Praca w firmie z kropką

Mimo atrakcyjnych warunków pracy, trudno mówić o wyjątkowej popularności spółek internetowych wśród informatyków. Na pewno nie można porównać sytuacji polskiej z amerykańską modą na pracę w firmach z kropką w nazwie.

Mimo atrakcyjnych warunków pracy, trudno mówić o wyjątkowej popularności spółek internetowych wśród informatyków. Na pewno nie można porównać sytuacji polskiej z amerykańską modą na pracę w firmach z kropką w nazwie.

Boom internetowy na dobre dotarł do Polski. Największe polskie firmy teleinformatyczne i medialne lokują swój kapitał w niewielkich spółkach z sektora "nowych technologii". Te ostatnie, korzystając z dostępnych środków, szybko rozbudowują swoje przedsięwzięcia. Zmuszeni przez rosnącą konkurencję coraz więcej inwestują w najnowocześniejszy sprzęt i oprogramowanie, a także w personel potrzebny do obsługi i rozwoju tych systemów. Rozmach tych inwestycji może czasem budzić zdziwienie. Praktycznie nie ma tygodnia, żeby w prasie nie ukazywały się oferty pracy portali czy innych firm internetowych. Przyszłych pracowników kuszą atrakcyjnym wynagrodzeniem, a także pakietem świadczeń dodatkowych. Mimo to nasza sytuacja nie przypomina jeszcze tej zza oceanu, gdzie bezpieczną pracę w największych korporacjach porzuciło na rzecz ryzykownej kariery w dotcomach wielu menedżerów i specjalistów IT.

Dwie grupy, dwa światy

Informatyków zatrudnionych w spółkach internetowych można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowią młodzi, często niespełna dwudziestoletni pasjonaci Internetu. Praca w spółce internetowej jest dla nich często pierwszym poważnym zajęciem zawodowym. Urzeczeni możliwością kontaktu z naprawdę nowoczesnymi technologiami gotowi są do ogromnych wyrzeczeń - nocowania w firmie czy pracy na trzy zmiany - wszystko w imię sukcesu współtworzonego przez nich przedsięwzięcia. Tej grupie powierza się zazwyczaj najbardziej żmudne zadania związane z programowaniem czy administrowaniem systemami. Właśnie ich kosztem odbywa się rozwój spółek. Są dość przeciętnie wynagradzani. Nikt nie dba specjalnie o zapewnienie im atrakcyjnych perspektyw rozwoju zawodowego.

Pewnej części osób z tej grupy uda się zrobić karierę. Dzięki doświadczeniom zdobytym przy projektach internetowych z czasem staną się cenionymi przez rynek pracy specjalistami. Dla pozostałych praca w spółce internetowej pozostanie zapewne atrakcyjną przygodą z młodości, ciekawym przedsięwzięciem realizowanym w swobodnej, choć momentami nerwowej, atmosferze.

Drugą grupę pracowników stanowią specjaliści niezbędni z punktu widzenia firmy. Są to menedżerowie projektów z bogatszym doświadczeniem zawodowym. Przed przyjściem do spółek internetowych zdążyli przepracować kilka lat w firmach "starej gospodarki" - zazwyczaj w branży IT lub w sektorze finansowym. Znużeni atmosferą korporacji, a także monotonią panującą w tego typu firmach postanowili spróbować czegoś nowego.

Ich doświadczenie rosło wprost proporcjonalnie do rozwoju rynku informatycznego w naszym kraju. Dzięki temu obecnie mogą się poszczycić unikalnym zbiorem umiejętności przydatnych w tworzeniu nowych przedsięwzięć internetowych. Dosyć liczną podgrupę w tej elicie specjalistów stanowią Polacy i cudzoziemcy, którzy swoje doświadczenia zawodowe zdobywali poza granicami naszego kraju. Do Polski przyjechali w drugiej połowie lat 90. Niestety, rzeczywistość, którą zastali, odbiegała od ich oczekiwań. Jednym z niewielu miejsc, w których mogą w pełni spożytkować swoje unikalne doświadczenie, okazały się właśnie firmy z sektora biznesu internetowego.

