Przyjaciół poznaje się w biedzie

Okoliczności paktu zawartego przez Sun Microsystems i Microsoft pozwalają przypuszczać, że za porozumieniem odwiecznych rywali stoją inne przesłanki niż tylko chęć współpracy technologicznej.

Okoliczności paktu zawartego przez Sun Microsystems i Microsoft pozwalają przypuszczać, że za porozumieniem odwiecznych rywali stoją inne przesłanki niż tylko chęć współpracy technologicznej.

Kres trwającemu długie lata konfliktowi firm Sun i Microsoft przyniosła zorganizowana na początku kwietnia br. wspólna konferencja prasowa szefów obu firm. Scott McNealy i Steve Ballmer, rywale, którzy do tej pory nie szczędzili sobie uszczypliwości, występowali przeciw sobie w sądzie i nawzajem oskarżali się o całe zło tego świata (w tej kategorii prym wiódł szef Suna), publicznie uścisnęli sobie ręce na znak zgody. Przesłanki tego niespodziewanego zwrotu akcji nie są do końca jasne. McNealy i Ballmer zapewniają, że nad treścią paktu pracowali już od roku. Alternatywna teoria spiskowa mówi, że Microsoft przestraszył się kar, które mogłaby nałożyć na firmę Komisja Europejska, i dlatego zabiegał o pojednanie z Sunem. Dodajmy, że Sun cały czas jest w kiepskiej sytuacji finansowej, którą uda się nieco podreperować dzięki pieniądzom uzyskanym od Microsoftu.

Detale w przyszłości

"Tu nie chodzi o pieniądze" - Scott McNealy odpowiada na zarzuty, że Microsoft "kupił" milczenie Suna w sporach sądowych toczących się przeciwko producentowi Windows. Faktem jest jednak, że uroczystemu zakopaniu topora wojennego towarzyszy olbrzymia transakcja finansowa. Microsoft zgodził się przelać na konto Suna prawie 2 mld USD. To mniej więcej tyle co Microsoft zapłacił za przejęcie firm Navision i Great Plains Software.

Na 700 mln USD szefowie obu firm wycenili ugodę w sporach dotyczących praktyk monopolistycznych Microsoftu godzących w Suna. Kwotę 200 mln USD więcej będzie kosztować Microsoft odszkodowanie wypłacone w związku z umorzeniem spraw dotyczących naruszeń własności intelektualnej Suna. Na spłatę tych zobowiązań Microsoft ma dziesięć lat.

Kolejne 350 mln USD Microsoft zgodził się zapłacić od razu za prawa do korzystania z niektórych technologii Suna. W rewanżu Sun również poniesie pewne koszty związane z zakupem praw do patentów Microsoftu, ale na razie nie podano do publicznej wiadomości, jakich technologii ma dotyczyć wymiana.

"Nasze firmy nadal będą konkurować, ale to porozumienie stwarza podwaliny współpracy, na której skorzystają klienci" - zapowiedział Steve Ballmer. On i Scott McNealy starali się wyraźnie sprawę współpracy technologicznej uczynić głównym motywem porozumienia. Niestety, poza dość ogólnymi deklaracjami nie byli w stanie przywołać zbyt wielu przykładów przyszłej kooperacji.

Głównym założeniem ma być usprawnienie współpracy między produktami Suna i Microsoftu, zwłaszcza w zakresie platform serwerowych i aplikacji dla stacji roboczych. Serwery i oprogramowanie do serwerów Suna otrzymają certyfikat zaświadczający o ich zgodności z Windows. Firmy mają współpracować nad przybliżeniem dwóch konkurencyjnych technologii .Net i Java. Microsoft będzie dostarczać wirtualną maszynę Java w swoich systemach operacyjnych, co do tej pory napotykało protesty Suna. O ewentualnej wymianie formatów plików między pakietami biurowymi i Star Office nie było mowy.

W cieniu kary

Przypomnijmy, że na tydzień przed ogłoszeniem paktu Microsoft został dotkliwie ukarany przez Komisję Europejską, która zarzuca koncernowi nadużywanie pozycji dominującej na rynku oprogramowania. Surowa kara przewiduje m.in. zapłatę przez Microsoft prawie 500 mln euro. Zaraz po ogłoszeniu wyroku Komisji Microsoft zapowiedział apelację do unijnego Sądu Pierwszej Instancji.

Postępowanie prowadzone przez Komisję Europejską trwało pięć lat. W tym czasie przedstawiciele Suna ściśle współpracowali z Komisją.

