Potrzebna koordynacja

Gdyby katastrofa o podobnej skali co katowicka wydarzyła się gdziekolwiek indziej, bilans ofiar mógłby być znacznie wyższy. Brak rozwiązań systemowych, procedur i wspomagających ich systemów teleinformatycznych utrudnia kierowanie akcją ratunkową i wymianę informacji pomiędzy biorącymi w niej udział jednostkami.

Gdyby katastrofa o podobnej skali co katowicka wydarzyła się gdziekolwiek indziej, bilans ofiar mógłby być znacznie wyższy. Brak rozwiązań systemowych, procedur i wspomagających ich systemów teleinformatycznych utrudnia kierowanie akcją ratunkową i wymianę informacji pomiędzy biorącymi w niej udział jednostkami.

Jedno jest pewne: to prawdziwe "szczęście w nieszczęściu", że tragiczna katastrofa hali targowej zdarzyła się na terenie Górnego Śląska. Katowice to jedna z niewielu aglomeracji, która dysponuje doświadczonymi zespołami strażaków, a także ratowników górniczych, którzy niejednokrotnie mieli okazję współpracować przy okazji różnych wypadków. Górny Śląsk ma kilkadziesiąt placówek medycznych, które mogły błyskawicznie przyjąć chorych i - co podkreślają media na każdym kroku - ma również Wojewódzkie Centrum Koordynacji Ratownictwa Medycznego. Prowadzący akcję w każdym momencie wiedzieli, w którym szpitalu są wolne łóżka i ile osób trafiło do każdej z jednostek. W ten sposób udało się uniknąć sytuacji - typowej dla wielu akcji ratowniczych - w której poszkodowani trafiają do najbliższych jednostek, których personel nie nadąża z udzielaniem pomocy.

Tym razem się udało. Co by się jednak stało, gdyby katastrofa o podobnej skali zdarzyła się w województwie pozbawionym podobnego centrum, a więc de facto w każdym z pozostałych 15 województw? Niestety bilans ofiar byłby prawdopodobnie wyższy. I to przede wszystkim ze względu na brak rozwiązań systemowych i technologicznych umożliwiających sprawne kierowanie i wymianę informacji pomiędzy jednostkami biorącymi udział w operacji ratowniczej.

Procedury i komunikacja

Dr Przemysław Guła, członek zarządu krakowskiego Instytutu Ratownictwa Medycznego, jednostki od ośmiu lat zajmującej się szkoleniem z zakresu ratownictwa medycznego, pytany o najważniejsze działania, jakie powinien podjąć dziś rząd - oprócz wprowadzenia w życie ustawy o ratownictwie medycznym - wymienia przede wszystkim konieczność stworzenia i wdrożenia przez rząd (przede wszystkim Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwo Zdrowia) odpowiednich procedur dotyczących współdziałania pomiędzy różnymi służbami na wypadek katastrofy.

Dziś każda ze służb ma inny zestaw procedur. Państwowa Straż Pożarna działa według jednego schematu, policja według innego, wojsko i Żandarmeria Wojskowa - która odegrała ważną rolę w katowickim dramacie - funkcjonuje według jeszcze innego zestawu procedur, dopasowanego przede wszystkim do działań militarnych. Natomiast pogotowie ratunkowe nie ma żadnych procedur regulujących działania i współpracę w trakcie działań kryzysowych. Ta ostatnia służba działa jako odrębna jednostka, a załogi poszczególnych karetek mają całkowitą autonomię. "Na miejscu zdarzenia albo znajdzie się jakiś lekarz z autorytetem, który przejmie kierowanie zespołami ratowniczymi, albo działają one w zupełnym oderwaniu od innych służb" - mówi jeden z doświadczonych ratowników medycznych.

Przynajmniej częściowo funkcje związane z tworzeniem procedur zarządzania kryzysowego przejmują na siebie ośrodki zajmujące się podnoszeniem kwalifikacji ratowników, takie jak krakowski Instytut Ratownictwa Medycznego, które kształcą na podstawie uznanych zestawów procedur przyjętych w Europie i Izraelu. Brak jednolitych, spójnych i przystających do siebie zestawów procedur dla każdej ze służb utrudnia jednak współdziałanie podczas akcji ratowniczych.

Problem ten jest tym bardziej dotkliwy, gdyż nie doczekaliśmy się do tej pory jednolitych systemów komunikacji ratowniczej. Ciągnące się latami prace nad wprowadzeniem w życie systemów TETRA i C2 (Comand & Control) grożą powtórzeniem się sytuacji z Katowic, kiedy to kilkanaście minut zajęło skoordynowanie częstotliwości, na której mogłaby się odbywać komunikacja radiowa nie tylko pomiędzy poszczególnymi służbami, ale nawet pomiędzy karetkami pogotowia, które przyjechały z różnych stacji. Nie wspominając już o ustanowieniu odpowiednich metod komunikacji z otoczeniem, np. służbami komunalnymi obecnymi w trakcie akcji ratunkowej.

