Recesja przez dwa zera

Problem roku 2000 to nie tylko zagadnienie informatyczne, ale także biznesowe. Zależeć od niego mogą zjawiska makroekonomiczne. Istnieje realne zagrożenie, że perturbacje w pracy systemów informatycznych, ogromne nakłady ponoszone na przygotowanie firm do nadejścia roku 2000 i zachowania społeczne z pogranicza paniki, rozbudzonej przez media pod koniec 1999 r., mogą doprowadzić do poważnej recesji w światowej gospodarce.

Problem roku 2000 to nie tylko zagadnienie informatyczne, ale także biznesowe. Zależeć od niego mogą zjawiska makroekonomiczne. Istnieje realne zagrożenie, że perturbacje w pracy systemów informatycznych, ogromne nakłady ponoszone na przygotowanie firm do nadejścia roku 2000 i zachowania społeczne z pogranicza paniki, rozbudzonej przez media pod koniec 1999 r., mogą doprowadzić do poważnej recesji w światowej gospodarce.

O ekonomicznych skutkach nadejścia roku 2000 rozmawiają Garth Saloner - naukowiec zajmujący się światowym rynkiem teleinformatycznym w ramach Sloan Foundation, Stephen Roach - ekonomista pracujący na rzecz amerykańskiej Akademii Nauk i Edward Yardeni - znany ekonomista, specjalizujący się w ocenie skutków problemu milenium.

Czy problem roku 2000 będzie miał istotny wpływ na gospodarkę światową, w szczególności amerykańską?

Edward Yardeni: Można oczekiwać, że z wysokim, co najmniej 40% prawdopodobieństwem będziemy mieli do czynienia z recesją. Może ona być aż tak dotkliwa, jak kryzys lat 1973-74, wywołany załamaniem rynku paliwowego. Obecnie podobny wpływ na globalną ekonomię mogą mieć zaburzenia w przepływie informacji, wywołane awariami systemów informatycznych.

Stephen Roach: Inwestycje na informatykę w firmach przestały być jednorazowymi dużymi wydatkami. Dzisiaj są stałym, ukrytym kosztem prowadzenia każdego biznesu. Przygotowanie do roku 2000 to najbardziej nieproduktywna inwestycja w informatykę, z jaką mieliśmy kiedykolwiek do czynienia, zwłaszcza im bliżej feralnej daty, kiedy już nie ma czasu, żeby inwestować w nowe technologie. Nie widzę jednak, by mogło to rzeczywiście istotnie wpłynąć na kondycję biznesu. Znamy prawa ekonomii, według których po latach wzrostu następuje recesja. Jej wystąpienie jest więc bardzo prawdopodobne za kilka lat, ale wcale nie musi to być wynikiem nadejścia roku 2000. A ta recesja będzie pierwszą w erze informacji. Mam nadzieję, że technologia pozwoli ją szybciej przezwyciężyć.

Widzę inne zjawiska, które mogą mieć znacznie poważniejszy wpływ na światową ekonomię niż rok 2000. Chociażby El Nino czy słabość azjatyckich rynków.

Garth Saloner: Najistotniejszym efektem przygotowań do roku 2000 będzie osłabienie strategicznych inwestycji w systemy informatyczne w firmach. Skupienie się na przygotowaniach odwróci wiele firm od wprowadzenia nowych rozwiązań, jak chociażby wdrożenie Internetu do prowadzenia działalności biznesowej. Nie wiemy co tracimy, ale na pewno zaangażowanie tak dużych środków przez okres 4-5 lat, które mogłyby zostać zużyte gdzie indziej, istotnie zniweluje wzrost produktywności w tym okresie. Zwłaszcza że rozwój nowych technologii na ogół odbywa się na drodze dyfuzji, gdy większość firm podąża za pionierami.

S.R. Rok 2000 dobrze obrazuje, że inwestowanie w informatykę w ogóle może być mało produktywne. Cały czas skupiamy się na budowaniu infrastruktury dla dużych systemów transakcyjnych, zaniedbując obszary, gdzie zastosowanie informatyki mogłoby dać ogromne korzyści.

