Rewolta operatorów

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności wprowadzono bez porozumienia z zainteresowanymi podmiotami gospodarczymi.

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności wprowadzono bez porozumienia z zainteresowanymi podmiotami gospodarczymi.

Dopóki artykuł 40 Prawa telekomunikacyjnego, mówiący o tym, że "operatorzy są obowiązani do wykonywania zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego", miał tylko tak ogólnikową postać, operatorzy szczególnie się nim nie przejmowali. Brakowało bowiem stosownej delegacji ustawowej (na mocy art. 40 pkt 3) uszczegóławiającej powyższy zapis. Wielu nowych uczestników rynku telekomunikacyjnego korzystało zresztą z tego, nie ujmując w swoich planach biznesowych obciążeń wynikających z art. 40. Chodzi tu zarówno o przygotowanie techniczne systemów telekomunikacyjnych, tak by umożliwiały dostęp do treści przesyłanych w sieci oraz danych o użytkownikach i realizowanych przez nich połączeniach, jak i przystosowanie sieci do działania w sytuacjach szczególnych zagrożeń (np. klęsk żywiołowych) czy w ramach systemu kierowania obroną państwa.

Rozporządzenie niezgody

Kiedy wreszcie pojawiła się stosowna regulacja prawna - rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 24 stycznia br. w sprawie wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego - środowisko operatorów zawrzało. "Nałożono na nas dodatkowe obowiązki określone na bardzo ogólnie i nieprecyzyjnie określonych warunkach" - uważa Jolanta Ciesielska, rzecznik prasowy Netii Telekom. W przypadku tego rozporządzenia - zasadniczo przygotowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - nie było dialogu pomiędzy instytucjami państwowymi odpowiedzialnymi za przygotowywanie rozwiązań legislacyjnych a zainteresowanymi podmiotami gospodarczymi.

"Sytuacja wygląda bardzo nieciekawie. Co prawda nikt tego jeszcze oficjalnie nie stwierdził, ale nasza analiza prawna wskazuje na to, że rozporządzenie to dotyczy wszystkich operatorów, także takich jak my, czyli zajmujących się wyłącznie transmisją danych" - mówi Krzysztof Sielicki, dyrektor Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK). Tymczasem rozporządzenie napisano wyraźnie pod kątem specyfiki działalności operatorów świadczących usługi telefonii głosowej i właściwa jego interpretacja stanowi dużą zagadkę dla tych, którzy świadczą usługi innego rodzaju.

"Rozporządzenie dotyczy wszystkich operatorów telekomunikacyjnych, zaś definicja operatora zawarta jest w Prawie telekomunikacyjnym. Zarazem jednak należy zwrócić uwagę, że w rozporządzeniu mowa jest o elementach sieci, np. centralach, charakterystycznych dla operatorów telefonii, więc w pewnym sensie inni operatorzy pozostają poza jego zasięgiem czy też pewne wymogi rozporządzenia ich nie dotyczą" - wyjaśnia Krzysztof Heller, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Taka interpretacja raczej nie wyjaśnia sytuacji, tym bardziej że granice pomiędzy transmisją danych a przesyłaniem rozmów telefonicznych w technologii VoIP są trudne do wychwycenia. Co więcej, również operatorzy telefonii czują się zagubieni.

"Trudno zrozumieć, dlaczego to rozporządzenie pojawiło się w sytuacji, gdy nie uregulowano jeszcze kwestii standardów technicznych urządzeń wykorzystywanych w sieci telekomunikacyjnej. Bez tego nie wiadomo, w jaki sposób mamy przystosować naszą sieć do wymogów rozporządzenia, w którym i tak jest zbyt wiele niedopowiedzeń" - mówi Jolanta Ciesielska. Chodzi o zapis zawarty w art. 88 pkt. 3 ustawy - Prawo telekomunikacyjne: "Minister właściwy do spraw łączności (...) określi, w drodze rozporządzenia, szczegółowe wymagania techniczne i eksploatacyjne dla sieci telekomunikacyjnych i urządzeń telekomunikacyjnych, dotyczące ich przystosowania do wypełniania przez operatorów obowiązku, o którym mowa w art. 40 ust. 2". Krzysztof Heller ripostuje, że najpierw należało określić pewne pryncypia, ogólną politykę w zakresie bezpieczeństwa, aby potem można było wskazać konkretne standardy. Na wspomnianą delegację do art. 88 przyjdzie zaczekać kilka miesięcy.

Powtórka z rozrywki

Najnowsze rozporządzenie Ministra Infrastruktury dla większości operatorów było ogromną niespodzianką. Jego kształt jest bowiem bliski projektowi zaprezentowanemu dwa lata wcześniej, który został powszechnie skrytykowany. Wówczas m.in. polski oddział organizacji ISOC stwierdził, że "proponowane rozwiązania techniczne mogą umożliwić masową, zautomatyzowaną inwigilację obywateli w Internecie". Druga strona nie podjęła jednak dyskusji, uwzględniono jedynie nieliczne uwagi środowiska operatorów i jego publikacja 7 lutego br. pozostała właściwie nie zauważona (DzU Nr 19, poz. 166). Operatorzy o istnieniu obowiązującej wersji rozporządzenia dowiedzieli się dzięki informacjom w mediach. Tymczasem furtka, którą pozostawiono w rozporządzeniu, w postaci możliwości ubiegania się o 18-miesięczne odroczenie obowiązku wypełniania wymogów rozporządzenia, wymaga szybkiej reakcji operatorów, termin składania stosownych wniosków upływa bowiem pod koniec drugiej dekady marca. Wszyscy operatorzy deklarują wystąpienie z takimi wnioskami.

Zamierzają oni również podjąć działania poprzez branżowe izby gospodarcze, w tym Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji.

Drogie zadanie

Poza wątpliwościami dotyczącymi prawidłowego wypełnienia wymogów rozporządzenia, największy opór operatorów budzą związane z tym ogromne koszty. W przypadku Netii może to być 10-13 mln zł za samo dostosowanie central. Operatorzy zapowiadają więc, że podejmą kroki przeciwko takim rozwiązaniom, twierdząc, że rozporządzenie jest sprzeczne z konstytucją. "Skoro państwo chce podsłuchiwać obywateli, niech za to płaci" - tak o obowiązkach ustawowych mówią nieoficjalnie przedstawiciele Telekomunikacji Polskiej. W ich ocenie przystosowanie do tych wymogów będzie kosztowało 100 mln zł. Równie istotne jest przekonanie, iż państwo powinno wymóc na wszystkich operatorach przestrzeganie bezpieczeństwa teleinformatycznego. "Nie ma co zasłaniać się konstytucją, tylko lepiej zacząć dyskutować o zasadzie, na której należy oprzeć powinności wobec państwa w warunkach gry rynkowej. Przecież te powinności zostały zawarte w konstytucji i to jako obowiązek" - mówi Piotr Rutkowski, konsultant zajmujący się prawnymi aspektami telekomunikacji i ekspert sejmowej Komisji Infrastruktury.

Część operatorów zachowuje jednak spokój, wskazując, że - jak stwierdził przedstawiciel jednego z podmiotów zajmujących się transmisją danych - "przepis przepisem, ale próby jego wyegzekwowania są skazane na porażkę". Przekonanie to może jednak okazać się błędne, zaś prowadzenie działalności telekomunikacyjnej - nieco trudniejszym przedsięwzięciem, niż to się niektórym do tej pory wydawało.


TOP 200