Pigwowcówka malinówka, silp

Z Jerzym Zielińskim, naczelnikiem Wydziału Zarządzania Bazą Danych Lasów Państwowych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Jerzym Zielińskim, naczelnikiem Wydziału Zarządzania Bazą Danych Lasów Państwowych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Wśród leśników o Pana nalewkach krążą legendy. Rzeczywiście, wystarczy raz spróbować pigwowcówki, malinówki, orzechówki albo nalewki z porzeczek, aby na samo ich wspomnienie ciekła ślina. Czy może Pan podać przepis na te nadzwyczajne domowe nalewki?

Należy przygotować kilogram świeżych owoców, następnie zalać je litrem 70-proc. alkoholu. W zależności od owocu trzeba odczekać 4 lub 6 tygodni (np. pigwowcówka, tj. nalewka z owoców pigwowca), by móc zlać wywar do szklanego naczynia. Owoce zasypuje się kilogramem cukru i odstawia na kolejny miesiąc lub 6 tygodni. Gdy mija ten okres, wreszcie można połączyć likier, powstały z zasypanych cukrem owoców, z przygotowaną wcześniej nalewką, pamiętając o proporcjach, by dobrać najlepszy smak.

Bardzo przypomina to budowę systemu informatycznego... Na początku mamy dobry pomysł, potem bierzemy produkty wysokiej jakości, wdrażamy aplikację, testujemy i możemy w końcu pracować. W takim razie, co łatwiej wykonać: wyborną nalewkę czy poprawnie działający system informatyczny?

To drugie zdecydowanie trudniej, ponieważ w grę wchodzi więcej składników i niewiadomych. Przy nalewce tzw. koncert życzeń sprowadza się do tego, żeby napitek nie był za słodki, zaś alkohol rozgrzewał, ale nie odrzucał - bo po co wtedy pić. Gdy zaczynaliśmy pracę nad Systemem Informatycznym Lasów Państwowych (SILP), wiedzieliśmy, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedzieliśmy, w którym kościele. Pracowaliśmy po omacku, ucząc się od kontraktowego partnera, ale także na własnych błędach.

Może lepiej byłoby powierzyć specjalistom pracę nad analizą funkcjonalności systemu?

Ależ skąd! Żadna firma konsultingowa ani konsultant z zewnątrz nie poradziliby sobie z tym zadaniem. Trzeba znać problemy gospodarki leśnej na wylot, być przez kilka lat leśniczym czy też nadleśniczym, aby poprawnie zdefiniować zadania systemu w tak ogromnej i nietypowej organizacji, jaką jest Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Jestem przekonany, że musimy mieć własnych analityków. To naprawdę ma głęboki sens.

O ile wiem, był Pan w trakcie studiów zaocznych leśniczym. W jaki sposób ta wiedza przydała się w zarządzaniu projektem informatycznym?

Chociaż było to trzydzieści lat temu, wciąż mi łatwiej zrozumieć pewne procesy, które poddajemy analizie, niż gdybym całe swoje życie zawodowe spędził za biurkiem. Moje leśnictwo Ćwieszewo (Nadleśnictwo Gryfice) miało obowiązek dostarczać duże ilości drewna. Nie zawsze dało się pogodzić wygórowany plan z rzeczywistością. Aby jednak nie ucierpiało dobro firmy, trzeba było nieźle kombinować. Zdarzało się przykładowo, że sprzedawałem drewno o długości 4 m jako pięciometrowe. Tracił na tym klient, my zaś mieliśmy wykonany plan. Dzisiaj takie sztuczki są prawie niemożliwe. W rejestratorze leśniczego znajduje się opis taksacyjny lasu (inaczej mówiąc, leśny spis powszechny) i szacunki brakarskie (jakie drzewa są przeznaczone pod wyręb). Jeśli leśniczy wpisałby w dokumencie rozchodowym inną długość lub grubość drewna, nastąpi konflikt w bazie danych i wypisanie dokumentu rozchodowego będzie niemożliwe.

Klasyczna budowa systemu informatycznego przypomina kaskadę: od analizy i projektowania, do testowania i wdrożenia. Zdaniem niektórych specjalistów, zdecydowanie lepiej przyjąć model iteracyjny, gdzie w miarę jednocześnie pogłębia się prace na wszystkich kierunkach. Po analizie jakiegoś fragmentu można od razu przystąpić do projektowania. I tak skokami naprzód marsz. Jestem ciekaw, jaki model przyjmą Lasy przy budowie nowego systemu, zwanego umownie SILP 2?

Nie ma mowy o modelu iteracyjnym. Głoszą ten pogląd firmy informatyczne, które dzięki temu chcą szybciej zawierać kontrakty. Jestem przekonany, że wręcz nie powinno się dopuszczać myśli o budowie w ten sposób systemu, gdy organizacja - taka jak nasza - ma całkiem nieźle zdefiniowane zasoby informacyjne. SILP 2 stworzymy metodycznie, zaczynając od pełnej analizy potrzeb.

Według ostrożnych szacunków, dotychczasowy proces informatyzacji Lasów Państwowych kosztował ponad 40 mln USD. Czy te pieniądze się już zwróciły?

Tak, zdecydowanie tak. Zmniejszenie zatrudnienia w biurach nadleśnictw o średnio 2 osoby pozwoliło zaoszczędzić w skali Lasów Państwowych ok. 45 mln zł rocznie! A uszczelnienie systemu sprzedaży drewna, które zmniejszają straty wynikające z zalegania surowca w lesie - to kolejne 1,2 mln zł. SILP 1 spłacił się z nawiązką. Takiego systemu nie mają nawet Amerykanie ani żadne państwo europejskie. Mimo to nadszedł czas na jego lepszą wersję, pozbawioną wad, których jesteśmy świadomi i ich nie ukrywamy.

Ma Pan więc przed sobą parę ładnych lat pracy.

Wcale nie jest to powiedziane. Nie jestem informatykiem. Raczej menedżerem, analitykiem. Zdaję sobie więc sprawę, że jeśli przyjdzie ktoś lepszy ode mnie, odejdę.

Ale chyba nalewki będzie Pan dalej sam robił?

Do tego potrzeba lat doświadczeń, a tych młodzi, zdolni, jeszcze nie mają. Pigwowcówki?


TOP 200