Profile Zbyszek

Mam na imię Zbyszek. Jestem pracownikiem bardzo poważnej firmy prywatnej. Na moim odcinku jestem odpowiedzialny za inwestycje, związane z siedzibą naszej firmy. Oznacza to, że zajmuję się nadzorowaniem wszelkich prac remontowo-budowlanych, elektrycznych, centralnego ogrzewania i tak dalej. Niedawno ukończyłem zaocznie studia na wydziale zarządzania. Bardzo mi to w pracy pomogło.

Mam na imię Zbyszek. Jestem pracownikiem bardzo poważnej firmy prywatnej. Na moim odcinku jestem odpowiedzialny za inwestycje, związane z siedzibą naszej firmy. Oznacza to, że zajmuję się nadzorowaniem wszelkich prac remontowo-budowlanych, elektrycznych, centralnego ogrzewania i tak dalej. Niedawno ukończyłem zaocznie studia na wydziale zarządzania. Bardzo mi to w pracy pomogło.

Może nie wiedza zdobyta na studiach, bo nijak ma się ona do praktyki, ale sam dyplom ukończenia. Dostałem dzięki temu podwyżkę. Niemniej długo jeszcze będę musiał pracować, aby podwyżka zrekompensowała mi wydatki poniesione na opłacanie czesnego. Nie mówiąc już o takich drobiazgach, jak zakup samochodu porównywalnej klasy, jakim dysponowałem przed podjęciem nauki zaocznej, a który musiałem z konieczności finansowej zamienić na 20-letniego rzęcha. Ale nie żałuję. Najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie.

Na studiach miałem wiele przedmiotów zupełnie nieprzydatnych. Do nielicznych pozytywnych wyjątków zaliczyłbym tutaj podstawy informatyki. Dzięki ćwiczeniom na zajęciach nauczyłem się korzystać z komputera i wreszcie dowiedziałem się, co to komputer i do czego służy. Przedtem była to dla mnie nie zapisana biała księga mojego umysłu. Nie było mi łatwo, oj nie. Tempo na zajęciach prowadzący narzucał olbrzymie. Większość studentów miała wcześniej kontakt z komputerem, a ja nic. Pamiętam, że w czasie jednych ćwiczeń ledwo jedno zdanie w edytorze udało mi się napisać i to jeszcze z błędami. Nie miałem komputera w domu, nie było gdzie ćwiczyć. Prawdziwy horror. Ale pierwsze koty za płoty. Nauczyłem się korzystać z edytora i arkusza kalkulacyjnego. Teraz kupiłem nawet komputer do domu. Nie piszę na nim nic ani też nic nie obliczam. Dzieciaki mają za to frajdę. Pakują gry, jakie tylko od kolegów dostaną. Podobno mam już prawie cały dysk twardy zajęty - 20 GB, jak mnie uświadomił znajomy. A niech tam, czegóż dla dzieci się nie robi. Jeśli o mnie chodzi, używam komputera do odsłuchiwania płyt kompaktowych. Muzyka jest moim prawdziwym hobby. Kupiłem bardzo dobrą kartę dźwiękową i głośniki. Jest fajnie. Dobrze, że miałem informatykę na studiach. Dzięki temu przestałem bać się komputera. Pamiętam, jak na pierwszych zajęciach siedziałem przed ekranem i czekałem. Czekałem, aż komputer coś zrobi. A on nic nie chciał robić. Trzeba było mu zadawać, to zrobił. Nie zawsze dobrze, ale chęci wykazywał. W końcu jest to tylko bezmyślne urządzenie. Zauważyłem nawet, że w arkuszu kalkulacyjnym mylił się przy dodawaniu, ale nie zaprzątałem tym uwagi pana magistra. Niech dalej uważa, że komputery są nieomylne. Za to fajnie grają muzykę. Dlatego podobają mi się bardzo.

W pracy komputera nie używam. Po pierwsze, nie przysługuje na moim stanowisku, a poza tym w pracy nie wolno słuchać muzyki i zabawiać się. Trzeba pracować i robić harmonogramy i kosztorysy. Jest to zadanie bardzo odpowiedzialne, a każda pomyłka powoduje poważne konsekwencje. Myślę, że gdy firma nasza będzie jeszcze bogatsza, to może kupi mi kiedyś komputer służbowy, abym mógł na nim swoje ulubione kompakciki puszczać. W końcu chyba należy mi się - studia skończyłem i pracuję nienagannie.


TOP 200