Podwójna rocznica

Architektura jest wszędzie i wszystko jest architekturą; nawet gdy ktoś wyjedzie na wakacje, to od niej nie ucieknie. Od tej "prawdziwej", której pełno wkoło, ani od tej "naszej", do której i tak trzeba będzie wrócić.

We Wrocławiu na przykład szczytów sięga budowa wieżowca, który wysokością ma dorównać Pałacowi Kultury. I - jak to z architekturą bywa - jednym to się podoba, w odbiorze innych jest zadrą na ładnej, spokojnej i wyrównanej panoramie miasta, ale są i tacy, którzy postrzegają w tym swoiste dopełnienie monumentu, od lat stojącego w pewnym dużym mieście na południu Polski. Cokolwiek jednak sądzić - nowa budowla na zawsze zmieni architekturę miasta.

W dniu 6 sierpnia przypadają rocznice dwóch znaczących wydarzeń XX wieku: zrzucenia pierwszej bomby atomowej (66 lat) i uruchomienia pierwszej strony WWW (20 lat). Obie te sprawy, jedna ponura, druga podniosła i radosna, tyle mają wspólnego, że szybko i bezpowrotnie zmieniły świat. Tylko że radość ta słabnie coraz bardziej z powodu kwestii bezpieczeństwa korzystania.

Przez dwie dziesiątki lat bezpieczeństwo Internetu dorobiło się własnej, całkiem wyrafinowanej i złożonej architektury. W dużym uproszczeniu, jej założenia porównuje się często do zabezpieczeń Fortu Knox, gdzie zgromadzono ponoć całe złoto USA. Legenda (?) o drzwiach tego wielkiego sejfu mówi, że jest na nich napis - gwarancja producenta, iż tamtejszych zamków bez właściwych kluczy nie otworzy nikt w ciągu 24 godzin. Oznacza to, że w tej dotąd jednowarstwowej architekturze potrzebna jest warstwa kolejna, czyli ktoś, kto zauważy i uniemożliwi wszelkie próby manipulacji przy tamtejszych zamkach, bo gdyby komuś pozwolić na dłuższą taką zabawę, to kto wie... Ludzie, również ci na straży, miewają jednak chwile słabości, więc zapewne gdzieś wcześniej jest kolejny próg, znowu typu przeszkoda fizyczna plus człowiek.

Całkiem podobnie mają się sprawy z Internetem - też występują liczne przeszkody, niektóre określane pożyczonym od strażaków terminem "przegroda ogniowa" (tak, tak, po polsku jest to przegroda, a nie ściana!). Funkcjonują te przeszkody automatycznie, wykrywając i uniemożliwiając działania podejrzane. Gdyby jednak niczym wrota do amerykańskiego sejfu pozostawić te przeszkody same sobie, pozwalając intruzom manipulować przy nich bez końca, być może jeden czy drugi znalazłby sposób na przedostanie się. Więc i tu kluczowe znaczenie mają ludzie, którzy zareagują odpowiednio szybko i sprawnie na sygnał automatu i ukrócą te usiłowania w zarodku.

O ile jednak włamywacza do sejfu łatwo zauważyć i aresztować, o tyle jego wirtualny odpowiednik ginie w olbrzymim ruchu, jaki występuje na internetowych łączach, a ci, którzy go do tych niecnych zadań posyłają, siedzą sobie spokojnie, bo chronią ich rozliczne możliwości sieciowego kamuflażu i jeszcze pewnie jacyś mocodawcy. Ci zaś, którym mimo wszystko udaje się przemknąć, czynią swoje po cichu i niezauważenie. Bo brak złota, które wczoraj jeszcze było, łatwo stwierdzić, a tego, że ktoś czyta i kopiuje nasze tajemnice, można nie dowiedzieć się nigdy. Mimo wielu warstw architektury ochronnej, haseł, kluczy, dzienników i innych takich.

A wieści, które od kilku miesięcy docierają do ludzi, są jednoznaczne: skala udanych, często spektakularnie udanych ataków jest tak duża, że chwilami trudno już wierzyć w jakiekolwiek bezpieczeństwo. Komunikat z tego płynący jest jeden: jak ktoś będzie bardzo chciał się przedostać, to i tak to zrobi, a jeżeli jeszcze gdzieś tego nie zrobił, to tylko dlatego, że mu się nie chce albo uważa, że nie warto.

O rocznicowej bombie atomowej powiada się, że stwarzając straszliwe zagrożenie, przyczyniła się do utrwalenia światowego pokoju. O niektórych zaś niedawnych incydentach z zakresu bezpieczeństwa internetowego mówi się, że muszą za nimi stać zorganizowane struktury, być może nawet państwowe. Czy może więc wyniknąć z tego kiedyś pretekst do prawdziwej wojny?