Podpis elektroniczny: z dwóch projektów tylko jedna ustawa

Poselski projekt ustawy o podpisie elektronicznym jest konkurencyjny z propozycją MSWiA.

Projekt poselski opracowany pod patronatem sejmowej komisji transportu i łączności powstał na podstawie projektu stworzonego przez grupę ekspertów NBP pod koniec ub.r. W pracach nad nim uczestniczyli przedstawiciele branży teleinformatycznej i środowiska bankowego. Jego twórcy starali się przede wszystkim zachować zgodność z dyrektywą Unii Europejskiej z 13 grudnia 1999 r., określającą ramy prawne stosowania podpisów cyfrowych zarówno w obrocie gospodarczym, jak i w postępowaniu sądowym. Wzorowali się również na ustawach funkcjonujących już w innych krajach. Projekt poselski jest w wielu miejscach niezgodny z projektem rządowym, opracowanym w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, o którym pisaliśmy przed tygodniem.

<B>Budowanie porozumienia</B>

W lipcu br. Sejm zobowiązał rząd do przedstawienia strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Posłowie oczekiwali, że do września rząd przedstawi parlamentowi projekt ustawy o podpisie elektronicznym. Tymczasem projekt opracowany w MSWiA jest dopiero na etapie uzgodnień międzyresortowych. "Jest już grudzień, a projektu ustawy wciąż nie zaprezentowano w Sejmie" - mówi Karol Działoszyński, poseł Unii Wolności, członek komisji transportu i łączności. - "Nasza inicjatywa nie jest jednak w żadnym wypadku wymierzona przeciwko projektowi rządowemu" - zastrzega. Karol Działoszyński dodaje, że posłowie chcieli przyspieszyć prace nad ustawą poprzez stworzenie jak najszerszej "niepolitycznej" płaszczyzny porozumienia. Podczas dalszych prac nad projektem komisja chciałaby wykorzystać również projekt rządowy, tak by podczas wspólnej debaty stworzyć "projekt, który zachowałby najlepsze rozwiązania". Wszyscy uczestnicy dyskusji deklarują dobrą wolę i twierdzą, że możliwe jest porozumienie.

Pośpiech w tej sprawie jest wskazany, ponieważ - jak tłumaczą posłowie - jeśli Sejm obecnej kadencji nie przyjmie ustawy, to najprawdopodobniej trzeba będzie poczekać na nią jeszcze co najmniej dwa lata. Nowy Sejm z pewnością zajmie się najpierw innymi kwestiami, ważniejszymi z politycznego punktu widzenia. Tymczasem, choć wciąż jedynie nieliczne państwa mają gotowe ustawy o podpisie elektronicznym, to np. kraje członkowskie Unii Europejskiej zostały zobowiązane na mocy wspomnianej dyrektywy do zrównania w świetle prawa podpisu elektronicznego z odręcznym do połowy 2001 r. Stosowną ustawę mają już Czechy, zaawansowane są prace nad ustawą na Węgrzech. Brak ustawy o podpisie elektronicznym w Polsce mógłby negatywnie wpływać na uczestnictwo polskich firm i instytucji w międzynarodowym handlu elektronicznym.

<B>Trudny kompromis</B>

Wydaje się jednak, że pomimo deklaracji dobrej woli, trudno będzie wypracować wspólne stanowisko. Obydwa projekty są - według ich autorów - zgodne z dyrektywą Unii Europejskiej. Oczywiście, obydwa zrównują w zakresie skutków prawnych podpis elektroniczny i odręczny. Zgodnie z dyrektywą, oba stwierdzają też, że podstawą do określenia wiarygodności podpisu elektronicznego jest certyfikat wydany przez instytucję certyfikującą, mogący zawierać limit wartości transakcji, dla uwierzytelniania których zostaje użyty. Aby zachować poufność, dane muszą być szyfrowane, natomiast anonimowość w sieci ma zapewnić obowiązek stosowania pseudonimu zamiast pełnego imienia i nazwiska osoby certyfikowanej. W odróżnieniu od rządowego, projekt poselski nie nakłada obowiązku ubiegania się o akredytację dla instytucji certyfikujących, chcących wydawać tzw. certyfikaty kwalifikowane. Akredytacja miałaby być dobrowolna, a rynkiem instytucji certyfikujących rządziłyby zasady komercyjne.

