji, zaczynają się do niego zwracać inni pracownicy, staje się obiektem szacunku i uznania" - uzupełnia Piotr Orłowski, kierownik wdrożenia SAP R/3 w Servisco, Warszawa. "Znacznie wzrastają ambicje zawodowe, również ze względu na to, że uczestnicy projektów informatycznych są zazwyczaj dobrze wynagradzani finansowo. Zarząd z szacunkiem odnosi się do ich propozycji, stają się autorytetami" - wylicza Krzysztof Jasiorowski, pełnomocnik Zarządu ds. Systemu MRP II, ISO 9001 i Normalizacji w Zakładach Fameg SA, Radomsko. Do tego dochodzi możliwość podejmowania decyzji, mających wpływ na działanie firmy, poszerzający kontakty z ludźmi reprezentującymi różne dziedziny wiedzy, intensywna praca intelektualna związana z poznawaniem systemu informatycznego, wysiłek pracy po godzinach, ekscytacja zmianą towarzyszącą dużemu zaangażowaniu emocjonalnemu w osiągnięcie sukcesu projektu.

Nagle jednak nadchodzi zakończenie projektu, który oznacza również kres pewnego stanu psychicznego, umożliwiającego życie na wyższych obrotach. Dotychczasowe otoczenie staje się bezbarwne i nieciekawe. Znika atmosfera mobilizacji, nikt nie oczekuje pomocy członków zespołu. Po starcie produktywnym systemu istnieje również okres zmian i uzupełnień, które przypominają czas minionej ekscytacji. Potem jednak system jest zamrażany. Dla zespołu projektowego oznacza to przytłaczającą pustkę i nudę, która często zmusza ich do podjęcia decyzji o odejściu z firmy. A na takich rozczarowanych specjalistów z otwartymi ramionami czekają inne firmy.

Zaloty headhuntera

Członkowie zespołu projektowego to olbrzymia inwestycja firmy w wiedzę. Łączą oni znajomość technologii informatycznych, poszczególnych obszarów merytorycznych prowadzenia biznesu, rozwiniętą kreatywność i innowacyjność, zdolności komunikowania się. Firmy konsultingowe i wdrożeniowe natomiast stale narzekają na brak doświadczonych konsultantów, zwłaszcza w zakresie biznesu. Doświadczonym członkom zespołów projektowych skłonne są zaoferować stawki dwu- czy trzykrotnie wyższe niż otrzymywane na dotychczasowym stanowisku, tym bardziej że są oni "żywą referencją" sukcesu projektu informatycznego. Jeszcze bardziej pożądani są przez firmy konkurencyjne lub z podobnej branży, mające wdrożenie przed sobą. "Znacznie wzrasta wartość tych ludzi na rynku pracy, o czym oni doskonale wiedzą. A firmy macierzystej z reguły nie stać, by zaoferowała im takie pieniądze" - mówi dyrektor personalny jednej z dużych firm produkcyjnych.

Nikt mnie nie kocha

Impuls do zmiany pracy przychodzi nie tylko z zewnątrz. Teoretycznie firma nie chce stracić kompetentnego pracownika z ogromnym doświadczeniem. Praktycznie często nie znajduje dla niego miejsca. "Ludzie, którzy tak długo zajmowali się wyłącznie projektem, odchodzą od podstawowego biznesu i trudno im wrócić do poprzednich struktur. Przez ten czas ich miejsce zostało zajęte i trudno stworzyć im nowe stanowisko. Nie można kogoś tak po prostu automatycznie awansować, bo ewentualne stanowiska, na które awans byłby możliwy, są zajęte przez innych. Czasami wprowadzenie systemu informatycznego jest okazją do wymiany starszego garnituru kadry zarządzającej, ale przecież tego typu rewolucja nie zawsze jest możliwa. Nie ma struktur, w których można by w pełni wykorzystać wiedzę tych ludzi, a nie można oczekiwać, iż po zakończeniu dużego projektu pojawią się od razu kolejne, tak ciekawe zadania" - zastanawia się Maciej Burczyk, starszy menedżer w . W skrajnych przypadkach firma wręcz degraduje zasłużonego pracownika, nie znajdując dla niego odpowiedniego miejsca i dając mu w ten sposób sygnał do odejścia.