Obecnie kierownictwo Suna zostało postawione w niezręcznej sytuacji. Z jednej strony, firmę wiąże porozumienie, w którym ustalono, że Sun wycofa zarzuty wobec Microsoftu. Z drugiej zaś, jest pewne, że w dalszym postępowaniu unijny sąd apelacyjny zwróci się do firmy Scotta McNealy'ego z prośbą o ustosunkowanie się do poprzednio składanych zeznań obciążających Microsoft. Jak w tej sytuacji zachowa się Sun? Na razie prawnicy reprezentujący firmę odmawiają komentarzy.

Wśród europejskich prawników komentujących pakt dwóch konkurentów nie brak głosów, że polubowne rozwiązanie konfliktu między Sun Microsystems a Microsoftem niekoniecznie przysłuży się tej drugiej firmie w kontekście zapowiadanego procesu przed sądem apelacyjnym. Przecież fakt, że Sun stanie się dysponentem specyfikacji technicznych dotąd skrzętnie chronionych przez Microsoft, nie oznacza, iż o taki przywilej nie upomną się inni producenci oprogramowania.

Pieniądze się przydadzą

Tymczasem sytuacja finansowa Suna staje się niepokojąca. Dwanaście kwartałów z rzędu bez wykazania się przed akcjonariuszami zyskiem musi martwić nie tylko zarząd, ale i klientów. Ich humorów nie poprawią wyniki ostatniego kwartału, które firma poda do wiadomości w połowie kwietnia. Jak ujawniono, wg wstępnych szacunków strata w ciągu trzech miesięcy wyniosła między 700 a 800 mln USD przy przychodach ok. 2,85 mld USD.

Scott McNealy rzucił hasło do podjęcia natychmiastowych działań naprawczych. Zwolnienia w biurach Suna na całym świecie dotkną ponad trzech tysięcy pracowników (ok. 9% wszystkich zatrudnionych). Poprzednio przeprowadzone redukcje zatrudnienia w 2001 i 2002 r. objęły 8500 osób. Cięcia obejmą administrację, ale również działy odpowiedzialne za badania i rozwój (research and development).

Człowiekiem nr 2 w korporacji mianowano Johnatana Schwartza, który do tej pory odpowiadał za oprogramowanie Suna. Wypełni on wakat na stanowisku dyrektora operacyjnego i prezesa zarządu. Scott McNealy pozostanie dyrektorem wykonawczym.

Czegoś będzie brak

Podczas konferencji, na której ogłoszono nowy rozdział w relacjach Suna i Microsoftu, szefowie obu firm nawiązywali do wspólnych korzeni. Obaj pochodzą ze stanu Michigan, obaj są absolwentami znakomitych uniwersytetów Harvarda i Stanford. Ponoć przyjaźnili się do chwili, gdy podjęli pracę w konkurujących firmach. Teraz w geście pokoju i wybaczenia wymieniają się koszulkami hokejowej drużyny Detroit Red Wings, której kibicowali za młodu. Wzruszające zakończenie, godne najlepszych scenarzystów Hollywood, zapewne nie wszystkim przypadło do gustu.

Antagonizm Suna i Microsoftu był bodaj najbarwniejszym elementem rynku informatycznego. Słuchając Scotta McNealy'ego, zawsze można było liczyć, że nie powstrzyma się on od dowcipnej, acz zjadliwej uwagi pod adresem Billa Gatesa. Jego anegdoty nadawały ludzki wymiar rywalizacji między coraz szybszymi serwerami i coraz wydajniejszymi bazami danych. Scott McNealy mógł być honorowym prezesem klubu pokrzywdzonych przez Microsoft i kombatantów walki z Windows. Co ma teraz do powiedzenia tym, których zostawia samych na placu boju? "Wydorośleliśmy" - odpowiada nagabywany przez dziennikarzy o to, jak się czuje w nowej roli sprzymierzeńca firmy, którą przez lata traktował jako wcielenie informatycznego imperium zła. "Klienci nie chcieli już tylko agresywnej retoryki. Oczekiwali, że dwie dominujące technologie będą wreszcie ze sobą współpracować" - tłumaczy Scott McNealy.

Nadzieją tych, którzy mimo wszystko z niesmakiem myślą o zwrocie w polityce Suna, pozostaje Larry Ellison z Oracle'a. Nie mniej błyskotliwy, obdarzony równie ciętym językiem, tyle że i on ostatnio rzadziej atakuje Microsoft. Może naprawdę miliarderzy z Doliny Krzemowej wychodzą z wieku dojrzewania?


TOP 200