Kwestia akredytacji budzi największe kontrowersje. Przypomnijmy, projekt rządowy zakłada, że kwalifikowane certyfikaty mogłyby być wydawane wyłącznie przez instytucje mające akredytację nadawaną przez MSWiA. Jednocześnie projektowi rządowemu zarzuca się, że nie precyzuje wyraźnie wymagań, jakie muszą spełniać instytucje certyfikujące i nakłada za ich niedopełnienie bardzo wysokie kary. "Zbyt dużo miejsca w ustawie pozostawiono decyzji urzędników" - twierdzą krytycy propozycji rządowej, m.in. reprezentujący Polskie Towarzystwo Informatyczne. Tymczasem w budżecie na przyszły rok nie przewidziano środków na Krajowy Urząd Certyfikacji, który miałby udzielać certyfikatów wszystkim centrom certyfikacyjnym działającym w Polsce. Według propozycji MSWiA, to właśnie ministerstwo miałoby pełnić tę funkcję.

Częściowo ze stanowiskiem ministerstwa zgadzają się przedstawiciele sektora bankowego. Ich zdaniem na rynku instytucji certyfikujących powinna obowiązywać jak największa swoboda, ale pewne transakcje wymagają wyższego poziomu nadzoru i konieczna jest certyfikacja. Jako przykład podawane jest wysyłanie dokumentów PIT do urzędów skarbowych.

Projekt poselski reguluje kwestię uznawania certyfikatów wydawanych w innych krajach. W projekcie przygotowanym przez MSWiA uznawanie certyfikatów zagranicznych mają regulować odrębne umowy międzynarodowe zawierane przez ministra.

<B>Szybka ścieżka</B>

Projekt ustawy o podpisie elektronicznym przygotowany w MSWiA został opracowany przez grupę, w skład której wchodzili m.in. członkowie zespołu doradczo-opiniodawczego ds. handlu metodami elektronicznymi. Został on powołany w maju 1999 r. przez prezesa Rady Ministrów, a jego przewodniczącym był Wojciech Katner, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki. Zespół ten opracował wytyczne, według których stworzono ustawę. Na początku grudnia miały się zakończyć tzw. uzgodnienia międzyresortowe, czyli okres, w którym przedstawiciele wszystkich ministerstw mogli przesyłać do MSWiA propozycje zmian. Podczas zaplanowanej na najbliższe dni tzw. konferencji uzgodnieniowej zmiany mają zostać przyjęte lub odrzucone.

Przedstawiciele resortu spraw wewnętrznych deklarują chęć współpracy z przedstawicielami banków. Ministerstwo chciałoby doprowadzić do zawarcia porozumienia jeszcze przed przedłożeniem projektu ustawy o podpisie elektronicznym do laski marszałkowskiej. "Uniknięto by wtedy prób jej odrzucenia i mogłaby zostać ona przyjęta przez Sejm już wiosną przyszłego roku. Mogłaby tym samym wejść w życie 1 lipca 2001 r."- twierdzi Kazimierz Ferenc, wiceminister w MSWiA. Ustawa ma być skierowana na tzw. szybką ścieżkę legislacyjną, ponieważ wchodzi w skład pakietu ustaw integracyjnych.

Uchwalenie ustawy o podpisie elektronicznym to jednak nie jedyne zmiany, jakich trzeba dokonać w polskim prawie, by dostosować je do wymogów stawianych przez handel elektroniczny. Wraz z ustawą konieczne są modyfikacje w kodeksie cywilnym, a najważniejsza zmiana dotyczy art. 60, zawierającego określenia warunków zawarcia umowy.

***

W kilku krajach wprowadzono już przepisy regulujące stosowanie podpisu elektronicznego