Wprowadzenie systemu w życie i okres przejściowy oznaczają również powstanie konfliktów personalnych. Członkowie zespołu, starający się myśleć w kontekście całej firmy, są obarczani winą za wszystkie "negatywne" - i często bardzo nieistotne - aspekty wprowadzonych zmian. Powszechny staje się pogląd, że przeszkadzają w codziennej działalności firmy. "To był taki sympatyczny facet, ale przez jego głupie pomysły my mamy więcej pracy" - mówią niektórzy. Narastają antagonizmy, a osoba zaangażowana w projekt nie może już liczyć nawet na wsparcie własnego działu, gdyż jej działem jest zespół projektowy, który właśnie jest rozwiązywany.

Nie odchodź, proszę...

Byli uczestnicy projektów informatycznych poszukują wyzwań, samorealizacji, dreszczyku emocji, nowej wiedzy. "Nie ma możliwości zatrzymania w firmie ludzi, którzy aktywnie przeszli przez duży projekt informatyczny" - stwierdza jednoznacznie Mariusz Barycki, dyrektor działu informatyki w firmie Ahold Polska z Krakowa. Nie wszyscy podzielają jego opinię. Firmy mimo wszystko próbują zatrzymać członków zespołów projektowych. Czasem udaje się to za pomocą pieniędzy. Jest to niezła strategia, zwłaszcza jeżeli firma, w której realizowany był projekt, jest jednym z największych pracodawców na rynku lokalnym, na którym panuje bezrobocie. Wówczas dla wybranego pracownika nagrodą za uczestnictwo w projekcie staje się sam fakt stałego zatrudnienia. Czynnikiem sprzyjającym jest w tym przypadku niewielka mobilność Polaków, obniżająca się wraz z wiekiem i rozwojem rodziny.

Alternatywą dla tego powszechnie stosowanego modelu jest stworzenie ścieżek awansów, zaspokajających ambicje zespołu. Jeśli projekt trwa około roku, pozostaje wystarczająco dużo czasu na przegrupowania w strukturze firmy. Czasem wyjściem jest przeniesienie w ramach całej grupy kapitałowej, której poszczególne jednostki zaczynają podobne projekty bądź budując dopiero swoje struktury mogą zaoferować członkowi zespołu interesujące i odpowiedzialne stanowisko. "W Famegu zespół odpowiedzialny dotychczas za wdrożenie Movexa zajmuje się teraz wprowadzaniem w życie normy ISO 9001" - mówi Krzysztof Jasiorowski. Interesującą możliwością jest wydzielenie z macierzystej firmy odrębnej spółki, która zajmie się wyłącznie konsultingiem w zakresie organizacji i informatyzacji przedsiębiorstw. Często firmie pozostaje jedynie próba wyegzekwowania od członków zespołu jak największej wiedzy i przekazania jej innym pracownikom, zanim ci najlepsi odejdą. Na szczęście, odejście następuje kilka miesięcy po zakończeniu wdrożenia, jest więc na to trochę czasu.

Prawie nikt spośród tych, którzy zdecydowali się na zmianę i rozwój zawodowy w konsultingu czy życie od projektu do projektu w różnych firmach jednej branży, nie żałuje podjętej decyzji. Niewielu z nich, biorąc na siebie zadania związane z projektem, podejrzewało, że jego naturalną konsekwencją będzie zmiana miejsca zatrudnienia i tak zupełna zmiana wizji całej organizacji. Projekt pozwolił im jednak wyjść ponad przeciętność.