Tej niewielkiej grupce specjalistów stwarza się doskonałe warunki pracy. Zarządzający firmami internetowymi wiedzą, że każdy z nich może znaleźć zatrudnienie u konkurencji. "Pamiętam sytuację, w której jeden z takich firmowych ÇguruČ chciał zmienić pracę. Po krótkiej rozmowie z prezesem zdecydował się na pozostanie, a jego pensja od razu wzrosła o 200%" - opowiada pracownik jednego z portali. Właśnie z tego powodu tak istotny jest motywacyjny system wynagrodzeń.

Dobry specjalista od spraw technologicznych czy menedżer projektu może w warszawskich spółkach zarobić nawet do 15 tys. zł miesięcznie - 5-7 razy tyle, co współpracujący z nim programista. Często 2/3 z tej sumy to stałe miesięczne wynagrodzenie, resztę stanowią pieniądze z tytułu różnego rodzaju umów o dzieło, wypłacane w ten sposób, by nie niszczyć ustalonej siatki płac firmy. W pozostałych miastach Polski pensje są odpowiednio dwu-, trzykrotnie mniejsze. Oprócz miesięcznego wynagrodzenia, każdy z pracowników spółki otrzymuje prawo do zakupu akcji firmy po preferencyjnych cenach. Te przywileje zazwyczaj przyznawane są wszystkim pracownikom spółki. Jednak menedżerowie z założenia otrzymują ich znacznie więcej niż ich podwładni. Model "marchewki na kiju" - w postaci obietnic przyszłych zysków ze sprzedaży akcji - dopiero teraz staje się ważnym narzędziem wynagradzania pracowników w dotcomach. Przede wszystkim dlatego że dość skutecznie wiąże pracowników z firmą.

Jaka praca, taka ...

Wysokość tych sum może zaskakiwać, tym bardziej że dotyczą one firm, które z reguły nie wypracowują zysku. Jednak liczba specjalistów znających się na technologiach internetowych jest wciąż nie wystarczająca w stosunku do potrzeb. Wielu informatyków z niechęcią myśli o pracy przy obarczonych sporym ryzykiem i wymagających dużego wysiłku przedsięwzięciach internetowych. Przedsięwzięcia te często realizowane są w szaleńczym wręcz tempie, bowiem firmy internetowe zdają sobie sprawę ze znaczenia czasu - w e-biznesie wygra ten, kto będzie pierwszy. W związku z tym spółki zmuszone są do stałej walki i podkupywania doświadczonych fachowców. A to dodatkowo podnosi poziom wynagrodzeń.

Mimo, zdawałoby się, komfortowych warunków materialnych, spółki internetowe nie są na razie wymarzonym miejscem pracy dla informatyków. Na pewno stwarzają duże możliwości dla młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją karierę zawodową. Nie są jednak zbyt atrakcyjne z punktu widzenia bardziej doświadczonych specjalistów. Ci, jeśli nawet mają niezbędną wiedzę, zazwyczaj wolą pracę w bardziej ustabilizowanym środowisku. Od spółek internetowych odstręcza ich gorączkowa atmosfera, tempo pracy właściwe dla e-biznesu, a także trudności komunikacyjne z młodszymi pracownikami. Zresztą nieliczni starsi pracownicy dotcomów potwierdzają te obawy. "Większość moich współpracowników i zleceniodawców jest ode mnie o kilka czy kilkanaście lat młodsza. Mimo iż doskonale rozumiemy się na płaszczyźnie zawodowej, trudno o jakieś bardziej zażyłe kontakty. Mówimy innym językiem, lubimy inne filmy, słuchamy odmiennej muzyki" - opowiada niezależny programista, realizujący projekty dla największych spółek internetowych. Potwierdzają to także przedstawiciele firm internetowych, którzy twierdzą, że zależy im przede wszystkim na młodych ludziach, którzy nie mają wyrobionych nawyków z poprzednich miejsc pracy, typowych dla firm "starej gospodarki". "Poza najwyższymi stanowiskami unikamy raczej specjalistów z 7-, 10-letnim doświadczeniem. Z punktu widzenia naszej firmy większość ich wiedzy jest bezużyteczna. Poza tym stawiając na awanse wewnętrzne chcielibyśmy uniknąć sytuacji, w której kierownik projektu jest o 10 lat młodszy od swoich podwładnych. A menedżerami w naszej spółce są właśnie ludzie tuż po studiach" - mówi kierownik ds. personalnych w jednej ze spółek internetowych.