Czy nie będziemy mieli do czynienia z samosprawdzającą się przepowiednią - gdy problemy ekonomiczne wywołane zostaną nie przez technologię, ale ludzkie reakcje. Na przykład rozpocznie się masowe wycofywanie gotówki z banków przed nadejściem roku 2000, nikt nie będzie chciał podróżować w tym okresie itd.?

G.S. Technologia informatyczna tak już wrosła w nasze życie, że nie widzę miejsca dla takiej komputerofobii.

E.Y. Społeczeństwo może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. Na przykład wiele osób odłoży poważniejsze inwestycje po 1 stycznia 2000 r. Ot tak, na wszelki wypadek...

Jednak efekt roku 2000 może nie być aż tak straszny, jak nam się wydaje. Po pierwsze, zostanie wydanych wiele pieniędzy, które rynek zagospodaruje. Po drugie, firmy, które dobrze się przygotują, przetrwają bez większego uszczerbku kilka pierwszych miesięcy 2000 roku, zyskają ogromną przewagę nad swoimi konkurentami. Także największymi koncernami na danym obszarze rynku. Otwierają się szerokie perspektywy przed tymi, którzy umieją planować.

G.S. Już dzisiaj mamy do czynienia z problemem roku 2000. To proces ciągły, gdzieś nie działały karty do bankomatów, pewna staruszka otrzymała wezwanie do przedszkola. Ludzie uczą się, jak sobie radzić w takich sytuacjach i że nie jest to żadna katastrofa. Nie widzę tutaj powodów do paniki.

Czy ekonomiczne następstwa nadejścia roku 2000 uderzą w jedne sektory bardziej niż w pozostałe?

G.S. Tam gdzie zagrożenie jest największe, w bankach i instytucjach finansowych, gdzie występuje największe zagęszczenie dużych transakcyjnych baz danych, problem jest traktowany najpoważniej i prowadzone przygotowania są najbardziej zaawansowane.

E.Y. Każdy może być zagrożony. Żyjemy w systemie, w którym wszystkie elementy są od siebie zależne. Konsekwencje nadejścia roku 2000 i zakłócenia w pracy kluczowych elementów mogą dotknąć każdego.

S.R. Ogólnie rzecz biorąc sektor publiczny zawsze był opóźniony we wchodzeniu do ery informacyjnej. Rok 2000 także przyniesie tutaj pewnie trochę rozczarowań.

Martwi mnie to jednak jako obywatela, a nie uczestnika rynków finansowych. Jestem przekonany, że wszystkie systemy dokonujące najważniejszych transakcji i transferów finansowych będą w pełni zgodne.

E.Y. Nie można pomijać efektu domina. Telefony i systemy dostarczania energii muszą pracować. Komputery PC też. Napływające dane powinny być poprawne. Dopiero wtedy główne systemy będą działać bez problemów.

Zapomina się, że problem roku 2000 to zagadnienie nie tylko dla informatyków, ale także menedżerów. To oni muszą zadbać o monitorowanie postępu prac. Ich zadaniem jest prowadzenie rozmów z dostawcami i kooperantami. To również oni powinni opracować plany ratunkowe, które pozwolą firmie przetrwać 6 miesięcy. Menedżerowie muszą myśleć kategoriami "co zrobić na wszelki wypadek".

Czy problem milenium wpłynie w mniejszym stopniu na kraje europejskie?

G.S. W krajach europejskich proces przechodzenia ze starych systemów na zupełnie nowe rozwiązania i architektury, wolne od problemu roku 2000, jest znacznie szybszy niż w Stanach Zjednoczonych.

E.Y. Martwić może to, że rynek pracy dla programistów i informatyków z uwagi na rosnące zapotrzebowanie jest obecnie drenowany na rzecz Stanów Zjednoczonych. Biedne kraje mogą stracić znaczną liczbę specjalistów - właśnie na skutek problemu roku 2000.

S.R. To problem ogólnoświatowy. Kraje Unii Europejskiej muszą sobie jednocześnie poradzić z innym problemem - wprowadzeniem euro. Nie żyjemy jednak na osobnych wyspach. Każdy koncern międzynarodowy, który zostanie dotknięty skutkami milenium w danym państwie, odczuje ten efekt w całej swojej działalności.

--------------------------------------------------------------------------------

Na podstawie CIO Enterprise, maj 1998 r., wydawanego przez IDG, opr. peg.


TOP 200