Kłopoty z dowodzeniem

Nadal w większości miast nierozwiązany pozostaje także problem zarządzania kryzysowego, systemów C2 i Centrów Powiadamiania Ratunkowego (CPR), które zajmowałyby się przyjmowaniem zgłoszeń, a także ewidencją i dysponowaniem zasobów w trakcie akcji ratunkowej. W Polsce działa co prawda ponad 100 stacji CPR, jednak - jak mówią doświadczeni ratownicy - jeden CPR drugiemu nierówny. W niektórych miastach są to wyspecjalizowane aplikacje zintegrowane z centralą telefoniczną błyskawicznie identyfikujące najbliższą jednostkę oraz umożliwiające sprawdzanie na bieżąco dostępności załóg. Gdzie indziej pod pojęciem CPR rozumie się wydzielone pomieszczenie, gdzie pracuje dwóch dyspozytorów ze straży pożarnej i pogotowia ratunkowego, którzy równolegle przyjmą zgłoszenia, aby potem telefonicznie zawiadomić odpowiednie służby o zaistniałym zagrożeniu. Nie ma przy tym mowy o żadnych usprawnieniach, takich jak kolejkowanie rozmów przychodzących, czy wręcz przejmowanie ich przez sąsiadujące ze sobą centra.

Brak specjalistycznych aplikacji sprawia, że w momencie katastrofy zarządzający akcją zwykle nie wie jakimi zasobami - ratowników, sprzętu, środków transportu, czy łóżek szpitalnych wraz z obsadą - dysponuje i na jakie może liczyć. Wszelkie decyzje podejmuje w oparciu o doświadczenia z dotychczasowych akcji i na podstawie informacji zgłaszanych mu w trakcie działań. To brak zarówno na poziomie systemów, jak i procedur. "Nawet jeśli np. szpitale prowadzą podobną ewidencję na własne potrzeby, to nie składają sprawozdań z tego regularnie, tak aby na poziomie powiatu dostępna była bieżąca informacja o liczbie dostępnych łóżek" - mówi Bogusław Kogut, zastępca małopolskiego komendanta Państwowej Straży Pożarnej.

TETRA jak hamulec

W cztery lata po rozpoczęciu w ramach offsetu projektów TETRA i C2 spis braków - zwłaszcza w zakresie systemów informacyjnych - brzmi szokująco. Nie da się ukryć, że projekty realizowane w ramach offsetu nie przyniosły i nie wiadomo kiedy przyniosą jakiekolwiek rezultaty. Co więcej, zdaniem niektórych ratowników decyzja o ich przeprowadzeniu w ten sposób zastopowała na kilka lat prace nad wdrożeniem podobnych systemów i jednolitej łączności telekomunikacyjnej prowadzonej na szczeblu powiatów.

Samorządy czekały na rozstrzygnięcia dotyczące częstotliwości i wymagań funkcjonalnych, jakie miałyby spełniać systemy TETRA i C2, a gdy nie doczekały się odpowiednich rozstrzygnięć wróciły do rozwijania systemów na własną rękę. W rezultacie w niektórych powiatach mamy dziś dobrze rozwinięte i kompleksowe systemy wspomagające zarządzanie kryzysowe na określonym obszarze, które jednak mogą okazać się całkowicie nieprzydatne w sytuacji, gdy akcja ratunkowa będzie wymagała zaangażowania większych środków.

Spójność systemu

Jak zatem najszybciej usprawnić system zarządzania kryzysowego i ratownictwa w Polsce? Przede wszystkim uchwalając ustawy o ratownictwie medycznym i stanach nadzwyczajnych, które w dużej mierze porządkują kwestie związane z prowadzeniem akcji ratunkowych. Trzeba również opracować wiele szczegółowych aktów prawnych, które uregulowałyby m.in. status wolontariuszy - np. ratowników GOPR - którzy działają dziś w prawdziwej "próżni prawnej". "W Polsce są to naprawdę znakomicie wyszkolone i wyposażone instytucje. Nie ma jednak przepisów regulujących zasady ich finansowania, współdziałania z innymi służbami, czy nawet rzeczy tak trywialnej, jak ubezpieczenia" - mówi Przemysław Guła, członek zarządu Instytutu Ratownictwa Medycznego w Krakowie.

Przy okazji pracy nad generalnymi aktami prawnymi warto jeszcze raz rozważyć przyjęty model podziału kompetencji pomiędzy administracją państwową i samorządami. Dziś są one rozdzielone w sposób niespójny, co nie tylko utrudnia dofinansowanie służb ratowniczych przez samorządy, ale także komunikację pomiędzy poszczególnymi szczeblami i ich współdziałanie w sytuacjach krytycznych. O tym jak duże znaczenie ma odpowiedni podział kompetencji przekonali się w 2005 r. urzędnicy jednej z małopolskich gmin, w której zorganizowano ćwiczenia symulujące zamach terrorystyczny. Jak na dłoni pokazały one, że jednym z głównych problemów w sytuacji kryzysowej może być brak odpowiedniego wsparcia ze strony służb porządkowych i ratowniczych. Gmina, która dysponowała zaledwie kilkoma karetkami, nie miała podstaw prawnych i nie była w stanie szybko ściągnąć dodatkowej pomocy ze stacji pogotowia w sąsiednich gminach, nie mówiąc już o wydzieleniu odpowiedniej liczby łóżek w szpitalach z terenów z nią sąsiadujących.

Należy także przyspieszyć

prace związane z wprowadzeniem w życie systemów TETRA i C2, które wyposażyłyby odpowiednie służby w narzędzia do komunikacji i koordynacji działań ratunkowych. Konieczne jest również wprowadzenie systemu wspólnych ćwiczeń, podczas których w działaniu sprawdzono by mocne i słabe strony przyjętych procedur. Tylko dzięki podjęciu takich działań dramat, który rozegrał się w Katowicach - oprócz wymiaru tragicznego - może pomóc nam wyciągnąć odpowiednie wnioski i... korzyści.


TOP 200