Roman Kluska

Założył firmę Optimus w 1987 r. Sześć lat później debiutowała ona na giełdzie jako jedna z pierwszych firm komputerowych. W 2000 r. sprzedał swoje udziały pośrednikom z BRE Bank i Zbigniewowi Jakubasowi, by ostatecznie w 2001 r. wycofać się z tej branży.

Zna się na hodowli owiec, antynowotworowych właściwościach jagnięciny i serze owczym jako znakomitym specjale zapobiegającym rozwojowi chorób układu krążenia. Uważa też, że olej rydzowy (zwany również lnianką) - wytłaczany w warunkach domowych - świetnie nadaje się na biopaliwo do traktorów w gospodarstwach rolniczych na terenach górskich. Jego fermę owiec w Beskidzie Sądeckim zasila energia wodna i słoneczna. Od kilku lat produkuje prąd na własne potrzeby. Czasem baterie słoneczne i mała elektrownia na pobliskim potoku produkują go tyle, że Roman Kluska, prezes zarządu spółki "Prawdziwe Jedzenie" mógłby się nim dzielić. Ale jak mówi "Gazecie Krakowskiej", prawo nie zezwala mu na oddanie tej energii do sieci, aby inni z niej skorzystali. Nie może też zrobić takiego prezentu, bo zostałby przestępcą.

Wystarczy, że raz już został spektakularnie aresztowany w 2002 r. pod zarzutem wyłudzenia przez Optimusa 30 mln zł podatku VAT w latach 90. Rok później sprawa została umorzona, a skarb państwa musiał jeszcze zwracać Romanowi Klusce koszty postępowania. Co prawda, do tej pory nie wypłacono mu odszkodowania za bezpodstawne aresztowanie, ale jego przypadek stał się symbolem walki z korupcją i jest punktem odniesienia dla wszystkich kampanii o zwiększenie wolności gospodarczej. W 2007 r. doradzał nawet premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, tworząc pakiet ustaw deregulujących gospodarkę. Dzisiaj, gdy zdarza mu się prowadzić wykłady, stawia nacisk na swobodę działalności gospodarczej, którą - jego zdaniem - najlepiej gwarantowały tzw. ustawy Wilczka w peerelowskim jeszcze rządzie Mieczysława Rakowskiego. To wówczas powstał Optimus i eksplodowała niezabita przez PRL przedsiębiorczość Polaków.

W losach Romana Kluski odbijają się wszystkie zmiany i zawirowania ostatniego 20-lecia. On sam uwielbia przedstawiać swoją historię w konwencji mitu o amerykańskim pucybucie. Po sprzedaży pakietu kontrolnego akcji Optimusa, dzięki któremu trafił do pierwszej setki najbogatszych Polaków w rankingu tygodnika "Wprost", zajął się działalnością charytatywną. Tylko dzięki jego pomocy udało się zdążyć przed ostatnią wizytą papieża Jana Pawła II z oddaniem do użytku Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie - Łagiewnikach. To jego ofiarności Wyższe Seminarium Duchowne w Tarnowie zawdzięcza najpiękniejszą i najlepszą aulę multimedialną w kraju. A to są tylko najbardziej znane przykłady. Pomyśleć, że Roman Kluska zakładał pierwszą firmę z dwunastoma dolarami w kieszeni.

Kim jest zatem Roman Kluska? W oczach byłych współpracowników to genialny wizjoner, który jednak bezpośrednio nie powinien rządzić żadną firmą. Najlepiej, gdyby jego pomysły realizowali inni. W przeciwnym razie wciąż będzie wtrącał swoje trzy grosze do układu logo w reklamie w gazecie lub negocjacji handlowych. Można spojrzeć na to inaczej: na początku działalności Optimus mógł być kierowany jednoosobowo - był firmą rodzinną. Z czasem potencjał Optimusa, notowanego na warszawskiej giełdzie, i Grupy Optimus przerósł najśmielsze oczekiwania jego twórcy, a zarządzanie firmą zaczynało wymykać się mu spod kontroli. W końcu przyszedł czas, aby pożegnać się z firmą. Po jego odejściu Optimus już nigdy nie odzyskał pozycji i w tym roku stał się "wydmuszką" dla CD Projekt, który dzięki temu wchodzi na GPW.

Dzisiaj, gdy Roman Kluska jest hodowcą owiec, w jego wypowiedziach nie brakuje wizji i przekonania, że znowu ma rację. Stać go na niezależność i wiarę we własne idee.