Przebudzenie po wstrząsie

Wydawać by się mogło, że afera Art-B skuteczniej obudzi bankowców z letargu niż wieloletnie narzekania klientów na opieszałość bankowych operacji. Niestety, nie stała się ona pobudką dla wszystkich. Jak dotąd bowiem tylko nieliczne banki są bliskie zabezpieczenia się przed wykorzystywaniem możliwości wielokrotnego naliczania odsetek od tych samych pieniędzy.

Wydawać by się mogło, że afera Art-B skuteczniej obudzi bankowców z letargu niż wieloletnie narzekania klientów na opieszałość bankowych operacji. Niestety, nie stała się ona pobudką dla wszystkich. Jak dotąd bowiem tylko nieliczne banki są bliskie zabezpieczenia się przed wykorzystywaniem możliwości wielokrotnego naliczania odsetek od tych samych pieniędzy. Należy do nich również Państwowy Bank Kredytowy. Zabezpieczenie to dotyczyć ma jednak tylko operacji wewnętrznych, a więc dokonywanych między oddziałami PBK. Pozostałe banki owszem, zainteresowane są wprowadzonym tu rozwiązaniem, ale... czekają na efekty uzyskane przez tych, którzy niesfornie zdecydowali się na własne systemy oparte na minikomputerach. Jest w tym oczekiwaniu pewna doza racjonalności Narodowy Bank Polski od blisko dwóch lat skutecznie mydli oczy wprowadzeniem międzybankowego systemu telekomunikacyjnego BTT i mało kto ma odwagę "występować przed orkiestrą", angażując się finansowo we własny system.

W mniejszym stopniu odgrywają tu rolę obawy o brak kompatybilności własnych rozwiązań z tym, co wymyślą w NBP. Decyduje raczej nadzieja (znana co nieco z poprzedniej

epoki) załapania się do centralnego programu, wspieranego finansowo przez Bank Światowy. NBP miał już 20 czerwca przedstawić założenia techniczne BTT, ale nie zdążył. Trudno się zresztą temu dziwić biorąc pod uwagę kadrowe trzęsienie ziemi, zarówno w banku emisyjnym, jak, i w całej bankowości (notabene nie ominęło ono PBK, z innej jednak niż Art-B przyczyny). Nie jest więc wykluczone, że Państwowy Bank Kredytowy metodą faktów dokona--nych stanie się prekursorem usprawnień systemu przekazywania danych w polskim systemie bankowym, zgodnie z zasadą "lepszy rydz niż nic" - (na co po cichu liczą jego dostawcy). Z technicznego punktu widzenia ów "rydz" to system połączeń między 40 oddziałami, 3 filiami PBK (przy czym 8 oddziałów w niedalekiej przyszłości ma pełnić rolę ogniw pośrednich w ramach poszczególnych regionów) oraz między owymi 8 oddziałami a centralą.

Sieć obsługiwać ma kilkadziesiąt komputerów amerykańskiej firmy Advanced Logic Research (ALR 386/ SX) sprzężonych z 50 faxami produkcji tajwańskiej GVIS ETFAX-7 (pełniącymi funkcję skanera), połączonych modemami TRADE BLA-ZER 2000.

Konfiguracja sprzętu wyjaśnia w zasadzie sposób działania systemu. Każdy dokument bankowy, wymagający przekazania, wkładany jest do faxu, stąd po skanowaniu zostaje zapisany w pamięci komputera, automatycznie zakodowany, po czym przesłany za pośrednictwem modemu do odbiorcy lub odbiorców, jeśli trafić ma do kilku adresatów.

Jest to oczywiście jedna z funkcji jaką system, używający programu Windows-30, może pełnić. Jego rola w tworzeniu bazy danych, komputeryzacji księgowości i rozliczeń to osobny problem. Zarówno technicznie jak i softwarowo system jest do tego oczywiście zdolny. Gorzej z pokonaniem bariery przepisów, wymagających "papierowej podkładki". Instalacja systemu nie wyeliminuje niestety kosztów przesyłek pocztowych. Aby to nastąpiło, potrzebny jest nieco inny, niż istniejący obecnie, poziom kultury informatycznej.

Gdyńska firma Demos, która jako dostawca i instalator systemu dzieli z PBK głębokie przekonanie o jego skuteczności, nie ukrywa również, że tę instalację traktuje promocyjnie. Liczy, że ów "rydz lepszy niż nic" nie będzie jedynym grzybem, jaki uda jej się wrzucić do bankowego barszczu.

Promocja - nawet ta w dobrym stylu - jest również dziedziną, gdzie chcąc wydać pieniądze trzeba się zdrowo nagimnastykować. Demos od wartości kontraktu na nowy system odliczył wartość sprzętu, jakim obecnie PBK dysponuje i który bankowi nie będzie już potrzebny. Sprzęt ten chciał przekazać szkołom. Okazało się jednak, że aby to zrealizować musi komputery przyjąć na magazyn.Demos jest dystrybutorem Epson w Polsce, a Epson i jego księgowi nie kochają raczej zniknięcia z magazynu maszyn wartości 1.250 mln zł.

Możnaby potraktować je jako darowiznę i wpsać w straty nadzwyczajne. Straty jednak zmniejszają zyski, a więc i szanse zakupów inwestycyjnych.

Chcąc wiec byc ofiarodawcą trzeba - jak sie okazuje - rozwiazac gordyjski węzeł finansowych przepisów. Przyjdzie chyba założyć specjalną fundację - zastanawiają sie wspólnie PBK i Demos, z obawą (!) myśląc o czekających ich również pertaktacjach z Ministerstwem Edukacji Narodowej na temat przejęcia sprzętu.


TOP 200